Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat ginie w wodorostach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat ginie w wodorostach. Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2023

Od Leona CD. Valii - "Świat ginie w wodorostach"

Wróciłem do swojego cichego mieszkanka i zacząłem rozpakowywać zakupy, jakie zrobiłem w drodze powrotnej. Cały czas myślałem o tym, co było, jest i będzie, a krótko mówiąc: miałem przechlapane, jestem zestresowany i prawdopodobnie zginę torturowany przez jakąś mafię tak, że rodzice nigdy nie rozpoznają mojego martwego ciała i nikt nigdy nie przyjdzie na mój muszelkowy grób, bo takowego nie dostanę (tak, zawsze wyolbrzymiałem). 

Gdy chowałem ostatnie puszkowane wodorosty, zastanawiałem się, czy nowopoznana ryba mi pomoże. Na początku nie wyglądała na zadowoloną, wręcz przeciwnie, ale kiedy zaoferowałem jej swoje usługi (które w rzeczywistości były zgodą na niewolnictwo) zmieniła zdanie, jednak czy to wystarczy? Jeśli rzeczywiście należała do gangu, mogła mieć równie podły charakter jak oni. Mogłaby mnie tylko wykorzystać, kiedy znajdę interesujące ją informacje, zostawi mnie lub co gorsza, zawiadomi straż, że uprawiam nielegalne substancje.

Wyjście było jedno: musiałem przeciągać swoje śledztwo najbardziej, jak się da. Najpierw to ona pomoże mi wyhodować rośliny i się ich pozbyć, a potem ja się zrewanżuje i dowiem się, kto okrada magazyny.

- Leon, ty geniuszu – powiedziałem dumnie sam do siebie. Położyłem się więc do snu z o wiele lepszym humorem, niż miałem go w ciągu dnia.


Okropny koszmar mnie nawiedził, był niczym powtórka z dzisiejszego dnia wymieszana ze wszystkimi moimi wątpliwościami. Śniłem, że posadziłem lilie wodne na ogromnym terenie (i wcale się nie zmęczyłem), które od razu wykiełkowały. Pojawiła się mafia (składająca się z dwóch poznanych przeze mnie rybek) która zaczęła je ścinać, a tuż za nimi pojawiła się straż. Zacząłem uciekać, ale na mojej drodze pojawiła się Valia. Sądziłem, że mi pomoże, ale zamiast tego złapała mnie za ogon i rzuciła na bok (skąd miała tyle siły?), gdzie znalazłem się za kratami. Moje pozostałe marne życie miałem spędzić jak zapuszkowana sardynka. 

<Valia?>

Od Valii CD. Leona - "Świat ginie w wodorostach"

 W drodze powrotnej wpadłam na starych znajomych. Granatowa rybka podpłynęła do mnie z boku i lekko szturchnęła w bok. 

- Hej, będziesz mu pomagać? – zapytał rozbawiony, chociaż w jego głosie usłyszałam również ciekawość. Spojrzałam na niego kątem oka i kontynuując moją drogę do domu, zapytałam go, skąd wie. – Po prostu mam szósty zmysł – odparł dumnie, na co prychnęłam.

- A twoim szóstym zmysłem nie była wiedza, gdzie grillują krasnorosty? Albo czekaj… Ostatnio mówiłeś, że twój szósty zmysł mówi ci komu trzeba zamknąć gębę – ktoś za mną się zaśmiał. Rozpoznałem po głosie brata Carola. Zielona ryba pojawiła się tuż nade mną.

- Nieee jego szósty zmysł podpowiada mu kiedy brać płetwy za pas – dodał, za co dostał od brata cios ogonem. Odsunęłam się trochę od nich, kiedy wywiązała się między nimi mała przepychanka.

- W każdym razie – zaczął Carol, kiedy uspokoił brata. – Zobaczyliśmy jak błaga cię o pomoc i musieliśmy to zobaczyć – pomachałam zrezygnowana głowa.

- Ponad to muszle mają uszy – dodał Coral. – Jak chcesz mu pomóc? 

- Pomóc? – zaśmiałam się. – Aktualnie to on mi służy i tyle w tej kwestii – na pożegnanie machnęłam im tylną płetwą przed oczami.

Czy zamierzałam mu pomóc? Cóż, powiem tak: nie zamierzałam się za bardzo męczyć. Zależało mi tylko i wyłącznie na informacjach, które miał pomóc mi uzyskać, a jeśli się nie spręży i sama zdołam je zdobyć, może pomarzyć o mojej pomocy. Nie zamierzałam niczego robić za darmo, wszyscy się cenią, nawet gdy mówią, że jest inaczej – okłamują siebie i innych, świadomie lub nie. 

Do końca dni nie zrobiłam niczego pożytecznego, oprócz opieki nad Piratem. Jeszcze kilka dni i go puszczę, nie będę go trzymała w swoich czterech ścianach, bo mi jeszcze zwierzaki sąsiada pogryzie. Kiedy pirania poszła spać, jeszcze chwilę siedziałam na zewnątrz i obserwowałam księżyc. Jutro przyjdzie pełna, a razem z nią moja bezsenność. Cudownie.

<Leon?>

31 maja 2023

Od Valii cd. Leona „Świat ginie w wodorostach” Cz. 7

Słysząc tą krótką, ale zabawną historyjkę, nawet nie pomyślałam, że znowu za dużo i bezsensownie gada. Mimo tego nie odniosłam się do jego wypowiedzi, ignorując „przedziurawienie ogona widłami”, jakby nigdy nie padło.

- W takim razie zdobędziesz dla mnie informacje na temat magazynów z jedzeniem – zaczęłam. Samiec wyglądał na lekko zdziwionego. No tak, sprawa nie była nagłaśniania w żaden sposób. – Od dłuższego czasu ktoś okrada magazyny z jedzeniem – wyjaśniłam dokładniej. Koi przez moment siedział w bezruchu, jakby dopiero trawił tą informacje i kiedy zdał sobie sprawę, że jedzenie, przeznaczone na zimę znika, przez co ławica nie będzie się miała czym żywić, na jego pysku pojawiło się coś na wzór zmartwienia. Nie byłam pewna, bo po chwili jego twarz się uspokoiła i zadał mi pytanie:

- No dobra, to mogę zapytać właścicieli… - przerwała mu, uderzając go płetwą po głowie.

- Pomyśl trochę – powiedziałam ostro. – Nikt o tym nie mówi otwarcie, prawda? – samiec pokiwał głową. – Więc nie możesz sobie tako popłynąć do właścicieli i zapytać ich, kto kradnie jedzenie – byłam nim zażenowana. Jak można było pomyśleć w taki sposób? – Gdyby wiedzieli, już dawno by przekazali informacje komukolwiek z wojska – wytłumaczyłam mu. Samiec przez moment milczał, jakby znowu wszystko trawił. Czy on naprawdę był taki tępy?

- Pracujesz dla wojska? – westchnęłam zmęczona.

- Nie. Dlatego jeśli będę miała te informacje, dobrze mi za nie zapłacą, a ciebie nie pociągną do odpowiedzialności za narkotyki – dodałam. Dopiero teraz samiec wyglądał, jakby wszystko rozumiał. – Załapałeś? – pokiwał głową. – Dobrze – odsunęłam się od stolika. – Spotkajmy się jutro w miejscu, w którym cię przyłapali – miałam na myśli zaułek, w którym przypadkowo go poznałam. Skierowałam się do wyjścia, a samiec ruszył za mną. – Jeszcze coś? – spojrzałam na niego kątem oka. 

- Leon – samiec wystawił do mnie płetwę.

- Co? – przez moment nie zrozumiałam sytuacji.

- Nazywam się Leon, a ty? – na chwilę mnie zamurowała. Nie obchodziło mnie jego imię, nawet zapomniałam, że je miał. Mimo tego uścisnęłam jego płetwę.

- Valia.


<Leon?>

Od Leona cd. Valii „Świat ginie w wodorostach” Cz. 6

Popatrzyłem na nią z lekkim niezrozumieniem. Potrzebowała informacji? W jakiś sposób to zadanie wydawało mi się bardzo proste. Wystarczy zapytać innych, prawda? Z drugiej strony jeśli tak o tym pomyśleć…

- A co chcesz teraz wiedzieć? Całkiem sporo wiem – już miałem zamiar opowiedzieć jej o udawanej chorobie starej Mai, naszej medyczki, która wmówiła wszystkim, że nie jest już w stanie opiekować się rybkami, a to tylko dlatego, że jej mąż powiedział, że jeżeli jeszcze raz wypłynie z domu po zmroku, złoży wniosek o rozwód, ale się rozmyśliłem. Podejrzewałem, że tak jak większość, nie przepadała za moim potokiem słów. Ale co zrobisz, kiedy jest to silniejsze ode mnie?

- Najpierw powiedz mi, czy się zgadzasz. Nie mogę ryzykować, że na mnie doniesiesz – powiedziała ostro wbijając we mnie swój jasny, wręcz przezroczysty wzrok. Przez moment się zastanawiałem, czy nie ma jakiejś choroby oczu. Czy to naturalne, że miała je aż tak jasne? Prawie jak niewidome rybki, które na oczach miały mgłę.

- Oczywiście! – powiedziałem nawet za głośno, przez co niektórzy z klientów skierowali swój wzrok na nas. Samica skarciła mnie wzrokiem, a ja tylko uśmiechnąłem się głupkowato. – Oczywiście – powtórzyłem to szeptem. – Przecież ty możesz na mnie donieść, więc to się wyrównuje – dodałem jeszcze, na co ta tylko delikatnie się uśmiechnęła. Wyglądała o wiele bardziej przyjaźnie, kiedy jej kąciki ust wznosiły się do góry.

- To prawda – stwierdziła. – Załóżmy, że w takim razie ci ufam. Jak mnie okłamiesz, to na ciebie doniosę – pokiwałem szybko głową, wiedząc również, że nawet gdyby to ona mnie okłamała i od dzisiejszego momentu obmyśliła sobie plan w głowie, że wyda mnie organom sprawiedliwości w momencie, w których nielegalne rośliny zakwitną i będą gotowe do sprzedaży, ja i tak nic nie powiem przeciwko niej, bo nie wierzyłem, że informacje jej potrzebne bądź jej aktualna profesja są bardziej niebezpieczne od tego, co właśnie miałem zrobić.

- Przysięgam na mój kochany ogon – orzekłem. – Wiesz, że kiedyś przedziurawiłem go sobie widłami? – powiedziałem nagle.

<Valia?>

16 lutego 2023

Od Valii CD. Leona - „Świat ginie w wodorostach” Cz. 5

Spojrzałam na jego wystraszoną twarz, słuchając jego szalonego potoku słów, wylewającego się z jego żałosnej gęby. Uśmiechnęłam się, bo w pewnym sensie jego propozycje mnie rozbawiły. Wysterylizuje ci zwierzaka, zaopiekuje się chorą ciotką, której nienawidzisz

- Dobra dobra, zamknij się już – przyłożyłam mu płetwę do pyska, tym samym ją zamykając. Musiałam przyznać, że mógłby mi się przydać jakiś gamoń, zgadzający się bez zbędnego gadania wykonać moje rozkazy. 

- Zgadzasz się? – zapytał po krótkiej chwili ciszy, posyłając mi smutne oczy bąbelka, które niestety nie wyszły mu tak, jak powinny, pewnie z tego względu, że był dorosłym koi, a nie jakiś narybkiem.

- Zrobimy tak. Ja ci pomogę nie wpaść, a ty będziesz robił to, co ci każę – samiec początkowo wyglądał na bardzo zadowolonego, z jego ust wypłynęło ciche ale szczęśliwe „jest”, a kiedy dotarła do niego reszta mojego zdania, spoważniał, przystanął dwa machnięcia ogonem ode mnie i spojrzał podejrzliwie.

- A jakie to miałyby być zadania? – zapytał, a ja się odwróciłam i zaczęłam płynąć przed siebie. – Hej! Czekaj – szybko mnie dogonił i płynął zaraz obok mnie. Wiedziałam już, że należy do tych bardzo, ale to baaaaardzo natrętnych rybek. – Zgadzam się na umowę, zbytnio innej opcji nie mam, zważając na to, że jakaś mafia… - zamknęłam mu usta, uderzając w jego pysk tylnym ogonem.

- Masz zdecydowanie za długi język – westchnęłam, po czym trochę zwolniłam, aby wyrównał ze mną tempa. – A woda ma uszy. Porozmawiamy o szczegółach w innym miejscu – wyjaśniłam. 

- Gdzie? – to pytanie pozostawiłam bez odpowiedzi.

Płynęliśmy przed siebie w milczeniu; przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony. Samiec najwidoczniej nie potrafił zbyt długo milczeć, jakby jakaś niewidzialna siła otwierała mu usta i wyciągała język na wierzch. Były to jednak krótkie i nieznaczące zdania, jak „Odradzam ci jadanie w tej restauracji bo bla bla bla. Widzisz ten neonowy budynek? Kiedyś bla bla bla. Chodziłem tutaj do szkoły i bla bla bla.”. Nie interesowały mnie jego historię, był mi tylko potrzebny, aby trochę mnie odciążyć oraz pomóc w szukaniu informacji. Co dwie głowy to nie jedna, a przez jego tak zwaną charyzmę i znajomość wielu rybek – tak, wiedziałam, że zna tu prawie cały zbiornik, mimo wszystko obiło mi się o uszy istnienie jakiegoś ogrodnika Leona, który jest wszędzie i każdy go zna – mógł mieć dostęp do informacji, których potrzebuje. Jego osoba mogła mi ułatwić życie i przyspieszyć pracę, co poskutkowałoby większą ilością czasu dla siebie, mniejszym użeraniem się z innymi rybami oraz mniejszą konfrontacją z szefem. Wystarczyło tylko mu pomóc, aby hodowla nielegalnych roślin nie wyszła na jaw, czyli zrobić coś, do czego mam dobrą płetwę. Żyć, nie umierać tylko.

Dopłynęliśmy do niedużego pubu, umiejscowionego gdzieś z boku całego zbiornika. Charakteryzował się tym, że był na granicy głębszej wody. Dno było niżej, a woda wydawała się jakby ciemniejsza, co sprawiało, że nie każdy porządny obywatel tego zbiornika miał ochotę spędzać tutaj wolny czas. Poskutkowało to tym, że miejsce to było idealne do rozmawiania o szemranych interesach, bo jak się z czasem okazało, najczęstszymi klientami były rybki, pochodzące spod ciemnej gwiazdy: a większość tych rybek znałam. 

- Siadaj – podpłynęłam do beżowej muszli, leżącej prostopadle na kilku kamieniach, całość współgrała jako stolik. – A teraz przejdziemy do konkretów. W zamian za to, że pomogę ci wyhodować te rośliny, ty masz wykonywać moje polecenia. Będę potrzebować kilku informacji, które należy wyciągać od zwykłych koi. Twoim zadaniem jest szukanie informacji, w jaki sposób, mi to obojętne. Ważne jest, abyś dostarczył mi to, co chce wiedzieć. 

<Leon?>

14 października 2022

Od Leona CD. Valii - "Świat ginie w wodorostach" Cz.4

Grzybień biały, a grzybień niebieskie. Grzybień niebieskie, a grzybień biały… niech to piorun trzaśnie! Nie ma różnicy pomiędzy sadzonkami, więc skąd mogłem wiedzieć, które sadzę? Dostałem informacje, że moje lilie są już do odbioru, leżą zapakowane i czekają przed budynkiem handlarza, dlaczego więc obok nich musiały stać te same rośliny, ale inne? Niech ktoś mi powie, jak można mieć takiego pecha, aby posadzić sobie kwiatki i nieświadomie naprzykrzyć się mafii? Albo chociaż chciałbym wiedzieć u  kogo zamówili te nielegalne rośliny? Czyżby mój stary znajomy sprzedawca miał swoją druga, mroczną stronę?

- To masz przerąbane – usłyszałem żeński głos, który wyrwał mnie z oszołomienia. Jasna ryba rzuciła mi jeszcze przelotne spojrzenie, po czym skierowała się w tą samą stronę, co pozostali. Poderwałem płetwy do góry i ruszyłem za nią, uświadamiając sobie, że ta trójka się znała.

- Znasz ich? Ty też jesteś w mafii? – nie mam pojęcia, czemu o to pytałem. Być może po to, aby zrozumieć, dlaczego stała bezczynnie i nic nie zrobiła. Musiałem w końcu na kogoś zrzucić winę, że mnie dorwali.

- Ja? Nie rozśmieszaj mnie – zatrzymała się, odwróciła i zaśmiała mi się prosto w pysk. – To, że nic nie zrobiłam, nie oznacza, że jestem jedną z nich – dodała.

- Ale to, że z nimi rozmawiałam, oznacza, że ich znasz – powiedziałem to równie uszczypliwie jak ona. Między nami zapanowała chwila ciszy, podczas której mierzyliśmy się wzrokiem. Mój strach już minął, a na jego miejscu pojawiła się złość.

- Nawet jeśli kiedyś do nich należałam, to co? Doniesiesz na mnie? – zapytała po chwili. Teraz to ja milczałem, próbując wszystko przetworzyć. Czy był to zbieg okoliczności? Dwóch członków mafii mnie goniło, a ja wpadłem na ich byłego członka. Czy to nie podejrzane?

- Czyli pomagałaś im mnie złapać? – kontynuowałem, a ta znowu parsknęła śmiechem.

- Po prostu jesteś zbyt wolny i słaby, aby uciekać, nawet nie musiałam interweniować, a byłam tu przypadkowo – wyjaśniła.

- Zgaduje, że z tobą również było coś nie tak, skoro nie należysz już do mafii. Poległaś na jakimś zadaniu? – zmarszczyła brwi, a w jej oczach ujrzałem coś na wzór ognistych płomieni zwiastujących wściekłość.

- Sama odeszłam i nic ci do tego. Chcesz dostać w nos, że mnie denerwujesz? – zapytała ostro, co sprawiło, ze przeszły mnie dreszcze, a słysząc pytanie, czego chce, ogarnął mnie jakiś dziwny spokój.

- Czego chce? – mój głos był już spokojny. Odsunąłem się od samicy, na moment się zamyśliłem i zaraz do niej podskoczyłem, łapiąc ją za płetwy. – Pomocy! – to zabawne, że już drugi raz ją o to proszę.

- Co? – zapytała oszołomiona nagłą zmianą.

- Potrzebuje twojej pomocy. Należałaś do nich, więc znasz się na nielegalnych sprawach, a ja tych kwiatów nie wyhoduje bez twojej pomocy. Nie mam pojęcia jak mam je ukryć! 

- To nie moja sprawa! – wykrzyknęła i zaczęła odpływać, więc ruszyłem za nią.

- Proooszę! Bez ciebie zginę, jak kryl połykany przez wieloryba, nie mam cienia szansy na przeżycie! Zrobię co tylko zechcesz! Ugotuje ci, zrobię pranie, wysterylizuje zwierzaka, zajmę się chorą ciotką której nienawidzisz, zakopię nawet trupa, jeśli jakiegoś będziesz miała! – z moich ust znowu wypłynął wodospad słów i nie mogłem tego zatrzymać. Być może też temu, aby nie usłyszeć od niej odmowy.

<Valia?>

13 października 2022

Od Valii CD. Leona - "Świat ginie w wodorostach" Cz.3

Jak najłatwiej i najszybciej zyskać skądś informacje? Pytając innych, ale w taki sposób, aby nie zrobiło się to podejrzane. Więc zamiast ciągle kogoś pytać, wystarczy uważnie słuchać i obserwować świat wokół. Dla mnie nie było to trudne zadanie, mogłam to porównać do oddychania: robisz to, bo musisz, chociaż nawet nie skupiasz się na tym, bo jest to samoczynne. Moja profesja była idealna dla mnie, problem jednak czasami leżał w tym, że ryby nie chciały mówić. Nic, a nic.

Przepływając kanionem między uliczkami, by jak najszybciej dotrzeć do magazynów, gdzie miały miejsce wszystkie kradzieże, ni stąd ni zowąd zostałam znokautowana przez jakąś ciemną rybę, która postanowiła wpłynąć na mnie bez uprzedzenia. Nie wiem co było dziwniejsze: jej niekulturalne zachowanie, czy może słowa „Pomóż mi!” wypadające z jej ust. Nie wiedząc o co chodzi, spojrzałam w ciemnofioletowe oczy przerażonego koi, który tylko wskazał na dwójkę innych ryb, które pokazały się na wejściu do alejki. Zmierzyłam wzrokiem dwie ciemne rybki: jednego o granatowych łuskach i drugiego o zgniłozielonych. Ich wygląd sprawdzał się jako kamuflaż: dlatego ci dwaj bracia zawsze pracowali jako szpiedzy.

- Carol i Coral? – zapytałam, patrząc na zmęczone ryby. Carol, czyli ten o granatowych łuskach, podpłynął do mnie i spojrzał na nieznajomego.

- Witaj Val, jak życie mija? – zapytał Coral, który szybkim i zwinnym ruchem ogona, znalazł się tuż za obcą, wystraszoną rybką. Samiec nie miał już gdzie uciekać.

- Powoli, a wam? Po co go ścigacie? – zapytałam, odpływając od nieznajomego, który posłał mi tylko błagające spojrzenie. Był to zabawny widok. 

- Jak chcesz się dowiedzieć, to możesz zostać – zaoferował Carol, który znalazł się obok brata. Razem przycisnęli czarną rybkę o fioletowych krawędziach na łuskach do kamiennej ściany.

- Strasznie szybko pływasz, wiesz? – rybka pokiwała głową.

- No pewnie, w końcu każdego dnia ktoś mnie goni – zaśmiał się. Słysząc to, uśmiechnęłam się rozbawiona.

- Więc dziwne, że wpakowałeś się w niezłe kłopoty.

- Kłopoty? Jakie znowu kłopoty. Ja jestem grzecznym ogrodnikiem, sadzącym kwiatki – wyjaśnił. Zaczęłam się zastanawiać, czego chcieli od ogrodnika. Coral i Carol byli członkami mafii, do której należałam, dlatego znałam tych dwóch bliźniaków. Nie rozumiałam jednak, co ogrodnik mógł zrobić na przekór mafii. Ciekawość zmusiła mnie do pozostania w tym miejscu.

- Wiesz co posadziłeś za domem tego starca? – robiło się coraz ciekawej.

- No oczywiście, grzybień biały, lilie wodną, nenufar… - zaczął wymieniać. Kiedy te dwie pierwsze nazwy znałam, pierwszy raz w życiu słyszałam o tej trzeciej roślinie. Samce nagle wybuchły śmiechem.

- Słyszałeś to braciak? Koleś myśli, że posadził lilie – śmiali się dalej, a nieznajoma mi rybka patrzyła się tylko nic nierozumiejącym wzrokiem. Jedyne co jej pozostało, to czekać. Gdy w końcu oboje się uspokoili, zaczęli mu wszystko wyjaśniać.

- Posłuchaj stary. Nie posadziłeś grzybieni białych, tylko niebieskie – stałam pod ścianą, kompletnie niczego nie rozumiejąc. Jaka to była różnica, nie licząc koloru? – One były nasze, a ty zmarnowałeś dobre pąki, więc teraz musisz za to zapłacić – Carol przycisnął płetwą nieznajomego do ściany i lekko poddusił. Tamten zaczął wymachiwać płetwą ogonową.

- Pąki były bardzo podobne, skąd miałem wiedzieć, że to wasze? Grzybień to grzybień, co on robił w takim razie u sprzedawcy? Posłuchajcie, ja je mogę wykopać i wam oddać, posadzę tam drugie – próbował się jakoś uratować, ale oni byli nieugięci. Gdy już myślałam, że Carol udusi samca, jego brat go powstrzymał.

- Mam lepszy pomysł, niż dobicie go – uśmiechnął się. Znałam ten wyraz twarzy i wiedziałam, że nieznajomy wpakował się w poważne tarapaty. – Zamiast je wykopywać, wyhodujesz je nam – powiedział. Czarna ryba aż pobladła.

- Ja? Ale to nielegalne, ktoś mnie nakryje. Po za tym w tym domu ktoś mieszka, od razu zauważy, że coś nie gra, to się nie uda – z ust ofiary wyciekł potok słów.

- Coś wymyślisz – Coral poklepał go po plecach. – I nawet nie próbuj się z tego wywinąć, bo źle skończysz – zagrozili mu. Nieznajoma rybka tylko przełknęła gulę w gardle, kiedy jeden z jego oprawców go puścił. Coral i Carol posłali mu mordercze spojrzenia, a ten drugi nadepnął jeszcze nieznajomemu na ogon, aby wiedział, z kim ma do czynienia. Chociaż on sam tego jeszcze nie wiedział do końca, ja wiedziałam, że już po nim. Jeśli mafia go nie wykończy, zrobi to wojsko. 

- Hej – zatrzymałam bliźniaków, nim opuścili to miejsce. – O co chodzi z tymi grzybieniami? – zapytałam. Byłam ciekawa, dlaczego te kwiaty były nielegalne.

- Bo mają właściwości psychoaktywne – wyjaśnił krótko Coral, po czym razem z bratem odpłynęli z tego miejsca. Nim i ja stąd zniknęłam, spojrzałam na nieznajomego, który patrzył na mnie z niewiedzą w oczach.

- To masz przerąbane – stwierdziłam i ruszyłam za bliźniakami.

<Leon?>

Od Leona CD Valii - “Świat ginie w wodorostach” Cz.2

- Czy ja jestem dostawcą? Jestem ogrodnikiem – mamrotałem niezadowolony pod nosem, kiedy przepływałem obok mostów. Coraz częściej moim zadaniem jako ogrodnik nie było sadzenie i opiekowanie się roślinami, ale również przenoszeniem ich z miejsca na miejsce. Dlaczego? Pracowników nie było? A może taniej było płacić ogrodnikowi za to, niż oddzielnemu pracownikowi? Cały poranek przez to pływałem naburmuszony. W południe popłynąłem do sprzedawcy, który miał dla mnie paczuszkę świeżych pąków grzybienia. Ktoś sobie zażyczył, aby mu je posadzić na posesji, więc wziąłem tą robotę od płetwy. 

Sprzedawcy nie było, ale zamiast tego, znalazłem drewniane skrzynki na tyłach. Byłem jego częstym gościem, dlatego stwierdziłem, że zostawię mu na liściu notatkę i wezmę odpowiedni towar. Obejrzałem pakunki ze wszystkich stron i moje rybie oczy zatrzymały się na jednym z nich, który z boku miał wydłubaną literę „G”. G jak grzybień, pomyślałem. Otworzyłem pudełko i zajrzałem do środka. Znalazłem w niej młode pąki grzybienia, dlatego twierdząc, że to paczuszka dla mnie, zamknąłem ją  powrotem, chwyciłem w obie płetwy i ruszyłem w stronę zamawiającego.

Richard, mój nowy zleceniodawca, był starym wdowcem, mieszkającym za mostami. Mimo, że przepływałem tamtędy kilkukrotnie, widziałem go tylko dwa razy, w tym ostatni, gdy chciał się ze mną zobaczyć i poprosić o posadzenie grzybieni z tyłu jego domu. Był bardzo tajemniczy, prawdopodobnie był to wynik utraty swojej żony, która rzekomo popłynęła za daleko i się zgubiła (tak sądził, chociaż reszta mówi, że musiało się coś z nią stać). 

Mając grzybienie, popłynąłem do jego domu. Ponieważ nie chciał mi otworzyć bramy, co oznaczało, że prawdopodobnie go nie było, popłynąłem nad wodorostowym płotem i skierowałem się do jego ogrodu. Już wcześniej dostałem od niego konkretne wytyczne, gdzie mają zostać posadzone kwiaty, dlatego bez zbędnych ceregieli, odłożyłem skrzynkę na ziemię i rozejrzałem się po raz drugi po jego ogrodzie. Tak jak wcześniej zauważyłem, był on zaniedbany. Po utracie żony koi popadł w coś rodzaju depresji (psychologiem nie byłem, więc nie mogłem konkretnie określić, czy to była na pewno ona, ale nie wyglądał też na kogoś, kto jej nie ma na pewno), dlatego jego ogród wyglądał, jakby nikt nie zachodził tutaj od wielu miesięcy. Pomimo tego, że była już jesień, ogród wyglądał gorzej, niż powinien. Żadnego sprzątania, przycinania kwiatów czy ich przykrywania, by nie zmarzły. Widząc to, aż chciało mi się płakać. Tyle dobra zmarnowanego.

Po kolejnych chwilach marudzenia pod rybim nosem, zająłem się pracą. Wykopałem dziury i wsadziłem w nie pąki grzybieni, po czym delikatnie zakryłem ziemią. Całość zajęła mi może nie całą godzinę i kiedy było już po wszystkim, zamknąłem pustą skrzynie. Zabrawszy ją w płetwy, ruszyłem z powrotem do sprzedawcy, aby mu ją oddać.

Podczas drogi powrotnej czułem na sobie czyjś wzrok. To dziwne uczucie obserwowania, opisywanego w filmach jako coś, co kazało ci się ciągle odwracać do tyłu i sprawdzać, czy ktoś za tobą nie płynie, towarzyszyło mi równie uparcie, jak uparcie trzymająca się pijawka. Nikogo niestety za sobą nie zobaczyłem, dopóki nie dopłynąłem do miejsca. Tam zastałem Richarda w zaskakująco dobrym humorze. Zabrał ode mnie pustą skrzynię i kiedy mówił coś o jakimś weselu swojej kuzynki, w wypolerowanej muszli, która stała naprzeciwko mnie, zauważyłem ciemną rybę, uważnie mi się przyglądającą. Był to ułamek sekundy. Zauważyłem go, nasze spojrzenia się skrzyżowały i chociaż po chwili ukrył się za kamieniem, wiedziałem, że nic mi się nie przydarzyło. To był on, to ciągłe uczucie obserwowania i dreszcze przechodzące po grzbiecie. Gdy tylko Richard przestał mówić, opuściłem jego sklep i ruszyłem do domu. Gdy się odwracałem za siebie, ciemna ryba porzuciła swój tryb incognito. Wiedziała, że została demaskowana, dlatego płynęła za mną, niby jako zwyczajna rybka, podążająca w tym samym kierunku. Ignorowałem to, chociaż po każdym skręcie odwracałem głowę, by zobaczyć, że on również skręcił w tą samą stronę. Gdy obok niego pojawiła się kolejna ryba, równie ciemna jak on, ogarnęła mnie początkowa panika i zacząłem płynąć szybciej. Oni również przyspieszyli, dlatego po krótszej chwili zacząłem uciekać. Gnałem przed siebie ile sił w płetwach, ale nieznajomi się nie oddalali. Pływali równie szybko co ja. W mojej głowie zrodziły się potworne wizję porwania i rąbania na kawałki, które zmusiły mnie do zmiany kierunku. Chciałem znaleźć jakiegoś strażnika, który mógłby mi pomóc, nim zostanę obezwładniony, ale jak na złość nie potrafiłem żadnego odnaleźć. Zamiast tego, gdy ostro skręcałem w jakąś kamienną uliczką, wpadłem na jasną rybę. Gdy się zatrzymałem, straciłem nagle siły do ucieczki, dlatego schowałem się za jasną rybą, mając nadzieje, że przy świadku nie zrobią mi żadnej krzywdy.

- Pomóż mi! – krzyknąłem, a po chwili pojawili się.

<Valia?>

30 września 2022

Od Valii - "Świat ginie w wodorostach" cz.1

Moja praca była prosta: słuchać, obserwować, zapamiętywać i donosić. Nie chwaląc się, niektóre sprawy zostały utajnione właśnie przeze mnie, chociaż ja byłam tylko nic nie znaczącym informatorem. Mój szef, starsza ryba o siwych wąsach sprzedawał informację kolejnym rybom za dwa razy większa cenę, niż ja od niego dostawałam. Czasami przez moją rybią główkę przechodziły myśli, aby zacząć własny interes, przekazywać informacje bezpośrednio i zarabiać więcej, ale do tego potrzebne były kontakty, a je się zbiera latami, więc mając jedynie marne 4 latka nie mogłam sobie pozwolić na rzucenie pracy, wyśmianie szefa i rozpoczęcie własnego biznesu, bo ten rozpadłby się po kilku miesiącach, a może i nawet szybciej, gdyby Romulus, mój szef chciałby dać mi popalić za moje niewdzięczne zachowanie. 

Z samego rana Romulus zaprosił mnie do siebie, aby wyjaśnić mi „ważną” sprawę. Trzymając płetwy, że tą ważną sprawą, nie będzie moja wpadka przy Koralowcu, wyszłam z domu, nakarmiwszy wpierw Pirata. Jeszcze pół roku i ten maluch będzie mógł wrócić do swoich braci, aby atakować i pożerać inne istotki. Droga nie zajęła mi długo czasu, tym bardziej, że przemieszczałam się skrótami, które poznawałam w dziennych czasach, kiedy nikt nie chciał się mną opiekować. To zabawne, że chociaż nie miałam czegoś, co ryby nazywali „kochającą rodzinną”, to wiedziałam o życiu więcej niż ci, którzy w takich rodzinach się urodzili. I wcale, jakby się mogło wydawać, ryby takie jak ja, nie chodziły wiecznie nadąsane, nie każdy był pesymistyczny i nie każdy mówił, że zaraz przyjdzie śmierć. Widziałam już przed sobą kilka rybek cieszących się życiem takim, jakie dostali od losu. Ja za to należałam do tych obojętnych istot. Posiadanie rodziny, nie posiadanie – co za różnica. 

- Cześć, jestem – oznajmiłam Romulusowi, kiedy pojawiłam się przed jego domem, a on akurat bawił się w ogródku sprzątając przed nadchodzącą zimą. Przez moment mnie ignorował. Cierpliwie czekałam, aż w końcu raczy na mnie spojrzeć. Gdy to zrobił, przywitał się kiwnięciem głowy. 

Romulus miał 20 lat. Wychował się na farmie wodorostów, gdzie jego rodzice zaginęli, gdy on miał zaledwie pięć lat. Wszyscy mówią, że zgubili się w wodorostach i dostali zawału, ponieważ oboje przechodzili przez tą samą chorobę serca, ale ich syn nie wierzył, że mogliby się zgubić na własnej farmie. Mówił, że zostali zabrani przez trupy. Gdy zapytałam, czy to jakaś zagadka, opowiedział mi historię tego miejsca.

Wodorosty wyrosły na gruzach starego zamku, zbudowanego z muszli. Podczas balu, jaki zorganizowała tam bogata rodzina, doszło do tragedii. Ktoś przyprowadził rekiny, które wpadły do zamku. Nie tylko rzuciły się na tańczących, ale nieświadomie od środka burzyli budowlę. Wszyscy zostali pogrzebani w tamtym miejscu, nawet rekiny. Niektórzy już pożarci, a niektórzy jeszcze żywi. Ci, którzy nie zostali pożarci przez wrogów, co noc budzą się ze świata zmarłych i wędrują między wodorostami, w mrocznym tańcu, przy dźwiękach słabej muzyki. 

Gdyby nie powaga, z jaką Romulus opowiadał mi tę historię, uznałabym, że ze mnie żartuje. Widziałam jednak w jego oczach, że wierzył w tę historię i wierzył w to, że jego rodzice nie zauważając późnej pory, nie zdążyli wrócić do domu i zostali zabrani przez martwych. Wtedy cała mroczna atmosfera została zdmuchnięta jego podsumowaniem: Może gdyby byli mądrzejszymi rodzicami, poszedłbym ich szukać.

Po ich zaginięciu przeprowadził się w te tereny, a następnie dołączył do stada. Tylko tyle wiedziałam o jego życiu, nie trudno jednak się było domyślić, że potem łapał się każdej możliwej roboty, która pozwoliła mu na gromadzeniem kontaktów, które w tej chwili wykorzystuje.

- Więc co to za ważna sprawa? – zapytałam, kiedy wpuścił mnie do środka. 

- Słyszałaś o kradzieżach w magazynach? – pokręciłam głową. – Nic dziwnego. Od dwóch miesięcy we wszystkich magazynach znika jedzenie. Sprawa nie jest nagłaśniana, aby nie stwarzać paniki, w końcu wkrótce przychodzi zima i o jedzenie będzie ciężej znaleźć. Ktoś prawdopodobnie zabiera jedzenie z naszego stada i sprzedaje dalej.

- I co z tego? Nie jestem śledczym – po tych słowach samiec uderzył mnie w łeb ogonem.

- Nie przerywaj – zażądał.

- Nie ma żadnych śladów, nikt nic nie wie, nikt niczego nie widział. Masz pojęci ile będzie kosztowała jakakolwiek ważna informacja na ten temat? – wtedy zrozumiałam o co chodziło.

- To brzmi jakbym miała się bawić w detektywa.

- Prawie. Masz jedynie pilnie słuchać i obserwować wszystko, co się dzieje przy magazynach, a jeśli dowiesz się czegoś, co można dobrze sprzedać, zapłacę ci podwójnie – po tych słowach uśmiechnęłam się i od razu skinęłam głową, zapewniając, że na pewno się czegoś dowiem. – A oprócz tego, dowiedz się kto jest kochankiem sklepikarza na końcu rafy. Teraz ty – słowa na końcu zdaniu oznaczały, że teraz była moja kolej podzielić się jakimiś informacjami.

- Nauczycielka ze szkoły podstawowej sprzedaje nielegalnie jakieś lekarstwa. Mówi, że to specjalne ziółka pozwalające zwalczać dolegliwości związane z przepracowaniem. Jej znajomy zażył więcej niż powinien i wylądował u lekarza, niby ze złamanym ogonem. A oprócz tego Marina, ta sprzątaczka, chodzi na jakieś walki rekinów – Romulus pokiwał głową.

- Zobaczę, czy komuś się to przyda. A teraz wynocha – ponaglił mnie płetwą. Pożegnawszy się wyszłam z jego mieszkania.

<Leon?>