Gdy Akhifer chowała się wśród wodnej roślinności, nie przyszło jej w ogóle do głowy, że spotka nietypowego wędrowca przepływającego właśnie przez Lazurowe Jezioro. Biedna alfa skupiona była na sobie i swojej rozpaczy, gdyż znowu przyszło jej robić opływ jeziora, przynajmniej tych najbardziej zarybionych miejsc. Podczas pełnienia służby zmuszona była oglądać wygłodniałe pyszczki ryb, którym nie szczęściło się w życiu, słuchała także opowieści o ukochanym mężu, któremu ledwie kilka dni temu przyszło opuścić ten świat i przepłynąć do pałacu Sitala. Widok zapłakanej wdowy złamał coś w pani Kapitan, która już od kilku godzin była na skraju. Smutne opowieści były ostatnimi kroplami do przepełnienia czary.
Do wylania naczynia doszło pomiędzy wodorostami, gdzie alfa tymczasowo się schowała przed światem. Nie chciała, by zajęło jej to długo, jednak gdy zaczęła płakać, oczy szczypały ją tylko coraz bardziej. Nie mogła zaczerpnąć wody, wycierała płetwami pyszczek w nadziei, że pomoże jej się to uspokoić, ale na nic się to nie zdało. Była zbyt poruszona ponurym światem, by tak po prostu się ogarnąć, mimo że obowiązki wzywały.
W pewnym momencie poczuła ciepło, ciepło podobne do promieni słonecznych wpadających do lazurowej wody, choć dzień był bezsprzecznie pochmurny. I to nie tylko w metaforycznym tego słowa znaczeniu, świat naprawdę schowany był przed słońcem grubą warstwą chmur, na co wskazywał mrok w samo południe.
Żółta samica podniosła wzrok, kierując go ku nieznanemu sobie karpiowi, właśnie przepływającemu obok jej schronienia. Jego łuski były białe niczym perły, a ich krawędzie błyszczały we wszystkich kolorach tęczy. Piękne, białe, weloniaste płetwy przypominały białą aurę otaczającą przybysza z daleka. Akhifer poczuła zachwyt na ten widok, ale również i ukłucie złości. Ten karp się uśmiechał, oglądał otoczenie z zadowoloną i szczęśliwą miną, jakby nie widział całego zła, jakie wokół się działo. Ferka miała ochotę zetrzeć mu ten uśmiech z pyszczka, zwyzywać go, że tak nie wolno, że jak on może ignorować ból istnienia, ale zamiast tego wzięła głęboki wdech i postanowiła spróbować zwyczajnie porozmawiać.
– He- znaczy dzień dobry! Witam alfę – pomachał do Akhifer, zauważając, jak się zbliża. Kapitan poczuła bardzo wyraźnie, że to właśnie od niego biło takie ciepło, jakby wodę nawiedziły letnie promienie.
– Witaj – żółta kiwnęła głową. Z bliska poczuła jeszcze większą niechęć do tego ryba. – Mogę zapytać, co sprawia, że jesteś taki szczęśliwy? Tyle karpi dookoła cierpi, tyle z nich głoduję. Jeszcze niedawno opuściłam jedno jamowisko, gdzie widziałam same zapłakane twarzyczki. Czy nie widziałeś ich? Powiedz mi, czy one cię nie poruszają?
Zauważyła zakłopotanie na pyszczku białego karpia, ale wcale nie zamierzała się wycofywać z oskarżeń. Nie można tak po prostu ignorować świata!