Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Każda robota śmierdzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Każda robota śmierdzi. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2022

Od Leona CD. Irysahyty – „Każda robota śmierdzi” cz.3

- Czy ty zawsze musisz coś schrzanić? – zapytał Diego, który zaraz zrzucił mnie na ziemię. Spojrzałem na niego zawstydzonym wzrokiem, jednocześnie głupio przy tym się uśmiechając.

- Oj no wiesz, jeżowiec to nie byle jaki szkarłupień – próbowałem się wyjaśnić. – Pamiętasz, jak spotkałem jednego z nich w Zielonej Jaskini? – przysunąłem wiadro do ciemnej warstwy i gdy zdałem sobie sprawę, że nie widzi mi się tego dotykać czystą płetwą, zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mi ją zastąpić.

- Wtedy, gdy szukałeś glonów na romantyczną kolację z Liv? – zapytał trochę drwiąco. Wtedy moje oczy spotkały się z czerwoną szczotką do czyszczenia powierzchni. Podpłynąłem do niej, a gdy do niego wróciłem, odpowiedziałem:

- To nie była romantyczna kolacja, chciałem ją namówić na opiekę nad młodszym rodzeństwem, a że ta sobie coś ubzdurała to nie moja wina – fuknąłem.

- Jakbyś nie wiedział, to każda ryba, która usłyszy „zapraszam się na kolację we dwojga” to tak pomyśli – przerwał mi, a ja tylko machnąłem w jego stronę płetwą i zacząłem wpychać łajno z powrotem do wiadra. 

- Elka by tak nie pomyślała – mruknąłem pod nosem. – W każdym razie, ty na moim miejscu też byś nie tolerował jeżowców, gdybyś trafił na ich całe stado, które goniło cię aż do domu – skończyłem się tłumaczyć i po chwili również skończyłem sprzątanie. 

- To nie zmienia faktu, że czasami mógłbyś być bardziej ogarnięty – zmierzyłem go wzrokiem.

- Mam ci przypomnieć ile razy ratowałem twój rybi zadek? – wymierzyłem w jego stronę szczotkę, umorusaną w nawozie.

- Jeśli masz zamiar mnie tym dotknąć, to chyba nie chce wiedzieć – odsunął się do tyłu.

- I bardzo dobrze, bo mi płetw nie starczy do wyliczenia tego – odparłem, podpływając do ściany, przy której stała szczotka i odkładając ją na miejsce, wróciłem do Diego, zabrałem swoje wiadro pełne nawozu i będąc nieświadomym, jaki syf pozostawiłem na samej szczotce oraz na podłodze, odpłynąłem stąd do ogrodu, aby ukończyć swoje zadanie.

<Irek? I tak będziesz musiał sprzątać>

31 marca 2022

Od Irysahyty CD. Leona - "Każda robota śmierdzi" cz.2

Gdy w Zbiorniku pojawiły się wieści o jeżowcu spacerującym sobie w pobliżu rybich mieszkań, od razu zaczęto szukać kogoś, kto zająłby się tym problemem. Oczywiście nie było to zbyt proste, bo ten jeszcze pracował, ten miał się spotkać z matką, na tego czekała teściowa w domu, a ten to w ogóle miał napięty grafik i nie mógł wepchnąć poganiania jeżowca między masaż a zaleganie w łóżku. Wreszcie poszukiwaczom poganiacza trafił się pan Irysahyta zwany Irkiem, który obiecał uporać się z problemem.

Czy robił to z dobrego serca? Czy może tego wymagały jego obowiązki Sprzątacza? Nie i nie. Nawet nie to, że szukał sobie zajęcia, bo płetwy miał pełne ręce roboty. Jak to zazwyczaj bywa w takich sprawach, źródłem owego zachowania była najzwyklejsza rywalizacja. Irek po prostu założył się ze swoim kumplem Suchym, że zdoła pozbyć się jeżowca z centrum, zanim Suchy posprząta do końca zgniłe wodorosty z zapomnianej farmy. Kto przegra, ten przez następny tydzień będzie przynosił kanapki dla obu karpii, z własnej sakwy sponsorowane i dokładnie według życzenia drugiego. Oczywiście mając taką stawkę, Irysahyta nie mógł sobie pozwolić na przegraną. Włożył w poszukiwanie jeżowca całe serce i nie spoczął, dopóki ktoś nie poinformował go, gdzie znajduje się śmiercionośne stworzenie.

Podobno przebywało w pobliżu budynku administracyjnego. A dokładniej mówiąc w środku, bo gdy Irek zaczął dopytywać o obecność szkarłupnia, wszyscy zgodnie głosili, że szwenda się po tunelach. W jednym z nich zostawił ślady defekacji, bardzo nieprzyjemny widok, z którym Irek musiał rozprawić się na początku, bo przecież nikt by mu nie dał spokoju. W końcu był Sprzątaczem, co nie? Znosząc jakimś cudem smród kału pozbył się jeżwocowej wydzieliny i wrócił do swoich poszukiwań. Pływał to tu, to tam, dopytując, rozglądając się, aż wreszcie ktoś w tunelach zaczął się drzeć.

Taką właśnie reakcję wywołuje jeżowiec w środku rybiego budynku.

Irysahyta nieszczególnie się spieszył po szkarłupnia, dobrze wiedząc, że te zmodyfikowane ludzką ręką jeżowce (a przynajmniej tak głosiły legendy) nie są wcale niebezpieczne, dopóki ktoś nie nadzieje się przypadkiem na ich kolce. I w sumie to by było całe niebezpieczeństwo. Ukłuć się. A biorąc pod uwagę, że jeżowce są naszpikowane kolcami, bez mocnej siatki się nie obędzie. Dobrze, że karp nosił takową cały czas na grzbiecie.

Na miejscu znalazł dwa przerażone koi i poszukiwanego jeżowca, którego od razu złapał w sieć. Byli w dokładnie tym korytarzu, gdzie wcześniej jeżowiec się zbombał, ale teraz śmierdziało tu czymś zupełnie innym. Najpierw spojrzał na ryby, jeden z nich to na pewno był Ogrodnik, kiedyś już go widział jak sprzątał, a potem spojrzał na podłogę pod nimi, umorusaną jakimś śmierdzącym nawozem. Mniej więcej w miejscu, gdzie leżała kupa jeżowca.

– Nie no, dopiero tu sprzątałem. – Machnął płetwą w stronę nawozu. – Który mi tu rozwalił ten brud? – Spojrzał na dwa samce, oczekując odpowiedzi.

– Ja... – powiedział przeciągle Ogrodnik, powoli schodząc ze swojego kumpla.

– To w takim razie ty to wszystko posprzątasz, a ja idę odprowadzić naszego drogiego kolczastego kolegę w miejsce, gdzie nie będzie nikomu przeszkadzał.

Bez przejmowania się gostkiem Irek zaczął ciągnąć jeżowca za sobą. Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby sprawdzić tamtego karpia, skupił się tylko na tym, czy aby na pewno zdążył przed Suchym i nie będzie musiał robić kanapek według wymysłów kumpla. Ten to zawsze miał jakieś wymyślne zasady, byleby dopiec Irkowi. Nie, żeby to nie działało w dwie strony. Może później wpadnie zobaczyć, czy ciemna ryba posprzątała swój bajzel. Choć raz nie musiał topić się w tych nieprzyjemnych smrodkach.

<Leon?>

8 marca 2022

Od Leona - “Każda robota śmierdzi” cz.1

Jednym z ważniejszych czynności przy uprawie roślin, jest dbanie o glebę, a konkretnie, to o jej rodzaj, żyzność. Nie można zapomnieć o nawożeniu i usuwaniu wszelkich szkodników. Aktualnie sadziliśmy gałęzatki kuliste, ponieważ jakiś przedsiębiorca znalazł świetne miejsce na ich uprawę. Gdy będzie rosła, może stanowić obiekt zabaw dla małych rybek, które nie uszkodzą glonu, przez jego cienkie, poplątane nitki plechy, a w późniejszych latach, jego kulista forma będzie idealna dla nowych mieszkańców. Sam osobiście nie widziałem nic zachwycającego w tym glonie, ale klient, nasz pan. Jednak do posadzenia rośliny, potrzebowaliśmy nawozu. Zazwyczaj nawóz był przywożony na miejsce, ale tym razem dostawca się pochorował, więc byliśmy zmuszeni sami zadbać o towar. Zakupiliśmy go u naszej dobrej znajomej, również zajmującą się ogrodnictwem, jednak większość swego czasu poświęcała przy pomocy matce, w prowadzeniu sklepu ogrodniczego. Rybka nadzwyczaj miła, praktycznie niemożliwe jest nielubienie jej – a dla Diego ogromna strata, bo była homoseksualna i aktualnie miała partnerkę. Próbowałem go pocieszyć, że w wodzie jest wiele rybek, ale on to spławił zwykłym komentarzem, że teraz połowa z nas to homoseksualiści – ja się nie znam, prawdopodobnie stwierdził to przez gorsze samopoczucie, albo fakt, że już drugi raz zakochał się w lesbijce. 

Płynąc z towarem, zaczepionym na naszych grzbietach, rozmawialiśmy o rzeczach przyziemnych – on nie dawno zainteresował się dzierganiem, a ja go wyśmiałem, że na święta podaruje mi szalik. W zamian stwierdził, że jestem tak tłusty, że go nie potrzebuje, a następnie naszą uwagę zwróciła rybka, która aktualnie próbowała ukraść czyjeś perły. Tak jak praktycznie wszyscy, obserwowaliśmy całą sytuację, która zakończyła się zbesztaniem dzieciaka przez starszą panią, która uderzyła go jeszcze w głowę laską. Uwielbiałem za to starsze osoby – zawsze sami wymierzali sprawiedliwość, a jeśli ktoś był przeciwny temu, oni również dostawali rózgą w głowę. Tak naprawdę co zrobisz takiej starszej osobie? Zamkniesz w więzieniu? Jednocześnie zapewnisz jej darmowy dach nad głową i jedzenie, a jeśli nie dopilnujesz, aby spożywała swoje leki, zostaniesz oskarżony o umyślne, bądź nie, zabójstwo. Starsi to mają dobrze. 

- Chodź, przepłyniemy przez ten budynek – wskazałem na wysoką skałę, pełną tuneli. Pełniła funkcję administracyjne i to właśnie za nią mieliśmy zasadzić gałęzatki. 

- Nie wiem, czy to dobry pomysł, z nawozem na grzbietach – stwierdził Diego, ale go zignorowałem i wpłynąłem do środka.

- Co się może stać. Tędy będzie szybciej – Diego o chwili ruszył za mną, kręcąc z niedowierzaniem głową. Inne ryby rzucały nam tylko przelotne spojrzenie i płynęły w swoim kierunku, kiedy nagle ktoś zawołał, że w środku znajdował się jeżowiec. Momentalnie stanąłem jak wryty, a Diego znalazł się obok mnie.

- Spokojnie, to na pewno jakiś żart – powiedział, ale ja po chwili zobaczyłem tego morderczego szkarłupnia. Kiedy ruszył w moim kierunku, nie wytrzymałem i zacząłem się wydzierać. Szybko się odwróciłem i chciałem wskoczyć na Diego, na jego grzbiet, aby to coś mnie nie dopadło, przez co cały towar wysypałem na ziemię. Oplotłem płetwy wokół samca i obserwowałem zwierzę.

- No już już, to nie miejsce dla ciebie – powiedziała żółta rybka, która po chwili złapała w siatkę jeżowca, aby go stąd wynieść. Potem spojrzała na nas, a następnie skierowała wzrok na syf, jaki zrobiłem swoją panikę. – Nie no, dopiero tu sprzątałem – westchnął, wskazując rozwalony na podłodze nawóz.

<Irek?>