20 lutego 2023

Konkurs Memiczny 2.0 - wyniki

Konkurs Memiczny 2.0 - wyniki

Znowu opóźnienie! Niestety wyniki konkursu nie były jednoznacznie, dwie z jedenastu prac otrzymały taką samą ilość głosów i były to prace dwóch różnych twórców. Dlatego zwycięzca został wylosowany za pomocą kości, gdzie numery nieparzyste odpowiadały pracy nr. 1, a numery parzyste pracy nr. 6.

Zwycięzca

Kostka wybrała jako zwycięzcę pracę nr. 1, której autorem jest Feliks. Nasz czerwony rybek otrzymuje zatem osiągnięcie Memistrzunio oraz 4 AP, serdeczne gratulacje!

Dziękuję uczestnikom konkursu za wzięcie udziału, chociaż było ich jedynie trzech. Memy w najbliższym czasie pojawią się w naszej galerii, a tu poniżej macie spis ich autorów. Prace wciąż można obejrzeć w poprzednim poście w ankiecie, choć jest zamknięta.

Feliks - prace nr. 1, 8 i 10
Akhifer - prace nr. 2, 3, 6 i 7
Akahita - prace nr. 4, 5, 9 i 11

Od Valii - „Taniec liści” Cz. 2

Zaczęłam z partnerem rozmawiać o festynie. Opowiedziałam o tym, że zgłosiłam się do pomocy przy wystawianiu sztuki oraz o nowej alfie, której wzrok mógłby zamrażać, gdyby tylko miała super moce. Danny stwierdził, że nie zna się na polityce, ale jeśli zapewni mu jedzenie na zimę, będzie z niej zadowolony. Dodał również, że sam także zgłosił się do pomocy, ale przy wywieszaniu dekoracji. Stwierdził, że to najprostsza pomoc, jaka może być, a w końcu przydałoby się dać znać o sobie alfie. Po co? Tego się już nie dowiedziałam.

Danny był rybką inną niż ja. Lubił innych, rozmawiał z każdym, powiedziałabym nawet, że wchodził w bliższe relacje z każdym, kogo napotykał. Chciał być zauważany, więc miał w sobie dużo elegancji i coś, co sprawiało, że każdy na niego patrzył. Przyznam szczerze, że wiele razy mnie to irytowało, aczkolwiek starałam się kochać go mimo tych wad. A niestety miał ich jeszcze kilka. Jedną z nich, której najbardziej nienawidziłam, było to, że często chciał mi okazywać uczucia publicznie, tak jakbyśmy byli filmem romantycznym. Jednak mimo różnic, bardzo się dogadywaliśmy.

- Nie lubię jesieni – przyznał po krótkiej chwili ciszy.

- Czemu? Ja ją lubię. Jest ładnie, ciemno przy brzegu no i chłodniej.

- Ty lubisz jak jest ciemno i zimno – zaśmiał się. – Dla mnie się robi tak dziwnie ponuro. Gdyby nie te kolorowe światła z liści, miałbym wrażenie, że mieszkam na cmentarzu – westchnął. – Po za tym wszyscy chorują.

- Tak, moja znajoma dostała listkowca – miałam na myśli kaszel listkowy, jednak ja mówiłam listkowiec, ponieważ była to krótsza nazwa.

- Oby pijawek nie zabrakło.

- Nie zabraknie. Mam wrażenie, że wszyscy co rok się przygotowują na ten okres i wiedzą, gdzie ich szukać. Prędzej ich gatunek wymrze, niż schowa się przed nami – wypłynęliśmy z parku i znaleźliśmy się obok szkoły, w której miałam znaleźć panią Emirath.

- Oby tylko te dzieci się przed tobą nie ukrywały – zaśmiał się, na co tylko posłałam mu rozbawione, a zarazem zirytowane spojrzenie. Ucałował mnie znowu w policzek, po czym się pożegnał, mówiąc, że idzie po jakieś zioła, które wspomogą jego i mój układ odpornościowy.

Weszłam do budynku. Narybek miał teraz zajęcia, dlatego na korytarzu nie spotkałam nikogo, prócz sprzątaczki, która pokierowała mnie do kółka teatralnego, znajdującego się na pierwszym piętrze, na końcu korytarza. Podziękowawszy starszej koi, ruszyłam w tamtą stronę. Wtedy po budynku rozległ się dzwonek, oświadczający przerwę, bądź dla niektórych, koniec zajęć na dzisiaj. Z sal wypłynęły maluchy. Większość uśmiechnięta zaczęła żywą dyskusje o najsmaczniejszych robakach bądź nowej nauczycielce, jednak niektórzy wyglądali, jakby chcieli natychmiast wrócić do domów. Chociaż jesień zaczęła się niedawno, byłam świadkiem, jak niektóry rybki o słabszej odporności zaczęły odczuwać spadek temperatury. Kichanie i smarkanie stało się chlebem powszednim w tym miejscu.  Starając się unikać zakatarzonych rybek, dotarłam do odpowiedniej sali. Weszłam do niej i moim oczom ukazało się duże skalne pomieszczenie, na którego środku znajdował się podest i kurtyna. Obok sceny siedziała granatowo-pomarańczowa rybka, właśnie coś notująca.

- Dzień dobry – zwróciłam na siebie uwagę. Starsza koi uniosła oczy znad szkieł kontaktowych i uśmiechnęła się.

- Witam, mogę ci dziecko w czymś pomóc? – podpłynęłam do niej i wyjaśniłam, że szukam pani Emirath, aby pomóc w przygotowaniach do występu. – Jak dobrze! – ucieszyła się. – Ja jestem Emirath i dobrze, że jesteś. Dzisiaj po zajęciach szukamy nowych aktorów, ponieważ dwójka zachorowała, więc przyda mi się twoje opinia – przyznam, że trochę się zdziwiłam. Nie sądziłam, że już na wstępie dostanę coś do roboty. 

Cóż, praca szuka ryby, prawda?

Gdy tylko nadszedł ostatni dzwonek, sala była gotowa. Razem ze starszą samicą przywitaliśmy młodych aktorów, przygotowanych do zagrania nowej roli – w sumie, to prawie przygotowanych. Znali cały tekst, ale nie na pamięć. Ponad to jedna z młodych rybek tak się zestresowała, że nie wypuściła z jamy żadnego zdania w całości. Całe przesłuchanie trwało prawie godzinę, a po tym mieliśmy dziesięć minut przerwy, aby wybrać odpowiedniego kandydata. 

Dopiero wtedy dowiedziałam się, co to ma być za sztuka.

„Taniec liści”, jaki miał być zaprezentowany na scenie, opowiadał historię trzech koi, które wyruszają na głębsze wody w poszukiwaniu magicznej perły, która miała za zadanie zatrzymywać jesień na powierzchni, aby w zbiorniku zawsze było lato. W tej historii chodzi o to, aby pokazać koi dobre strony jesieni, która wszystkim kojarzyła się z zimnem i chorobami. 

Musiałam przyznać, że była to ciekawa sztuka, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Potem się dowiedziałam, że napisała ją jakaś amatorska pisarka, która po zobaczeniu powierzchni w jesień, uznała ją za tak piękna, że poczuła obowiązek przedstawienia tej pory roku w lepszym świetle. Nie znając się na sztuce, słuchałam Emirath, jak wypowiadała się na temat każdego młodego aktora. Zachwycona nie była, tym bardziej, że kiedyś sama była aktorką i to o wiele wyższej klasy niż te małe berbecie, jednak ich występ był wystarczający, aby móc wybrać dwóch koi na główne role. Mały Bill dostał rolę niebieskiego i żartobliwego koi, który jako pierwsze dostrzega zalety jesieni. Słysząc tę informacje zaczął pływać w kółko – w pewien sposób jego gorący optymizm pasował do tej postaci. Rolę czerwonego koi, który był przeciwieństwem tego niebieskiego, dostała mała Sally, która okazała się o wiele żywsza, kiedy nie musiała grać smutnego i wiecznie niezadowolonego koi. Reszta rybek nie została jednak spławiona, ponieważ do spektaklu potrzebne były kolejne płetwy – czy to do pomocy w oświetleniu i dekoracjach, czy jako postacie poboczne. Do tej drugiej grupy nie zaliczył się tylko samczyk, który ze stresu tracił język i zdrowy rozsądek. 

Przez kolejne dni pomagałam przygotowywać występ, aż naszedł dzień festynu.

<CDN>

18 lutego 2023

Od Valii - „Taniec liści” Cz. 1

*wspomnienie - historia z jesieni*


Zbiornik z dnia na dzień się ochładzał, a spadające liście, lądujące na tafli wody zasłaniały nam promienie słońce, sprawiając, że pod wodą robiło się ciemniej niż zazwyczaj. Nawet podczas zimy, kiedy powierzchnie pokrywa lód, słońce dobija się przez niego, dając nam więcej słońca niż podczas jesieni – ale warto też zauważyć, że brak dostępu do słońca pojawia się przy brzegach, gdzie liście zbierają się w kupkę i nie chcą stamtąd zniknąć. Środek zbiornika był wolny od tego zjawiska. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ z tego powodu uwielbiałam jesień. Moje lokum znajdowało się blisko brzegu. Chociaż byłam ukryta między roślinami, one często przepuszczały poranne słońce, kiedy poruszały się z ruchem wody. Jesienne liście pomagały mi w jednej rzeczy: pozwalały mi spać dłużej, niż zazwyczaj.

Przy tak elastycznej pracy, jaką posiadałam, nie musiałam się martwić, że zaśpię do pracy bądź się spóźnię. Problem pojawiał się tylko wtedy, gdy ryby nie chciały gadać, ale na to były inne metody. Mój dzień rozpoczął się prawie tak samo, jak wszystkie, jedyna różnica była taka, że nie obudziło mnie słońce, ale Pirat, domagający się jedzenia, z groźbą rozszarpania wszystkiego wokół, jeśli takowego nie dostanie. Przyjemnie było mieć w domu pupilka, ale odkąd poznałam, jakie szkody może wyrządzić pirania, stwierdziłam, że następnym razem wezmę sobie ślimaka albo jakiegoś innego robaczka. Pirata za to wypuszczę, gdy minie zima. Wiosna będzie dla niego najlepszym okresem na zapoznanie się z innymi piraniami i ich środowiskiem. W końcu nie może mieszkać u mnie do końca, bo gdy dorośnie, nie będę wstanie nad nim zapanować i na pewno zniszczy większość zbiornika. 

Po codziennych obowiązkach domowych, wypłynęłam z domu i ruszyłam na tak zwany patrol. Byłam ciekawa, czy się dzisiaj czegoś dowiem. Nie każdego dnia udawało mi się uzyskać jakieś ciekawe informacje, zazwyczaj były to jakieś historyjki innych rybek, na temat tego co lubią, a czego nie znoszą, bądź czym się nie dawno zainteresowali. Czasami mi się wydawało, że w tym zbiorniku kompletnie się nic nie dzieje, aż w końcu któregoś szczęśliwego dnia dowiaduje się, że ktoś chce napaść na bank bądź otruć żonę. Świat może być piękny, prawda?

Ten dzień nie wydawał się taki zwyczajny już na samym początku. Na dno zbiornika opadały kolorowe światła, w wyniku jesiennych liści, które ktoś postanowił ściągnąć z powierzchni, wypolerować, a następnie przymocować do niektórych miejsc tak, aby odbijały one promienie słoneczne w różnych barwach. Najwięcej było żółtego i pomarańczowego, ale nie zabrakło również czerwonego i różnych odcieni w tych kolorach. Był to widok przyjemny dla oka, zbiornik wydawał się pozytywniejszym miejscem, niż wcześniej. Najbardziej na tym korzystały dzieci, które zachwycone światełkami bawiły się wokół nich. Teraz nie rozumiałam ich zabaw, dziecięcy duch uciekł ze mnie, gdy wuj oddał mnie do sierocińca. Od tamtej pory wszystko, co wydawało się dzieciom zabawne, zniknęło ze mnie.

Zatrzymałam się przy tablicy ogłoszeń. Oprócz tego, że stanowisko alfy zajęła inna rybka, o czym wiedziałam już wcześniej, równie ważnym ogłoszeniem okazał się „Jesienny Festiwal”, który organizowała nowa przywódczyni. Na kawałku kory zostały starannie nakreślone litery, formułujące kilka zdań.


Jesienny Festiwal

Już za tydzień, zapraszamy wszystkich mieszkańców do wspólnej zabawy.
Oferujemy stanowiska z jedzeniem oraz przeróżnymi grami dla młodszych i starszych.
Wystąpi również gość specjalny: Sum Helvin
Za jedyne 10 pereł każda rybka może obejrzeć sztukę wystawianą przez kółko teatralne pt.: „Taniec liści

Poszukujemy wolontariuszy do pomocy w organizacji. Proszę się zgłaszać do alfy.


Przez moment stałam i czytałam ogłoszenie, a mój wzrok zatrzymał się na słowach „poszukuje wolontariuszy do pomocy”. Zawsze mnie bawiło, gdy ktoś w ten sposób opisywał to, że szuka kogoś, kto wykona robotę za darmo. Takie osoby, aby ich brzydko nie nazwać, nazywano właśnie wolontariuszami. W końcu kto najwięcej dobra robi dla tego świata? Wolontariusz! 

Zresztą nie o to mi chodziło. Fakt, że szukali pomocy, był dla mnie niczym chleb dla głodnego. Jednym z miejsc, z którego mogę uzyskać wiele informacji, są właśnie takie miejsca, wypełnione rybkami, chętnymi do pomocy. Nikt się nie dziwi, że kręcisz się wśród nich. Nikt się nie zapyta, dlaczego zadajesz tyle pytań, bo każdy wie, że to po to, aby zabić czas. Nikt się nie domyśli, że jego tajemnice nie są u mnie bezpieczne.

W celu zdobycia więcej wiedzy, nie tylko na temat mrocznych historii innych koi, ale również na temat samego festynu, ruszyłam do lokum alfy, które znajdowało się niedaleko tablicy ogłoszeń. Gdy znalazłam się pod bramą, zobaczyłam, że z budynku wychodzą dwie uśmiechnięte rybki. Gdy mnie mijały, mówiły coś o zabawkach z wodorostów. Bez zainteresowania nimi przekroczyłam drzwi, by zaraz zapukać w te główne, prowadzące do biura alfy. Po wejściu do środka, za biurkiem zobaczyłam fioletową rybę. Pierwszy raz zobaczyłam jak wygląda nowy szef zbiornika i miałam wrażenie, że wyglądem to ona nie jest lepsza od Akhifer.

- Słucham? – zapytała obojętnym głosem, unosząc spokojnie głowę znad stosu dokumentów. Jej zimny wzrok przeszył mnie na wylot i zaczęłam się zastanawiać, jak te dwie rybki wypłynęły stąd uśmiechnięte. Przecież tutaj było jak w lodówce!

- Chciałam się zgłosić do pomocy przy festynie – uśmiechnęłam się miło, aby dać temu miejscu chodź trochę ciepła. 

- Ah, to dobrze – samica sięgnęła po kawałek kory, który leżał w rogu biurka, po czym na niego spojrzała. – Popatrzmy… Mogłabyś się zająć przygotowaniem do spektaklu? Pannie Emirath przyda się pomoc – powiedziała i ponownie spojrzała na mnie. Pokiwałam głową.

- Jasne, czemu by nie. Gdzie ją znajdę? 

- Jest opiekunem kółka teatralnego w szkole podstawowej. Tam ją znajdziesz – oznajmiła. – Jak się nazywasz? – wpisała moje dane na drugą listę, po czym korę i liść odłożyła w róg biurka, gdzie leżały wcześniej. – To wszystko – dodała i wróciła do swoich obowiązków, a ja z radością mogłam opuścić ten budynek. Pewnie dlatego tamte dwie koi były takie uśmiechnięte, cieszyły się, że mogły wyjść stamtąd.

Kierując się w stronę szkoły podstawowej, zauważyłam na swojej drodze dziwnego zjawisko. Zielona rybka imieniem Danny tańczyła z jakąś inną, żółtą koi. Byli nadzwyczaj roześmiani, jakby naćpali się tataraku. Podpłynęłam więc do mojego partnera, aby wypytać go o tą żółtą szlamę. Kiedy znalazłam się obok nich, przestali pląsać i zwrócili na mnie uwagę. Danny zaraz stanął obok mnie, witając pocałunkiem w policzek.

- Witaj kochanie, poznałaś może Lucy? – zmierzyłam żółtą rybkę i tylko pokręciłam głową.

- Nie, ale widzę, że nieźle tańczy – powiedziałam miło, chociaż musiała ujrzeć w moich oczach coś na wzór kpiny, bo samica lekko się zawstydziła.

- Lucy to moja sąsiadka. Ma dobrą nowinę, powiedz jej – zachęcił żółtą, wstydliwą istotkę do mówienia. W tym momencie złość mi przeszła.

- Mój ślimak ma małe. Takie słodziaki mu się urodziły – miała piskliwy głosik i była aż nadto zafascynowana czymś, co dzieje się bardzo często. 

- Ooooo ale uroczo – powiedziałam uśmiechnięta, dzieląc razem z nią tą dobrą nowinę, która mało mnie interesowała. Przez krótką chwilę wypytywałam ją o to, ile ich jest, jak się wabią, co z nimi zrobi, jak wyglądają, a gdy poczułam, że moje policzki są już nadwyrężone od ciągłego uśmiechania i cieszenia z jej szczęścia, powiedziałam, że musimy już z Dannym uciekać, ponieważ byliśmy umówieni na spacer. Lucy pokiwała głową i pożegnała nas, a ja w końcu mogłam opuścić uniesione kąciki ust.

- Jest bardzo miła – stwierdził samiec.

- Taaaak – przyznałam.

- Naprawdę byliśmy umówieni?

- Nie, ale chciałam z tobą trochę spędzić czasu – przyznałam szczerze. Danny pokiwał głową, po czym mnie objął. Odrzuciłam jego płetwę. – Wiesz, że nie lubię publicznych czułości – powiedziałam do niego już nie wiem który raz, w trakcie naszego związku.

- Wszyscy tak robią, nie rozumiem cię – przyznał.

- Wiem, temu nie lubię na innych patrzeć – posłałam mu uśmiech, który zniknął z mojej twarzy, gdy znowu spojrzałam przed siebie. – W każdym razie…


<CDN>

16 lutego 2023

Od Valii CD. Leona - „Świat ginie w wodorostach” Cz. 5

Spojrzałam na jego wystraszoną twarz, słuchając jego szalonego potoku słów, wylewającego się z jego żałosnej gęby. Uśmiechnęłam się, bo w pewnym sensie jego propozycje mnie rozbawiły. Wysterylizuje ci zwierzaka, zaopiekuje się chorą ciotką, której nienawidzisz

- Dobra dobra, zamknij się już – przyłożyłam mu płetwę do pyska, tym samym ją zamykając. Musiałam przyznać, że mógłby mi się przydać jakiś gamoń, zgadzający się bez zbędnego gadania wykonać moje rozkazy. 

- Zgadzasz się? – zapytał po krótkiej chwili ciszy, posyłając mi smutne oczy bąbelka, które niestety nie wyszły mu tak, jak powinny, pewnie z tego względu, że był dorosłym koi, a nie jakiś narybkiem.

- Zrobimy tak. Ja ci pomogę nie wpaść, a ty będziesz robił to, co ci każę – samiec początkowo wyglądał na bardzo zadowolonego, z jego ust wypłynęło ciche ale szczęśliwe „jest”, a kiedy dotarła do niego reszta mojego zdania, spoważniał, przystanął dwa machnięcia ogonem ode mnie i spojrzał podejrzliwie.

- A jakie to miałyby być zadania? – zapytał, a ja się odwróciłam i zaczęłam płynąć przed siebie. – Hej! Czekaj – szybko mnie dogonił i płynął zaraz obok mnie. Wiedziałam już, że należy do tych bardzo, ale to baaaaardzo natrętnych rybek. – Zgadzam się na umowę, zbytnio innej opcji nie mam, zważając na to, że jakaś mafia… - zamknęłam mu usta, uderzając w jego pysk tylnym ogonem.

- Masz zdecydowanie za długi język – westchnęłam, po czym trochę zwolniłam, aby wyrównał ze mną tempa. – A woda ma uszy. Porozmawiamy o szczegółach w innym miejscu – wyjaśniłam. 

- Gdzie? – to pytanie pozostawiłam bez odpowiedzi.

Płynęliśmy przed siebie w milczeniu; przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony. Samiec najwidoczniej nie potrafił zbyt długo milczeć, jakby jakaś niewidzialna siła otwierała mu usta i wyciągała język na wierzch. Były to jednak krótkie i nieznaczące zdania, jak „Odradzam ci jadanie w tej restauracji bo bla bla bla. Widzisz ten neonowy budynek? Kiedyś bla bla bla. Chodziłem tutaj do szkoły i bla bla bla.”. Nie interesowały mnie jego historię, był mi tylko potrzebny, aby trochę mnie odciążyć oraz pomóc w szukaniu informacji. Co dwie głowy to nie jedna, a przez jego tak zwaną charyzmę i znajomość wielu rybek – tak, wiedziałam, że zna tu prawie cały zbiornik, mimo wszystko obiło mi się o uszy istnienie jakiegoś ogrodnika Leona, który jest wszędzie i każdy go zna – mógł mieć dostęp do informacji, których potrzebuje. Jego osoba mogła mi ułatwić życie i przyspieszyć pracę, co poskutkowałoby większą ilością czasu dla siebie, mniejszym użeraniem się z innymi rybami oraz mniejszą konfrontacją z szefem. Wystarczyło tylko mu pomóc, aby hodowla nielegalnych roślin nie wyszła na jaw, czyli zrobić coś, do czego mam dobrą płetwę. Żyć, nie umierać tylko.

Dopłynęliśmy do niedużego pubu, umiejscowionego gdzieś z boku całego zbiornika. Charakteryzował się tym, że był na granicy głębszej wody. Dno było niżej, a woda wydawała się jakby ciemniejsza, co sprawiało, że nie każdy porządny obywatel tego zbiornika miał ochotę spędzać tutaj wolny czas. Poskutkowało to tym, że miejsce to było idealne do rozmawiania o szemranych interesach, bo jak się z czasem okazało, najczęstszymi klientami były rybki, pochodzące spod ciemnej gwiazdy: a większość tych rybek znałam. 

- Siadaj – podpłynęłam do beżowej muszli, leżącej prostopadle na kilku kamieniach, całość współgrała jako stolik. – A teraz przejdziemy do konkretów. W zamian za to, że pomogę ci wyhodować te rośliny, ty masz wykonywać moje polecenia. Będę potrzebować kilku informacji, które należy wyciągać od zwykłych koi. Twoim zadaniem jest szukanie informacji, w jaki sposób, mi to obojętne. Ważne jest, abyś dostarczył mi to, co chce wiedzieć. 

<Leon?>

Konkurs Memiczny 2.0 - głosowanie

Konkurs Memiczny 2.0 - głosowanie

Hejo! Tak, wiem, głosowanie oczywiście opóźnione, ale czas na głosowanie pozostaje taki sam. Dziękuję uczestnikom konkursu za wysyłanie prac, nasza galeria powiększy się o 11 memów na raz ^^ Zasady głosowania oraz samo głosowanie znajdują się poniżej.

Zasady

  • Głosowanie będzie trwać do 18.02, do godziny 23:59.
  • Głosować można maksymalnie na trzy prace.
  • Nie wolno głosować na własną pracę.
  • W razie równych głosów zwycięzca zostanie wylosowany za pomocą kości.

Głosowanie

 

7 lutego 2023

Konkurs Memiczny 2.0

Konkurs Memiczny 2.0

Witajcie, najdrożsi, w kolejnej odsłonie Konkursu Memicznego! Od razu Wam powiadam, że zasady się nie zmieniły i zwycięzcą wciąż może być tylko jedna osoba, ale przynajmniej będzie trwał trochę dłużej. I tak jak rok temu, konkurs nie wymaga żadnych umiejętności artystycznych ani piśmienniczych, a jedyne, co jest potrzebne, to program do dodawania tekstu do zdjęć i odrobina humoru.

Zasady

  • Memy można wysyłać od dnia dzisiejszego do 14.02, godziny 21:00. Prace wysłane później nie pojawią się w głosowaniu.
  • Memy należy wysyłać do Ryuukitsune na Discordzie lub poprzez maila.
  • Każda osoba może przesłać maksymalnie 5 prac.
  • Prace nie mogą zawierać treści naruszających regulamin bloga.
  • 15.02 pojawi się post ze wszystkimi pracami i głosowaniem.
  • 18.02 pojawi się post podsumowujący z ogłoszonym zwycięzcą.

Nagrody

Na zwycięzcę konkursu czeka osiągnięcie Memistrzunio oraz 4 AP, a po zakończeniu wszystkie memy trafią do naszej galerii :)

Czekam na Wasze prace! A poniżej macie odliczanie...

Do końca konkursu zostało...



1 lutego 2023

Podsumowanie stycznia

Ahoj, moje rybunie, rybeczki!

Minął nam styczeń, pierwszy miesiąc roku i bardzo cichutki w progach Koi Paradise. Nie mam co się Was czepiać, wreszcie poczułam, jak to jest nie mieć w ogóle czasu, a i sama nie byłam przecież aktywna. Tylko dwa opowiadania wpłynęły na główną od ostatniego podsumowania, co być może również jest osiągnięciem, ale takim małym, odpowiednim dla zajętych ważniejszymi sprawami rybek.

Nowości

Jeśli dobrze kojarzę, nic nam się nie zmieniło, poza tym, że został dodany licznik do kolejnego podsumowania. Nie będzie on jednak zawsze używany.

Ilość słów

  1. Na pierwszym miejscu Akhifer, 1411 słów w 1 opowiadaniu.
  2. Na drugim Feliks, kolejna gwiazda, 202 słowa w 1 opowiadaniu.

Bonusy

Mistrzem Miesiąca została nasza gwiazdka Feliks. Dodatkowo otrzymuje on wraz z Akhifer bonus w formie podwójnej nagrody za podsumowanie, gdyż są jedynymi dwoma rybkami, które coś napisały. No i nie zapomnijmy o nagrodzie dla administracji - Ferki i Akahity - za sprawowanie władzy nad naszym stawem!

Nieobecności

  • Akahita, Leon i Valia są na nieobecności kolejno do: 10.02., 15.02. i 15.02.
  • Brae, nasz Brae na częściowej nieobecności.


Dziękuję Feliksowi, że dał radę coś napisać pomimo swojego braku czasu i mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu będzie już spokojniej i damy radę uzyskać większą aktywność. Trzymajcie się tam, kochani i powodzenia w zaliczaniu!

~ Akhifer

 

12 stycznia 2023

Od Akhifer - "Widmo koi czy tylko mutacja?" (wyzwanie)

Plotki o widmo koi, które zaczęło nawiedzać jak dotąd w miarę spokojny Zbiornik, rozeszły się jak zaraza podczas jesiennej depresji. Nie minęło kilka dni, jak nawet najwięksi sceptycy zaczęli obawiać się opuścić swoje domostwa, żeby nie spotkać rybiego ducha. Powiadano, że pojawia się tuż przed jutrzenką, jednak wcale niewykluczone jest ujrzenie widma w innych godzinach po zmroku, gdyż okazjonalnie już tuż po zachodzie słońca wychodziło ze swojego ukrycia. Niektórzy uważali, że owo głośne widmo było tylko świecącym koi, w końcu różne cuda mogły się zdarzyć, jednak mimo to trzymali się swoich podwórzy, gdy zapadał mrok. Nikt nie chciał ryzykować, gdyby zjawa okazała się przybyszem z innego wymiaru.

Akhifer miała jednak inne spojrzenie na tą sprawę. Jej obowiązki strażnika zmuszały ją do nastawiania karku, ale w rzeczywistości wcale nie czuła się zagrożona. Miała poniekąd ochotę złapać to całe widmo koi i udowodnić wszystkim trzęsiportkom, że wcale nie było się czego bać. A potem patrzyłaby z zadowoleniem na te zażenowane twarze kolegów po fachu, którzy wciąż uważali, że warty powinny zostać wstrzymane albo powinny być robione w grupach. Warty nigdy nie były grupowe, w najgorszym przypadku zamiast jednego strażnika pływało dwóch. Po prostu nikomu nie przyszło do głowy, żeby bać się jakiejś głupiej zjawy.

Tuż przed swoją nocną wartą strażniczka miała jeszcze okazję porozmawiać z Feliksem, co wykorzystała do obgadania sprawy z duchem. Wspomniała mu, jak cała ta sytuacja wydaje jej się po prostu głupia i karpie nie mają się wcale czego bać. W najgorszym wypadku ktoś sobie stroi z nich żarty i żadnej zjawy wcale nie ma. Feliks próbował nalać jej trochę oleju do głowy, przekonać, że może nie warto tak głupio ryzykować, w razie gdyby to jednak była prawda, a widmo faktycznie nawiedzało by Zbiornik. Szybko przestał dyskutować, jakby nagle przypomniało mu się, że Ferka jest alfą. Od dawna nie była to prawda.

Po skończonej rozmowie nadszedł czas na jedno z ulubionych zajęć Ferki. Może to być zaskakujące, że ktoś faktycznie lubi swoją robotę, jednak w przypadku Akhifer karpica naprawdę czuła powołanie do bycia strażnikiem. Chronienie innych, pilnowanie spokoju, z jakiegoś powodu były to właśnie te rzeczy, które kochała robić. Nawet jeśli miały się skończyć spotkaniem z jakąś zmyśloną zjawą. Nie wierzyła w to, z pewnością musiało być jakieś logiczne wytłumaczenie.

A jednak gdzieś głęboko w jej duszy zdążyło już zasiać się i zakorzenić nasionko niepewności, zmieniające się powoli w kiełek lęku. Jeżeli pozwoli mu tak rosnąć, z pewnością zamieni się w chwast bezsensownego strachu, ale póki co walczyła z tym jak mogła, nie dając mu żadnej pożywki, na której mógłby rosnąć.

Może starała się aż za bardzo, bo gdy między skałami mignął jej biały blask, bardzo wyraźny i zbyt silny na małego świetlika, z początku tego nie zarejestrowała. Umknęło to jej uwadze, przynajmniej dopóki blask nie pojawił po raz drugi, tym razem bliżej i już nie tak schowany jak wcześniej. Koi wychwyciła kształt ryby, czego w sumie szło się spodziewać w Zbiorniku pełnym wody. Teraz pozostało pytanie, czy była to ryba, czy jakaś dziwna zjawa, choć ta druga opcja wciąż wydawała się Ferce niedorzeczna. Słyszała różne historie, ale nie kojarzyła żadnych duchów, które świeciły po nocy. Właśnie to było jej głównym powodem do sceptyzmu, jakim odznaczała się w obecnej sytuacji.

Wypełniona pewnością siebie podpłynęła do świecącego punktu, oczekując jakiejś nieświadomej ryby, innej niż karp koi. Chociaż nie można powiedzieć, gdy "zjawą" okazał się osobnik jej gatunku, bardzo najwyraźniej zaskoczony, że strażniczka nie wystraszyła się jego przedziwnej mutacji. Bo to, że była to mutacja, było bezdyskusyjnym faktem. Kolorowe łuski, dziwnie ukształtowane płetwy, różnej długości wąsiska stały się normalnością, i mimo że nie zapomniano nigdy o pochodzeniu tych zmian, przestały one robić na kimkolwiek wrażenia. Dopiero naprawdę intensywne zmiany, jak skrystalizowane ciało bądź świecące jego części były nazywane mutacjami. Nie były jednak niczym złym w oczach większości ławicy. Przynajmniej zazwyczaj.

Strażniczka przywitała się grzecznym "witaj", tak jak wymagała tego kultura osobista, mimo że oczy piekły ją niemiłosiernie od patrzenia bezpośrednio na źródło światła po przebywaniu w ciemnych wodach. Starała się nie odwracać wzroku, jednak długo nie wytrzymała. Gdy tylko zasłoniła się płetwą, tajemnicza "zjawa" czmychnęła jej sprzed nosa, uciekając między zbiornikową roślinność. Ferka przeklnęła cicho pod nosem, po czym zaczęła gonić zbiega. Sprawę widma koi należało wyjaśnić, żeby uspokoić umysły przerażonych mieszkańców.

Wołała za zjawą, goniąc ją aż do bólu płetw. Pewnie przy okazji obudziła śpiących o tej porze mieszkańców Zbiornika, ale postanowiła, że cel uświęca środki. Za dobrze bawiła się w szczupaka i karasia z tajemniczą postacią.

– Zostaw mnie! – zawołał uciekinier. Miał damski głos, dosyć piskliwy, ale to może ze strachu. Weloniaste płetwy falowały za nim z niesamowitą gracją, nawet jeżeli był to pęd pełen przerażenia. Faktycznie wyglądał jak widmo, kiedy się tak poruszał.

– Chcę tylko zadać kilka pytań, przecież nic ci nie zrobię! – Akhifer stanęła w miejscu. Co właściwie przyszło jej do głowy? Znowu rzucała się do przodu w szaleńczej gonitwie, w poszukiwaniu odrobiny adrenaliny, wcale nie zastanawiając się nad dalszymi konsekwencjami. Już kiedyś tak zrobiła. Wiele ryb mogło przypłacić to życiem. – Przepraszam – powiedziała całkowicie normalnie, bez krzyczenia, przez co było pewne, że znikający między roślinnością i kamieniami karp już tego nie usłyszał. Akhifer zasłużyła na bycie zostawionym z tyłu.

Z głową podniesioną do góry strażniczka wróciła na ścieżkę warty. Owszem, popełniła błąd, ale nie zamierzała kulić ogona i chować się przed wzrokiem innych. Jeżeli ktoś ją skonfrontuje, przyjmie to na klatę. Popełniła błąd. Trzeba ponieść konsekwencje.

Ale o dziwo pierwszym karpiem, który do niej podpłynął, nie był zwykły mieszkaniec Zbiornika, obudzony krzykami żółtej samicy. To była ta świecąca kulka, która wcześniej pierzchnęła, a teraz przyczołgała się po skalistym dnie pod sam brzuch strażniczki, zakrywając świecące ciało glonami. Uśmiechała się nerwowo, jakby cała ta sytuacja wydawała jej się nawet nieco śmieszna. Może miała rację, w zależności, co właściwie było takie śmieszne.

– Sama strasznie świecisz! Dlatego się wystraszyłam – zaczęła rozmowę, uśmiechając się nieco szerzej. Akhifer poczuła, jak swędzi ją głęboko w głowie. Telepatia. Jedna z umiejętności zawdzięczana mutacjom.

– Nie świecę! – oburzyła się żółta. – Ale błyszczę pod światło. Pewnie jak sama świecisz to się odbija w twoją stronę.

– A no pewnie tak, ma to sens. Ma to sens.

Koi rozmawiała całkiem zwyczajnie, szczególnie jak na kogoś, kto przed chwilą spieprzał gdzie pieprz rośnie. Może wyczuła, że Ferka się nie boi, ani nie ma złych zamiarów i dlatego postanowiła się wrócić? Bo karpica nie traktowała jej jak widma tak jak inni? Z telepatami nigdy nie wiadomo, wejdą ci do głowy, rozgoszczą się w niej, a potem wszystko o tobie wiedzą.

– Wcale nie wszystko, wiem tylko tyle, ile inni akurat w danej chwili myślą.

– Przestań! – syknęła Ferka, zrozumiale niezadowolona, że ktoś jej zagląda do głowy. Mimo to i tak się uśmiechnęła. Ta śmieszna kulka przecież była całkowicie niegroźna! Te wszystkie panikujące ryby zupełnie postradały rozum.

– Ojejejej! Po co ta agresja? Nie chcę tego robić, zaufaj mi. To tak przypadkiem. Dlatego wypływam w nocy, kiedy nie ma karpi, którym mogłabym poczytać w głowie. No i bo świecę, i ładnie to wygląda. Podobam się sobie. Myślę, że ty też jesteś ładna. Masz męża?

– ...Nie?

– Ojoj. A chłopaka.

– Też nie. – Ferka zaczynała się irytować tym odpytywaniem. Nie lubiła tematu partnera. Wiedziała, że najwyższa pora sobie kogoś znaleźć, ale wciąż nie spotkała żadnego karpia, który byłby dla niej odpowiedni.

Nie-zjawa nakręciła się jak katarynka i nie mogła przestać chwalić wygląd Akhifer i to, jak bardzo szkoda by było jej cech, gdyby nie zdołała ich przekazać w genach. Nawijała i nawijała, aż strażniczka naprawdę zaczęła się zastanawiać, kto mógł się bać takiej gaduły. Nie zdążyły się nawet sobie przedstawić, a kulka już dawała jej masę porad, w jaki sposób najlepiej znaleźć sobie przystojnego chłopa. No nieźle się to rozwinęło.

– A tak swoją drogą, jestem Ruux. A ty jesteś Akhifer, prawda? Nasza dawna alfa.

Na te słowa żółta się wzdrygnęła. Dawna alfa. Nie strażniczka, nie ryba oddana ławicy, tylko dawna alfa. Wszyscy pamiętali ją jako alfę. Nawet nie zdrajcę narodu, mimo że wcale nie wniosła dużo do ławicy i oddała swoje stanowisko tak łatwo. Po prostu dawna alfa.

– Tak, zgadza się. Akhifer. Powiedz, Ruux... Nie wolałabyś pozbyć się tych niefortunnych plotek dotyczących twojej osoby, jakie ostatnio krążą po Zbiorniku?

– Nie, a po co? Daleko od prawdy nie są. – Zaskoczona Ruux spoglądała na Ferkę okrągłymi oczami. Wyglądały, jakby nie miały dna.

Akhifer chciała coś powiedzieć, jednak w tym momencie ktoś ją zawołał. Inny strażnik, który miał wartę niedaleko i zainteresował się, dlaczego karpica nie znajdowała się na swoich ścieżkach. Ferka tylko zapewniła, że zaraz przypłynie się zgłosić. Gdy się odwróciła, po widmie pozostała jedynie jasnoniebieska, świecąca chmurka, która momentalnie się rozmyła.

<Koniec>

6 stycznia 2023

Od Feliksa - "Wojownik Ziemi Utraconej", cz. 8

Zastrzelę go jak psa, Brae sukiego syna!

Zapytacie pewnie, co też pokierowało

Tym mężnym bohaterem, by zakrzyknął śmiało

Słowa, tak rozsądne, a przy tym tak chwytliwe

Powiem szczerze, Moim Mili, nie wiem zupełnie

Czy to zresztą ważne? Gdybyście wszak słuchali

Uważnie, niczym odgłosu rosnącej trawy

Morskiej rzecz jasna, nie usłyszelibyście nic

Bowiem Feliks, dostojny bratek kędzierzawy

Powiedział to jedynie w duchu, po kielichu

Dodając przy tym prędko: Ach, gdybym tylko miał...

Kałasznikowa, och, och tak, Kałasznikowa

Tylko to się liczy w miernym świecie drzew i hub

Śliskich jak mydło płetw i ciężkich, rybich dup

Co by tylko siedziały w pałacach z korala

Popijały wodę i zajadały plankton

Albo suchy chleb rzucony im przez rybaków

Co to za życie, pytam?! Co za straszny czas?!

Wróćmy do rzeczy i zapytajmy o przyszłość

Małą, dzielną rybkę, która to chce zmienić świat

Rybko, mała rybko, czemuż ty jesteś rybką?

Czemuś ty smutna, czemu oczka Twoje puste,

A twe kroki ku zagładzie tak zamaszyste

Poderwij zakosa, rozczłamże siwowąsa

Bo trza obudzić się z marazmu ultraszybko

Odważna, lecz słaba, szybka, lecz śliska, rybko.

Nim wybuchnie wegetacja roślinna, a słoń

Swoimi promieniami ogrzeje Wasz Zbiornik

Nadejdzie wojownik, u boku swego dzierżąc

Własnymi płetwami, zdobyty, utrzymany

Kałasznikow, Kałasznikow, Kałasznikow... hej!

<CDN>

1 stycznia 2023

Podsumowanie grudnia

Witajcie w Nowym Roku!

Można powiedzieć, że to podsumowanie nie jest jedynie podsumowaniem grudnia, ale i całego 2022. Był to rok dość ciekawy dla Koi Paradise, pojawiło się dużo pierwszych rzeczy - pierwsze odejścia, pierwsza rocznica, czy też pierwsze zawieszenie. Ktoś może powiedzieć, że to oczywiste, że tyle się wydarzyło, w końcu to był cały rok. Ale w takim przypadku przypominam, że przez pierwszy rok istnienia Koi Paradise nie wydarzyła się żadna z tych rzeczy, więc myślę, że jest się czym zachwycać. Mieliśmy swoje ciche miesiące, mieliśmy też i głośniejsze, pozmieniało się sporo rzeczy, w tym alfa ławicy, nie można zaprzeczyć, że był to niezwykle owocny rok.

A czego możemy spodziewać się w 2023? Jak to się mówi, Nowy Rok, nowe ja, a w tym przypadku nowe Koi Paradise. Osoby, które nie napisały nic w grudniu, nie otrzymują żadnego upomnienia, gdyż jak głosi niepisana zasada, przy aktywności mniejszej niż 50% upomnienia się odpuszcza. Maruderzy mają szansę jeszcze trochę pomarudzić, gdyż od stycznia zmieniają się nieznacznie zasady pisania i dwumiesiąc liczony jest innym systemem. Zmiany oczywiście są zapisane w nowościach.

Nowości

  • W dużym skrócie: zdążyliśmy się zawiesić i odwiesić, zmieniła nam się pora roku na zimę oraz miało miejsce wydarzenie zimowe.
  • Odeszła od nas Aura, co spowodowane było brakiem opowiadań.
  • Dwumiesiąc jest od teraz liczony w systemie styczeń - luty, marzec - kwiecień. Stary system zostaje całkowicie porzucony, więc najpóźniej wymaga się od Was opowiadania w lutym.
    • Nie zmienia to systemu podsumowań, które będą się pojawiać co miesiąc.
  • Opowiadania i formularze będą sprawdzane w dniach, kiedy administracja czuje się na siłach oraz zawsze pod koniec miesiąca (lub ważnego wydarzenia). Nie zeźlimy się jednak, jeśli będziecie nas informować o przesłanych opowiadaniach i formach, spora szansa, że wrzucimy je wtedy szybciej.
  • Odkryliśmy nowego smoka o imieniu Sa'id.

Ilość słów

  1. Akhifer na pierwszym miejscu, 1258 słów w 3 opowiadaniach.
  2. Akahita niedaleko za nią, 773 słów w 1 opowiadaniu.
  3. Feliks, 513 słów w 1 opowiadaniu.
  4. Tenebrae, 337 słów w 1 opowiadaniu.

Bonusy

Jednej z naszych rybek udało się zdobyć zimowy bonus 1 AP oraz 10 pereł za opowiadanie minimum 500 słów; tą rybką jest Akahita. Ma ona spore szczęście, bo została również Mistrzem Miesiąca, otrzymując 2 z 5 głosów. Dla pisarzy tego miesiąca też mam dobre wieści, gdyż każdy z nich otrzymuje podwójną nagrodę z podsumowania! Ostatni bonus jest dla administracji, czyli (znowu) Akahity oraz Akhifer.

Nieobecności

  1. Tenebrae standardowo na częściowej nieobecności.


Jak widać, wesoło i niewesoło, trochę aktywności, trochę zmian, trochę niespodzianek. Nie winię Was za brak aktywności, blog przetrwał już półtora roku i myślę, że nawet takie innowacyjne dzieło nie pożyje za długo. Mimo wszystko będę z blogiem aż do końca, żeby wrzucać Wasze opowiadania i pisać podsumowania. Kto wie, może wcale nie będzie tak tragicznie? Gdyby tylko blogosfera zaczęła się powiększać, prawda...? Dziękuję Wam wszystkim za obecność i życzę Szczęśliwego Nowego Roku!!

~ Akhifer