Ilość słów Akhifer: 752
Ilość słów Feliksa: 808
Tego dnia Akhifer tradycyjnie była zajęta swoimi obowiązkami alfy, pływając to tu, to tam, czasem przypominając sobie również o obowiązkach kapitana, gdy podpłynął do niej jakiś strażnik lub rybka z odpowiednią sprawą. Ku miłemu zaskoczeniu karpicy, problemów wcale nie było tak dużo, żadna grupka jej nie opływała ze wszystkich stron, żaden natrętny starzec nie wypominał jej, jak źle sobie radzi. Tak, to był zaskakująco spokojny dzień.
I oczywiście dzień ten musiał zostać zniszczony, bo przecież alfie za żadne skarby nie wolno odpoczywać.
Samo pojawienie się czerwonego karpia nie było problemem, ale jego zmartwiony wyraz pyska i duża prędkość były wystarczającym dowodem, że coś jest nie tak. Ferka wiedziała, że tego szeregowego nie można było tak łatwo poruszyć.
– O co chodzi, Feliks?
– Alfo! Alfo... - Feliks w szaleńczym pędzie nie tracił ducha, ale tracił dech. Zwolnił dopiero gdy Akhifer została lekko pchnięta przez fale, które wzbudził.
– No? Feliks? - Akhifer pośpieszyła go łagodnie. Na sam dźwięk jej słodkiego głosu pod karpiem ugięły się płetwy.
– Mam kłopot. W naszych wodach pływa coś dziwnego!
– Och cóż takiego?
– Demoniczna... płaszczka.
Co miał jej powiedzieć? Że demoniczna płaszczka wpadła na niego dziś rano, ukradła jedną z jego lśniących łusek, zaśmiała się histerycznie i znikła w odmętach Kanionu Zapomnianych Dusz? Dobre sobie.
Chociaż w sumie, chwileczkę. Dobre!
– Czy jesteś pewien, że to nie przywi...
– Wpadła na mnie dziś rano, ukradła jedną z moich lśniących łusek, zaśmiała się histerycznie i znikła w odmętach Kanionu Zapomnianych Dusz!
– Pokaż tę brakującą łuskę - odparła Akhifer z powątpiewaniem. Pozostała niewzruszona, co jeszcze bardziej zaimponowało jarzębinołuskiemu żołnierzowi.
– Niestety - zniżył głos, po czym zrobił dramatuczną przerwę. - Nie mam jej. Została mi odebrana.
Alfa dotknęła czoła otwartą płetwą w zupełnie niezrozumianym dla Feliksa geście.
– Wiem że jej nie masz. Miejsce po niej.
– No cóż. - Karp speszył się i z pewnością przełknąłby ślinę, gdyby tylko był w stanie. Ale nie był, toteż tylko odwrócił się do alfy płetwą ogonową, którą uniósł prawie na wysokość oczu rozmówczyni.

