Dzień Zmarłych był jednym z tradycji, których Akhifer nie do końca rozumiała. Przynoszenie kwiatów na cmentarz było dobre, warto pamiętać o tych, których zabrał Sital do swojego królestwa. Co było dla karpicy dziwne to zakaz imprezowania i, co było jeszcze bardziej niezrozumiałe, ogólnie spotykania się. Spotkania rodzinne lub przypadkowe natrafienie na siebie znajomych się nie liczyło, ale zaprosić kogoś na kulki owocowe już nie było wolno. Ferka nie mogła wymyślić chociaż jednego powodu, dla którego taki stan rzeczy miałby sens.
Pod Święte Drzewo udała się z samego rana, jeszcze zanim zebrały się tam tłumy. Nie spodziewała się, że będzie sama, bo sporo starych karpi często Dzień Zmarłych zaczynało świętować jeszcze przed wschodem słońca, tłumacząc się, że plecy je za bardzo bolały, by spać, czy coś takiego. Tak wcześnie nikt jednak sobie nawzajem nie przeszkadzał, więc droga dla czerwonopłetwej była wolna.
Nie miała tu tak naprawdę nikogo pochowanego ze swoich bliskich, sam cmentarz i tak był mały, bo ławica pojawiła się tu stosunkowo niedawno. Nie było też żadnego wymogu, żeby alfa przypływała na cmentarz na święto zmarłych. Z tych względów wielu zadawało sobie pytanie, po co Akhifer się tu w ogóle pojawiła.
Odpowiedź była… zapewne nie tym, czego się spodziewali. Gdy Ferka przybyła na cmentarz, zaczęła z wejścia liczyć groby koi, które umarły już w Lazurowym Jeziorze oraz plakietki z imionami tych, którzy opuścili nowy dom na własne życzenie. Ilość kamiennych pamiątek spisywała na kartce w miarę po kryjomu, żeby nikt do niej nie podpłynął i nie zadawał niepotrzebnych pytań.