Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nchamani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nchamani. Pokaż wszystkie posty

20 marca 2025

Od Nchamani – "Zakręcony świat" cz.1

Świat kręcił się przed oczami Nchamani, jakby ktoś zakręcił nim w wirówce. Zaraz, skąd Nchamani wiedziała, czym jest wirówka? Karpica nie pamiętała. Może to były jakieś ukryte głęboko wspomnienia, kto wie, a może odzywało się w niej wprowadzone przez ludzi DNA. W każdym razie, wszystko przed nią się strasznie kręciło. Aż miała ochotę zwymiotować, gdyby się tak dało.

Choć bardzo się z tym ociągała, ostatecznie stwierdziła, że musi jednak odwiedzić medyka, bo nie wyrobi. Tak się składało, że najbliższy medyk był kimś, kogo Nchamani jeszcze nie znała, więc płynęła tam w ciemno. Miała nadzieję, że ten cały medyk jej pomoże, bo naprawdę nie chciała się tak źle czuć, nawet jeśli nie pamiętała, skąd to się wzięło.

Popłynęła do tego medyka, bardzo powoli i bardzo niechętnie, aż w końcu dopłynęła na miejsce. Czekanie na przyjęcie spotęgowało jej stres, ale gdy tylko zobaczyła medyka, który tu funkcjonował, od razu zabrakło jej tlenu w skrzelach i poczuła się zaskakująco dobrze.

Samiec był przystojny, umięśniony, a jego łuski miały głównie limonkowy kolor. Ciało ozdabiały szerokie, poprzeczne pasy o arbuzowym kolorze, a dodatkowego uroku dodawała grzywka i dwa wąskie paski przecinające oczy. Innymi słowy, był całkowicie w typie Nchamani i dziewczyna poczuła, jak bije jej serce.

Karp uśmiechnął się do niej grzecznie i ruchem płetwy zaprosił do gabinetu.

— Dzień dobry. Z czym pani do mnie przychodzi? — zagadał. Jego głos tak pasował do twarzy, że brązowa poczuła ciarki na ciele.

— Widzi pan, od rana strasznie kręci mi się w głowie. Aż mam ochotę wymiotować.

— Aa, rozumiem. Co pani zjadła?

26 lutego 2025

Od Nchamani – "Szczypiący złodzieje" (wyzwanie)

Dzień dla Nchamani zaczął się bardzo dobrze i pozytywnie. Dziewczyna z uśmiechem wypłynęła ze swojego domu, by zająć się sprawami zbieracza, póki jeszcze pamiętała, jakie one były. Bardzo nie lubiła swoich braków pamięci, ale powoli uczyła się z nimi żyć, szczególnie, że ostatnio nauczyła się, jak pisać i czytać. Korzystała z malutkiego notatnika, który zawsze miała przy sobie i w którym zapisywała sobie listę rzeczy, które ma zrobić danego dnia oraz gdzie one są, w razie, gdyby zapomniała. Miała też zapisane karpie, które mogła poprosić o pomoc w razie, gdyby nie dała sobie rady sama, taka była ostatnio zaradna!

Jednym z tych karpi był Colter, inny, starszy zbieracz, który przy okazji często uczył ją o zawodzie. Nchamani była mu zawsze za to ogromnie wdzięczna, bo nie potrafiła sobie wyobrazić, jak mogłaby zostać dobrym zbieraczem bez nauk Coltera. Czasem widziała go nawet jako ojca, choć dobrze wiedziała, że wcale nie powinna tak robić, więc nigdy się do tego nie przyznała, z wyjątkiem przed sobą. Przed sobą mogła się przyznawać do wszystkiego, co nie?

Ten dzień znowu Nchamani spędziła z Colterem, bo razem z nią zbierał liście traw na… w sumie piaskowa nie pamiętała, po co były potrzebne, po prostu miała zapisane, że musi je zebrać i zanieść jakiejś rybie, z czego tą drugą częścią zadania zajął się Colter, gdy już skończyli. Zadowolona wolnym czasem Nchamani wróciła do domu.

Domu, który okazał się pusty, a z którego uciekały ostatnie kraby niosące w szczypcach najbardziej wartościowe przedmioty jakie Nchamani posiadała: stary, zardzewiały haczyk, który wisiał nad wejściem i miał przynosić szczęście, sztuczną perłę zgubioną kiedyś przez ludzia w wodzie i malutką kość nieznanego pochodzenia (Nchamani była pewna, że kiedyś wiedziała, do kogo ta kość należy, ale zdołała zapomnieć).

31 grudnia 2024

Od Nchamani – "Starcie ze szczupakiem"

Słońce, stopiona złota moneta, przebijało się przez gruby lód, dając nikłe światło. Nchamani, zajęta swoimi myślami, delikatnie machała ogonem, ciesząc się wspomnieniem cieplejszych dni. Będąc zbieraczką, dostała dzisiaj listę przedmiotów, które musiała zdobyć, wraz z imionami karpii, którym musiała te przedmioty przekazać.

Właśnie badała kępę szczególnie jasnozielonych alg, grzebiąc w nich płetwami. Zatraciła się w swoich poszukiwaniach oraz w łaskotkach na jej długich wąsach, gdy padł na nią cień. To nie był delikatny, falujący cień chmury, tych przecież nie było; ten był ostry, postrzępiony i groźny.

Zanim Nchamani mogła w pełni zarejestrować zmianę, pęd wody, zimny i gwałtowny, przeleciał obok niej. Długa, smukła sylwetka, drapieżnik wyćwiczony przez pokolenia przetrwania, uderzyła. Szczupak. Jego szczęki, przerażająca linia zębów, trzasnęły zaledwie kilka centymetrów od jej ogona.

Świat eksplodował chaosem.

Początkowy szok sprawił, że Nchamani zakręciła się, a jej łuski błysnęły w gorączkowym świetle. Poczuła palący ból w boku i spanikowała, a zwykle spokojne myśli w jej umyśle rozpuściły się w czystym, surowym przerażeniu. Szczupak, stworzenie o ciemnej, wirującej zieleni, był koszmarem, który stał się ciałem. Jego oczy, zimne i drapieżne, wpatrywały się w nią, a jego ciało było drgającym mięśniem skoncentrowanej przemocy.

Rzuciła się w lewo, potem w prawo, jej smukłe ciało pracowało na najwyższych obrotach. Lazurowe Jezioro, jej znajome sanktuarium, stało się terenem łowieckim. Czuła szorstkie drapanie łusek szczupaka o swoje własne, mrożące krew w żyłach przypomnienie, jak blisko była pożarcia.

Jej instynkty się włączyły, gorączkowa potrzeba przetrwania przyćmiła wszystkie inne myśli. Przypomniała sobie, że po drodze widziała gąszcz trzcin w pobliżu brzegu, splątany bałagan, który oferował jedyną szansę na ratunek. Włożyła każdą uncję swojej energii, aby tam dotrzeć, a jej ogon popychał ją do przodu w desperackim, szalonym rytmie.

14 października 2024

Od Nchamani – "W spokojnych głębinach" cz.2

Z kulą ostrożnie trzymaną przez brązowe płetwy, Nchamani przemknęła przez lśniące akwarium jej podwodnego raju. Przemierzała ławice lśniących gupików i kołyszących się roślin wodnych, aż w końcu dotarła do nakrapianej słońcem polany, gdzie zebrali się jej przyjaciele — Makoa, ambitny młody koi o lśniących niczym pastelowo różowa perła łuskach i Lyra, pełna werwy karpica z przeogromnym zamiłowaniem do przygód.

— Nchamani! Wróciłaś! — wykrzyknął Makoa, a jego łuski pod wpływem ruchu odbiły migotanie światła słonecznego, które przesączało się przez powierzchnię wody. — Co znalazłaś?

Nchamani położyła na ziemi niebieską kulę, a jej żywy blask natychmiast oczarował jej przyjaciół. Kula pulsowała rytmicznie, rzucając miękkie fale światła, które tańczyły w wodzie jak migoczące gwiazdy.

— Gdzie to znalazłaś? — wykrztusiła Lyra, a jej szeroko otwarte oczy błyszczały. — To piękne! Ale co to jest?

— To więcej niż piękne — odpowiedziała Nchamani, jej głos był pełen ekscytacji. — Pokazała mi świat na górze! Kolory! Życie! Jest tyle do odkrycia!

Trójka stłoczyła się bliżej kuli, ich ciekawość wzrosła, gdy wymieniali spojrzenia pełne zachwytu i tęsknoty. Blask kuli oświetlał ich pyski, odzwierciedlając iskrę przygody, która płonęła w ich sercach.

— Zanieśmy ją do kogoś ze starszyzny — zasugerował Makoa, jego głos był spokojny. — Oni może wiedzieć, jak jej używać lub czy jest bezpieczna.

Nchamani skinęła głową, jej serce waliło z ekscytacji i odrobiny strachu. Przemieszczali się przez florę wodną, ​​przechodząc przez wirujące prądy i pod wygiętymi gałęziami zwisających drzew, które opadały do ​​jeziora. Gdy zbliżali się do wśródleśnego domu upatrzonego Starszego, w wodzie wokół nich zapanowało poczucie grawitacji.

Cà, starszy koi z weloniastymi płetwami i mądrym spojrzeniem, zagnieździł się w sercu Lasu Błękitów. Jego odwaga imponowała trójce, bo sami nigdy by się nie odważyli zamieszkać w miejscu pełnym niebezpieczeństw czychających na karpie. Dlatego też był jedynym, do którego odważyli się popłynąć z kulą.

— Nchamani, moja droga, co sprowadza ciebie i twoich przyjaciół do mojego domostwa? — zapytał głębokim i dźwięcznym głosem, niczym echo dalekiego przypływu.

Nchamani podpłynęła kawałek naprzód, kula drżała w jej objęciach. — Drogi Cà, znalazłam tę cudowną kulę! Pokazała mi żywe światy nad nami! Proszę, pomóż nam zrozumieć, czym ona jest i jak możemy ją wykorzystać!

Błysk zainteresowania zapalił się w oczach Starszego, gdy się pochylił. Kula pulsowała łagodnie, rzucając cienie, które tańczyły w zmarszczkach wody. — Ach, to nie jest zwykły kamień, młodzi. To starożytny artefakt, który łączy krainy wody i nieba. Umożliwia spojrzenie na krainy poza naszą, ale wymaga najczystszych intencji, aby go używać.

12 sierpnia 2024

Od Nchamani – "W spokojnych głębinach" cz.1

W spokojnych głębinach Lazurowego Jeziora, gdzie światło słoneczne kaskadowo rozświetlało się złotymi i zielonymi plamkami, społeczność ryb wirowała i kręciła się w wodzie tak czystej jak letnie niebo. Pośród żywych kolorów płetw i łusek samotna koi o imieniu Nchamani mieniła się odcieniami złota i brązu, jej obecność przyciągała uwagę, choć jej duch krył w sobie tęsknotę.

Nchamani była znana wśród swoich kolegów ryb ze swojego zaraźliwego śmiechu i radosnej energii. Spędzała dni, przeplatając szmaragdowe trzciny, mistrzowsko wykonując wdzięczne salta i obroty, jej radosne ruchy były tańcem, który wypełniał jezioro magią. Ale cienie krążyły w jej sercu — oszałamiający problem z pamięcią. Wspomnienia często przeciekały przez jej płetwy jak woda przez sito, pozostawiając jedynie mgliste wrażenia snów i pragnień. Dreszcz nieznanego, przygód, które ją wzywały, wydawał się odległy i nieuchwytny.

Każdego wieczoru, gdy słońce chowało się za horyzontem i malowało jezioro odcieniami fioletu i różu, Nchamani zbierała swoich towarzyszy i uważnie słuchała, gdy opowiadali historie o swoich przygodach w rozległej otchłani i poza znanymi terenami. Choć opowieści mieszały się w kakofonię kolorów i dźwięków, często łapała się na tym, że z tęsknotą patrzyła na świat powyżej, gdzie horyzont obiecywał o wiele więcej niż granice ich wodnego domu.

Pewnego słonecznego popołudnia, popchnięta ku przygodzie przez brak adrenaliny, Nchamani zapuściła się dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Tańczyła obok swoich znanych terytoriów, jej lśniące łuski promieniowały pod słońcem, gdy płynęła w kierunku ukrytej zatoczki, której nigdy wcześniej nie zauważyła. Delikatne falowanie wody wciągało ją, a podniecenie bulgotało w niej jak piana w pobliżu krawędzi wodospadu.

3 czerwca 2024

Od Nchamani – "Świat maków" (opowiadanie konkursowe)

Nchamani, tętniąca życiem brązowo-żółta ryba koi, nigdy nie znała niczego poza swoją skrzynką z makami. Jej świat był miniaturowym stawem, nie większym niż filiżanka herbaty, umieszczonym w wydrążonej łusce maku. Woda, krystalicznie czysta i mieniąca się opalizującym światłem, była jej domem, jej placem zabaw, całym jej wszechświatem. Nigdy nie wyobrażała sobie go opuszczać, według niej miała tu wszystko, czego potrzebowała.

Każdego ranka słońce, maleńka kula ciepła, zaglądała znad krawędzi pudełka i malowała wodę odcieniami pomarańczy i złota. Nchamani witała dzień machnięciem ogona, skacząc wokół miniaturowych lilii wodnych, które wyrastały z dna stawu. Goniła za maleńkimi rakami i kijankami pływającymi w wodzie, z sercem pełnym radości i z zadowoleniem wypełniającym jej duszę. Kiedy była głodna, zwyczajnie podpływała do kamyczków na dnie, pomiędzy którymi chowały się przepyszne robaczki. To było życie!

Jedynymi dźwiękami w świecie Nchamani był delikatny szelest liści maku powyżej, rytmiczna symfonia, która kołysała ją do snu w nocy. Czasami z oddali jednak dobiegał dziwny, szczekający dźwięk, który wywoływał dreszcze po jej miękkim, rybim kręgosłupie. Powiedziano jej, że to odgłosy jakiś „makowych psów” - stworzeń żyjących na makowym księżycu, bladym, okrągłym obiekcie wiszącym na niebie, kiedy świat chował się w ciemności.

- Makowy księżyc to duże miejsce - powiedział jej kiedyś starszy koi, jej najdroższy dziadek. - A makowe psy są duże i straszne, ale zostają na księżycu, a my w klatce i wszystko jest w porządku. One nie mają powodu tu schodzić, nawet nie potrafią.

Jednakże Nchamani zawsze odczuwała dokuczliwą ciekawość. Mimo posiadania wszystkiego, co było jej potrzebne, ciągle zadawała sobie pytania. Co było poza skrzynką z makiem? Jakie naprawdę były makowe psy? Myśl o większym świecie, o innych makach i innych makowych księżycach napełniła ją tęsknotą, której nie potrafiła wyjaśnić. No bo jak tęsknić za czymś, czego nigdy się nie widziało ani nic?

26 kwietnia 2024

Od Nchamani - "Co to jedzenie?"

W spokojnych głębinach Lazurowego Jeziora mieszkała samica ryby koi o imieniu Nchamani. Z brązowymi łuskami, które błyszczały w słońcu niczym drobiny krzemu, wiele karpi uważało ją za ładną. Ogromnie to Nchamani cieszyło, jednakże biedaczka cierpiała na niefortunną przypadłość: Często zapominała najprostsze rzeczy.

Pewnego pamiętnego poranka, gdy złote promienie słońca przebiły powierzchnię wody, Nchamani poczuła głód w żołądku. Wyruszyła w poszukiwaniu pożywienia, a jej malutkie, szybkie ciało ślizgało się po wodzie. Jednak gdy płynęła, ogarnęło ją uczucie zamętu. Znajome kształty i kolory, które niegdyś oznaczały jedzenie, teraz wymykały się jej z pamięci.

Napotkała grupę pływających rybek, których małe pyski tworzyły maleńkie kółka. Instynkt Nchamani podpowiadał jej, że są jadalne, ale nie mogła pozbyć się wątpliwości, że może się mylić. Ostrożnie podpłynęła do płotek, a serce biło jej z niecierpliwości.

Jednak gdy podpłynęła bliżej, jej nadzieje rozwiały się. Płotki były za małe, ich ciała niewiele były większe od jej własnego pyszczka. Były zaledwie narybkiem. Nchamani pamiętała, że jej jedzenie było większe i miało bardziej solidny kształt.