Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błagam nawet alfa miewa dość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błagam nawet alfa miewa dość. Pokaż wszystkie posty

25 listopada 2021

Od Akhifer - "Błagam, nawet alfa miewa dość" #4

Po powrocie samica myślała, że popadnie w nieodwracalny obłęd. Cały ten "ogarnięty koi" okazał się pustym strzałem i zamiast zajmować się ławicą spędzał sobie czas z karpicami, które ulegały jego wdziękom. Robota papierkowa - czyli w przypadku ryb bardziej drewniana - leżała, odsunięta na bok i zupełnie zapomniana. Jeszcze brakuje, żeby ją zielony meszek obszedł. Karpie co chwila pojawiały się zewsząd ze swoimi problemami, które nie zostały rozwiązane podczas nieobecności alfy, a także te, które dopiero co się pojawiły. Bractwo Kanionu poużywało sobie nieobecności głowy ławicy i w niektórych częściach Zbiornika zaprowadziło własny porządek. Cały ten bajzel trzeba było naprawić i oczywiście musiała się tym zająć Akhifer.

Pływała dookoła, pomagała karpiom, załatwiała ważne sprawy, sypiała zaledwie pół godziny każdego dnia, aż wreszcie przypominała bardziej cień samej siebie niż właściwą Akhifer. Jej zaangażowanie wyciągało z niej siódme śluzy, ale jakoś nikt nie potrafił tego zauważyć. Ciągle było narzekanie, wciąż coś komuś nie pasowało, wiecznie znajdowali nowe problemy. Czasami strażniczka miała po prostu ochotę rzucić "A weź się goń!" i odpłynąć w inne miejsce, jednak wiedziała, że jej stanowisko nie pozwala na to zachowanie. Musiała być profesjonalna. Nie ważne, jak bardzo ją wszyscy irytowali, musiała zachować choćby minimum spokoju. Tylko tyle, żeby nie wybuchnąć i nie wyzywać. Aż tyle. W takich momentach marzyła o mężu, który pomógł by jej w wypełnianiu obowiązków. No ale cóż, taki jej przypadł los i może nie będzie miała nigdy męża ani dzieci, i będzie musiała dożyć swoich dni w samotności. Gorzej, że będzie musiała też wybrać swojego następcę.

< Koniec >

15 listopada 2021

Od Akhifer - "Błagam, nawet alfa miewa dość" #3

Udało się. Dostała jeden dzień wolnego wśród nieskończonych dni roboty i harowania jak pstrąg wiosną. Postawiła jakiegoś znanego, ogarniętego koi na swoim miejscu, by panował nad całym bajzlem podczas jej nieobecności. A ona sama? Popłynęła w dal. Do jakiejś pierwszej lepszej dziury, gdzie nikt by jej nie przeszkadzał w od dawna wyczekiwanym odpoczynku. To była szansa na zyskanie odrobiny spokoju. Choćby odrobiny. Oby się udało.

Początek "wakacji" był faktycznie całkiem przyjemny. Żaden karp nie przypłynął się poskarżyć, woda nie falowała od setek machnięć ogonem. Wszystko było spokojnie i powolne. Wielu właśnie tak wyobraża sobie wakacje idealne. Po prostu święty spokój.

Nora, którą znalazła sobie Akhifer, była zadziwiająco bardzo przytulna. Wejście zarastała zielonna, wodna roślinność, odcinając od niespokojnego świata na zewnątrz. Roślinność ta falowała tylko gdy samica przepływała obok lub gdy jakieś inne, mały ryby, niespokrewnione z karpiami, goniły się na zewnątrz. Do środka nory przedostawało się zielonkawe światło, migające wraz z ruchem wody, które nadawało temu schronieniu poniekąd bajkowego wyglądu, szczególnie gdy metalowe ludzkie błyskotki trafiły w promień słońca, doświetlając dodatkowo miejsce własnym blaskiem. W środku również nie brakowało roślinności, kamienie i podłoże porastały mięciutkie algi, od góry zwisały korzenie, o które można było się poocierać, by pozbyć się nieprzyjemnego swędzenia. Do ścian Ferka poprzyczepiała pierzaste rośliny, które sama osobiście nazywała wodnymi krzakami, bo zazwyczaj były wysokie i gęste, i chował się w nich narybek. A w tym wypadku stanowiły świetną ozdobę dla wakacyjnej norki. A przynajmniej tak uważała koi.

Jej ulubionym miejscem w norce była zdecydowanie wnęka z wąskim wejściem. We wnęce tej mieściła się tylko ona, posłanie z alg i kilka muszelek do dekoracji, a i tak wtedy robiło się ciasno. I to było fajne. Było coś przyjemnego w tym ciasnym pomieszczeniu, jakie Akhifer miała tylko dla siebie. Coś... bezpiecznego.

Biedna, zadowolona z życia Akhifer nie miała pojęcia o wrednym żarcie, jaki zgotował dla niej los. Zakamuflowana w norze, odkładała to, co nieuniknione. A im dłużej odpycha się burzę, tym jest ona potężniejsza, gdy wreszcie trafia, wściekła, że zatrzymano jej tor lotu.

<CDN>

13 października 2021

Od Akhifer - "Błagam, nawet alfa miewa dość" #2

Dzień jak co dzień. Chyba cud, że Akhifer nie dostawała myśli samobójczych, słysząc o wszystkich problemach tego świata, o tragediach biednych rybek i o braku możliwości nawiązania kontaktu z jakąkolwiek inną ławicą. Stres, który przeżywała każdego dnia, z pewnością złamałby każdego innego, ale ona jakoś utrzymywała się z dala od zdradliwych skał tego znienawidzonego stanowiska. Żyła. To już samo w sobie było cudem. Jednym z naprawdę niewielu, jakie miała okazję doświadczyć. 

— Diabli to! — zawołała, wyrzucając kamienne liczydło w górę. — Znowu straty w pożywieniu. 

Każdego dnia coraz trudniej było wykarmić całą ławicę. Niektóre ryby zaczęły samodzielnie dbać o wyżywienie, ale nie wszystkie były tak uzdolnione albo skłonne do pracy. A poza tym to nie wystarczało, by zachować jedzenie dla pozostałych. Wciąż byli tacy, co głodowali. Niech to diabli! 

Nie było kogo się poradzić, nie było kogo zapytać. Nie było doradców, którzy wsparli by zapracowaną alfę. Nie miała ona żadnego partnera, z którym mogłaby dzielić trudy rządzenia stadem ciężkich do zadowolenia ryb. Była tylko ona. Ale czy tak nie miał każdy przywódca? Był zawsze sam, na nikogo nie mógł w pełni liczyć, musiał myśleć za wszystkich. Na tym miejscu stały tylko osoby o silnej woli, zdolne przetrwać taką presję. Akhifer chyba do nich należała. Chyba. 

Aczkolwiek powoli zaczynała w to wątpić. 

<CDN>

23 września 2021

Od Akhifer - "Błagam, nawet alfa miewa dość" #1

Ciężko było prowadzić ławicę i jednocześnie znaleźć czas na własne zachcianki. Problemy innych ryb, obowiązki, organizowanie wypraw, to wszystko zajmowało niemal cały dzień, a Akhifer musiała jeszcze chociaż trochę spać, żeby była w ogóle w stanie funkcjonować. Ci, którzy sądzą, że alfa ma łatwo, bo je więcej niż pozostali i może sobie pozwolić na każdy luksus, srogo się mylili. Nie było nic przyjemnego w pracy alfy, a już w szczególności dla rybki, która nigdy nie chciała zostać tak ważną osobistością. Ale stało się i teraz ze wszystkich ryb, które były powikłane w ten wybór została tylko Ferka. Karpie, które namawiały ją z całej siły, by została alfą, poznikały z jej życia wkrótce po tym, jak przejęła na swój grzbiet cały ciężar. Nie miała nikogo, do kogo mogłaby się zgłosić o pomoc. 

I o ile potrafiła znieść natłok obowiązków, często odczuwała żal, że nie ma się z kim podzielić swoimi przeżyciami. Nie posiadała tak zaufanych przyjaciół, od rodziny zdystansowała się, gdy tylko trafiła na szczyt, a o partnerze nie mogła nawet pomarzyć. Była sama. Miała tylko swojego małża.

— Wiesz, Małyż... — westchnęła do swojego zwierzątka, które inteligencją pewnie nie przewyższało kamienia. — Nie rozumiem, dlaczego nie możemy mieć krótszych kadencji. Takie pięć, sześć lat i zmienia się alfa. Wiem, że pewnie Bractwo Mrocznego Kanionu trzymałoby wszystkich w ryzach, ale... Kto wie, może gdyby alfy ciągle się zmieniały, nie mieliby aż takiego problemu. Pozwolili by rybom żyć własnym życiem i skupili by się na własnych zajęciach. 

Pogłaskała małża i wypłynęła ze swojego osobistego kąta, gdzie czuła się zawsze wyjątkowo bezpieczna. 

<CDN>