Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tanvi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tanvi. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2025

Od Tanvi – "Widzę burzę, nie boję się jej"

Widzę burzę, nie boję się jej
Niech jej ciepłe krople otulą moje ciało
Niech jej błyski i grzmoty ukoją moje zmysły
Niech jej wiry poruszą stojącą wodę

Widzę burzę, nie boję się jej
Przynosi świeżość, nowość, odrodzenie
Przynosi ciemną noc po jasnym dniu
Przynosi lekkość po ciężkiej ostatnio głowie

Widzę burzę, nie boję się jej
Uderza raz, szokująco, nagle
Uderza obok jeziora i w taflę
Uderza tam, gdzie musi uderzać

Nie wiem, czy jest się czego bać
To tylko natura, dzika i nieokiełznana
To tylko natura, sroga i nieprzewidywalna
To tylko natura, nasza surowa matka

6 lutego 2025

Od Tanvi – "Podjudzona młodzież i staruszka"

Tanvi nie była jednym z karpi, które podpisały się pod petycją o ujawnienie istnienia wszystkich ławic koi. W sumie guzik ją to obchodziło, może co najwyżej czuła, że wszyscy przesadzają z tą paniką. Nie rozumiała, dlaczego istnienie innej ławicy było takie szokujące, powinno to być oczywiste, że nie byli jedynymi. Równie dobrze mogli się dziwić, że istnieją niezmutowane karpie koi, w oczach Tanvi reakcje były jednym i tym samym.

Stara karpica czuła, że wszyscy zachowywali się niedojrzale i powinni się uspokoić, jednak co ona jedna, biedna medyczka, mogła zrobić z tą rozwydrzoną hordą? Przeklęte, rozpieszczone bachory. Trochę nie mogła się doczekać swojej śmierci, kiedy już będzie miała spokój i zamieni się w smoka (a przynajmniej wierzyła, że się zamieni, bo czemu by nie? Była świetną osobistością do tego, znała się na swoim fachu i była uczynna, jak na medyka przystało. Smoki byłyby głupie, nie biorąc jej w swoje progi).

Usiadła pewnego wieczora z piklowanym owocem w płetwie i spróbowała rozmyślać. Zazwyczaj w takie wieczory myślała nad swoją przychodnią i lekami, jakie musi przyszykować, jednak tym razem umysł jej popłynął w kierunku problemów, jakie sprawiały przewrażliwione rybki. Zapowiadany bunt, groźby skierowane ku alfie, szykowanie broni, co Medyczka akurat widziała na własne oczy. Noże, widły, czasem włócznie i sztylety, nierzadko skradzione z jaskini wojskowej, jednak nikt nie potrafił – nie chciał – tego udowodnić. Tanvi głowa od tego wszystkiego bolała. Zastanawiała się, czy naprawdę ta młodzież nie potrafiła usiedzieć w spokoju przez dłużej niż pięć minut. Ledwo co nastąpił rozłam między dwoma ławicami ze względu na wojnę domową i już chcieli zaczynać kolejną. Niebieska karpica prychnęła. Zaraz to oni stworzą dodatkową ławicę, o której będzie zmuszona opowiadać alfa, czy będzie to dalej Akhifer, czy ktokolwiek inny.

29 grudnia 2024

Od Tanvi – "Słona anegdota"

Informacje o istnieniu ławicy morskich koi nie zaskoczyły Tanvi tak bardzo, jak zapewne spodziewała się tego osoba, która jej te nowiny przywiozła. Stara karpica różne rzeczy w życiu widziała, niektóre były bardziej szalone, jak na przykład ryby żyjące w symbiozie z wyrastającymi z nich roślinami, dlaczego więc morskie koi miałyby być dziwne? Doprawdy, Tanvi nie rozumiała tego chaosu. Zdumiało ją dopiero nagłe posiedzenie członków MOBISu, do którego należała. Do tego wszystkiego dotyczyło właśnie najnowszych nowin obiegających jezioro.

– Nie sądzicie, że skoro alfa chowa przed nami takie sekrety, to nie powinniśmy jej nie ufać? – Kobiecina, która zadała to pytanie, nie wyróżniała się z tłumu i medyczka nie za bardzo ją kojarzyła, jednak mimo tego znaczna część zgromadzonych zgodziła się z pytaniem. – Jeśli alfa nie czuje potrzeby dzielenia się z nami takimi ważnymi faktami, to czy warto jest ją mieć na alfę?

Tanvi, bardzo niechętna do przeżycia kolejnej wojny domowej i rozłamu ławicy, podniosła w końcu głos.

5 października 2024

Od Tanvi – "Tanvi nie znosiła jesieni"

Tanvi nie znosiła jesieni. Jej stare ości zawsze źle reagowały na zmianę pogody, choroby napełniały jej przychodnię pechowymi rybami, a młodzież, która rozpoczynała szkołę, robiła z rana nieznośny hałas. Zima była jeszcze gorsza, ale do zimy jeszcze trochę brakowało. Na szczęście.

Stara karpica przygotowywała właśnie kolejne porcje lekarstwa na liściówkę, kiedy wpadł do jej przychodni karp z zaczerwionymi oczami. Medyczka z miejsca wiedziała, co mu dolega, jednak zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, karp zaczął na głos lamentować.

– Oczy mnie tak paskudnie bolą, droga pani! Musi mi pani pomóc, błagam! Obudziłem się dzisiaj rano, patrzę w lustro, a tu taka okropność!

Tanvi wyciszyła w głowie głos lamentora i zabrała się w milczeniu za maść dla niego. Długo jeszcze biadolił, prosząc o pomoc, zanim zorientował się, że w sumie to jest obecnie jedyny w przychodni medyczki i lek, który właśnie robiła, jest najprawdopodobniej dla niego. W końcu łaskawie zamknął pysk i pozwolił samicy pracować.

4 kwietnia 2024

Od Tanvi - "Powstanie MOBiSów"

Mieszkanie w Lazurowym Jeziorze było Tanvi bardzo na płetwę. W Zielonych Dolinach miała wszystko bardzo blisko – miejsce pracy, sklepy, bar, w którym mogła się spotykać na pojedyncze randki oraz inne miejsca niewarte wymieniania. W starym Zbiorniku nie miała takiej wygody, musiała się tułać z domu do pracy po jakichś niebezpiecznych wygwizdowach. Tak, dobrze pamiętała tamte dni, w końcu taka młoda nie była, większość swojego życia spędziła w Zbiorniku. Ale nie żałowała, że przeprowadziła się do Jeziora, co to, to nie. W końcu mogła w pełni wykorzystać swój potencjał jako medyczka, bo w nowym mieście, w Zielonych Dolinach, była w stanie otworzyć własną przychodnię, gdzie opiekowała się chorymi rybami we własnym zakresie. Nikomu nie odpowiadała, nikomu nie musiała się kłaniać, no po prostu raj. Ubóstwiała ten nowy dom.

Na dobrą sprawę nie było nic, co jej nie pasowało, choć pewnie była to sprawka jej wieku. Nie miała dużych wymagań i wszystkie zostały spełnione. Przynajmniej do czasu, aż w jej bloku nie zagnieździły się jakieś młodziki, które co wieczór organizowały sobie jakieś imprezy. To zapraszały znajomych, to zapraszały większą grupę znajomych, czasem nawet mieli didżeja, a jak nikt to nich nie przychodził to same organizowały sobie zabawy. Nie było wieczoru, gdzie Tanvi nie słyszała bluźnierstw wykrzyczanych przez upitą młodzież. Wielokrotnie starsze ryby zwracały uwagę imprezowiczom, żeby przestali tak hałasować, jednak nie przynosiło to żadnych skutków. W końcu wszyscy mieszkańcy zebrali się w kupę i postanowili coś z tym zrobić. Zaczynając od bardziej pokojowych opcji.

Tanvi robiła, co mogła, by wesprzeć swoją społeczność, jednak ponieważ całe dnie spędzała w gabinecie, rzadko kiedy miała okazję pojawić się na spotkaniach. Na szczęście jej sąsiedzi byli wyrozumiali, i gdy trzeba było demokratycznie podjąć jakąś ważną decyzję, zawsze czekali do wieczora, by wszystko wytłumaczyć i posłuchać jej odpowiedzi.