20 marca 2025

Od Nchamani – "Zakręcony świat" cz.1

Świat kręcił się przed oczami Nchamani, jakby ktoś zakręcił nim w wirówce. Zaraz, skąd Nchamani wiedziała, czym jest wirówka? Karpica nie pamiętała. Może to były jakieś ukryte głęboko wspomnienia, kto wie, a może odzywało się w niej wprowadzone przez ludzi DNA. W każdym razie, wszystko przed nią się strasznie kręciło. Aż miała ochotę zwymiotować, gdyby się tak dało.

Choć bardzo się z tym ociągała, ostatecznie stwierdziła, że musi jednak odwiedzić medyka, bo nie wyrobi. Tak się składało, że najbliższy medyk był kimś, kogo Nchamani jeszcze nie znała, więc płynęła tam w ciemno. Miała nadzieję, że ten cały medyk jej pomoże, bo naprawdę nie chciała się tak źle czuć, nawet jeśli nie pamiętała, skąd to się wzięło.

Popłynęła do tego medyka, bardzo powoli i bardzo niechętnie, aż w końcu dopłynęła na miejsce. Czekanie na przyjęcie spotęgowało jej stres, ale gdy tylko zobaczyła medyka, który tu funkcjonował, od razu zabrakło jej tlenu w skrzelach i poczuła się zaskakująco dobrze.

Samiec był przystojny, umięśniony, a jego łuski miały głównie limonkowy kolor. Ciało ozdabiały szerokie, poprzeczne pasy o arbuzowym kolorze, a dodatkowego uroku dodawała grzywka i dwa wąskie paski przecinające oczy. Innymi słowy, był całkowicie w typie Nchamani i dziewczyna poczuła, jak bije jej serce.

Karp uśmiechnął się do niej grzecznie i ruchem płetwy zaprosił do gabinetu.

— Dzień dobry. Z czym pani do mnie przychodzi? — zagadał. Jego głos tak pasował do twarzy, że brązowa poczuła ciarki na ciele.

— Widzi pan, od rana strasznie kręci mi się w głowie. Aż mam ochotę wymiotować.

— Aa, rozumiem. Co pani zjadła?

— Trochę robaków, tak myślę. I wodną pokrzywę.

Medyk zrobił na chwilę minę, jakby się zastanawiał.

— To nie powinno pani zaszkodzić. No cóż, zalecałbym położenie się i zażycie wyciągu z wodnej mięty. I proszę nigdzie dzisiaj nie pływać, ani jutro, ani pojutrze, jeśli pani dalej będzie źle się czuć. Do zobaczenia!

Nchamani prawie wypłynęła z gabinetu, gdy sobie uświadomiła, że jeśli nie zagada teraz, to może już nigdy nie mieć okazji, dlatego postanowiła zapytać medyka o jego imię.

— Tak już poza wizytą, jestem Nchamani, a pan?

— Jestem Elrad — w głosie Elrada słychać było śmiech.

— Nie chciałbyś się, Elradzie, może ze mną spotkać? Jak już poczuję się lepiej. Na jakimś spacerze?

Limonkowy zastanawiał się chwilę.

— W sumie czemu nie. Za tydzień powinna być Nchamani zdrowa. Możemy się wtedy spotkać.

— Super, to jesteśmy umówieni!

Nchamani wypłynęła z gabinetu z uśmiechem na pyszczku, szczęśliwa, że być może w końcu kogoś znalazła. Ten jeden raz nie zamierzała wcale zapominać imienia, szczególnie takiego ciekawego jak Elrad.

CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz