Tanvi nie była jednym z karpi, które podpisały się pod petycją o ujawnienie istnienia wszystkich ławic koi. W sumie guzik ją to obchodziło, może co najwyżej czuła, że wszyscy przesadzają z tą paniką. Nie rozumiała, dlaczego istnienie innej ławicy było takie szokujące, powinno to być oczywiste, że nie byli jedynymi. Równie dobrze mogli się dziwić, że istnieją niezmutowane karpie koi, w oczach Tanvi reakcje były jednym i tym samym.
Stara karpica czuła, że wszyscy zachowywali się niedojrzale i powinni się uspokoić, jednak co ona jedna, biedna medyczka, mogła zrobić z tą rozwydrzoną hordą? Przeklęte, rozpieszczone bachory. Trochę nie mogła się doczekać swojej śmierci, kiedy już będzie miała spokój i zamieni się w smoka (a przynajmniej wierzyła, że się zamieni, bo czemu by nie? Była świetną osobistością do tego, znała się na swoim fachu i była uczynna, jak na medyka przystało. Smoki byłyby głupie, nie biorąc jej w swoje progi).
Usiadła pewnego wieczora z piklowanym owocem w płetwie i spróbowała rozmyślać. Zazwyczaj w takie wieczory myślała nad swoją przychodnią i lekami, jakie musi przyszykować, jednak tym razem umysł jej popłynął w kierunku problemów, jakie sprawiały przewrażliwione rybki. Zapowiadany bunt, groźby skierowane ku alfie, szykowanie broni, co Medyczka akurat widziała na własne oczy. Noże, widły, czasem włócznie i sztylety, nierzadko skradzione z jaskini wojskowej, jednak nikt nie potrafił – nie chciał – tego udowodnić. Tanvi głowa od tego wszystkiego bolała. Zastanawiała się, czy naprawdę ta młodzież nie potrafiła usiedzieć w spokoju przez dłużej niż pięć minut. Ledwo co nastąpił rozłam między dwoma ławicami ze względu na wojnę domową i już chcieli zaczynać kolejną. Niebieska karpica prychnęła. Zaraz to oni stworzą dodatkową ławicę, o której będzie zmuszona opowiadać alfa, czy będzie to dalej Akhifer, czy ktokolwiek inny.