9 stycznia 2022

Powitajmy Taflę!

Powitajmy nową samicę w ławicy - Taflę!

Jako pierwszego Szamana przychodzi nam powitać Taflę, tęczową rybkę o głowie często wiszącej w chmurach. Jest też dumną pierwszą homoseksualistką.

Do pełnego formularza Tafli możecie szybko dostać się tędy: =KLIK!=

3 stycznia 2022

Od Tenebrae'a - "Pora umrzeć"

Gdyby Brae zastanowiłby się nad tym, nie wiedziałby, jak się tu znalazł. Nie mógłby dowiedzieć się też, co on tu w ogóle robi i dlaczego robi to, co robi. Nie zdawał sobie sprawy z niczego. A jedyne, czego był pewny, to tego, iż powinien natychmiast odejść z tego miejsca, zanim stanie się coś strasznego, czego będzie w cholerę żałował. Albo wprost odwrotnie; zostać tutaj i czekać na nieuniknione, samotnie gnijąc od środka. Uświadomił sobie, że żera go stres. A przecież on nie czuje stresu, nieprawdaż?

Dookoła niego znajdowało się pełno przeźroczystych ryb. Duchy – uświadomił sobie. Gdy spróbował jednego dotknąć, ten przepłynął przez jego płetwę, nie zwracając na niego nawet najmniejszej uwagi. Jitong obserwował to wszystko ze zdziwieniem. Czy jest to jakiś znak od Smoków? Wizja, którą musi zinterpretować? 

Dookoła zbiornik wyglądał jak zawsze. Poprawa. Wyglądał tak do chwili, gdy oczom Tenebrae nie ukazało się całkiem obce miejsce. Okręcił się dookoła, z trwogą obserwując całkiem obcą rybę. Wyglądała dziwnie, jednak swojsko. Brae bez problemu mógłby uwierzyć, że jest to członek ławicy. 

Generalnie pod wodą panuje cisza. Ta jednak była innego rodzaju; sprawiająca, że chcesz nieruchomo patrzeć w oczy zagrożeniu, wiedząc, że go nie powstrzymasz. Cisza, nie, którą się słyszy. Taka, którą się czuje. Nie brak dźwięków, lecz ich przytłumiony nadmiar, ściskający i duszący cię w środku. 

Koi spojrzał na Brae. Wydawał się zapraszać, by ten podszedł i mu pomógł. W czym jednak? Jitong nie mógł się ruszyć. Musiał jedynie patrzeć, jak nieznajomy przecząco kiwa głową, w geście niedowierzania. Po chwili obcy przeskoczył przez wodospad, pozostawiając Tenebrae samego sobie. Samiec doskonale wiedział, iż nie chciał tego. Chciałby to zrobić razem z nim. Ale nie mógł.

Pierwotny Koi No Ryuu – przeszło mu przez myśl, zanim obraz się zmienił. 

Tym razem był ponownie w ławicy. Coś się zmieniło. Coś uspokoiło. Dlaczego więc Brae czuł tak ogromne rozczarowanie swoją postawą? 

Duchy nadal pływały obok niego. Dało się dojrzeć integracje między nimi, jednak nikt nie zwracał uwagi na Brae. Sam Jitong nie wiedział, co ma sądzić o tej sytuacji. Czuł, że nie jest to rzeczywistość. I cieszyło go to.

Jego ciało same popłynęło w stronę jego mieszkania. Brae, niemal znudzony, zajrzał do jego środka. Nic go już nie obchodziło. Skąd wzięła się w nim ta obojętność?

Ale od tego, co zobaczył, niemal przeszył go piorun.

To był on. Martwy.

Czyli to on jest duchem? Reszta żyje i ma się dobrze?

Nagle czuł, jak otoczenie faluje. Cały obraz, jaki powstał w jego głowie zaczął się łamać, ustępując miejsca rzeczywistości. Nieobecny wzrok Jitonga spoczął na kompletnym obcym koi. Nie znali się. 

– Hej? Jitongu? Wszystko w porządku? – spytał jego klient. Brae przypomniał sobie, o czym właściwie rozmawiali. O ile nie zmyślił sobie tej rozmowy. Jakakolwiek była, fałszywa czy prawdziwa, nie chciał jej kontynuować. 

– Nie. Przyjdź jutro – powiedział i automatycznie odpłynął.

<Koniec>

Powitajmy Aurę!

Powitajmy nową samicę w ławicy - Aurę!

Piękna i gadatliwa Aura dołączyła do nas, zasiadając na miejscu Medyka. Jest dość dziecinna, ale potrafi dobrze wykonywać swoją pracę.

Pełny formularz Aury przeczytajcie tutaj: =KLIK!=

2 stycznia 2022

Od Nirimi - "Ludzka plaga powraca" (wyzwanie)

Oh, ludzie. Nirimi nigdy nie rozumiała tych dziwnych stworzeń lądowych. Zawsze jednak sądziła, że są niegroźne i głupie, poza tym żyją na powierzchni. Dziś niestety straciła oba te przekonania. 

Gdy rano opuściła swój domek i zaczęła szukać jakiś ciekawych błyskotek zobaczyła, naprawdę dziwny widok. Piątka ludzi pływała przed nią w wodzie. Dwójka dorosłych i ich trójka młodych. Każdy z nich miał na twarzy dziwną kolorową maskę. Koi początkowo zaczęła po prostu dyskretnie chichotać, bądź co bądź wyglądali dość śmiesznie. Cały jednak nastrój ten minął, gdy zobaczyła, że młodsze z młodych, samica podnosi z dna Zbiornika złotą, błyszcząca bransoletkę. Karpica ostrożnie podpłynęła bliżej. Młode z zachwytem wyciągnęło ku niej obie przednie kończyny, tym samym wypuszczając z nich pożądany przedmiot. Młoda koi tylko na to czekała. Szybkim unikiem umknęła przed ludzkimi łapami i złapała bransoletkę. Młode wydało dziwny dźwięk i próbowało ją pochwycić. Nirimi uciekła i schowała się w kępie wodorostów. Karpica uznała, że musisz jakoś odgonić te potwory od jej domu i tych przedmiotów. Przecież jak tak dalej pójdzie pojawi się tu więcej dwunogów a Zbieracze stracą zajęcie. Tylko jak przekazać im, że ich tu nie chce? Może gdy przeniesie im parę rzeczy przestaną się tu kotłować? Wyjrzała więc ze swojego schronienia. Młoda samica zdążyła już odpłynąć. Jednak teraz przed nią w wodzie unosiła się drugie, starsze młode, również samica. Jej rude włosy rozpływały się w wodzie za nią a na jej piegowatej twarzy spoczywały zielone okulary. Biało-czarna koi wzięła w zęby (fu!) bransoletkę i oddała ją ludzkiej istocie. Tamta z zafascynowanie spoglądała na rybkę wydawał się... uśmiechać? Cokolwiek znaczył ten grymas, wyglądało na to, że jej się spodobało. Młode nie odpłynęło jednak, tylko cały czas patrzyło na uczennicę. Czarno-biała koi czekała aż ta może zniechęci się i uzna, że nie ma tu już więcej przedmiotów. Nadzieje te były jednak złudne- zamiast tego teraz próbowała pochwycić Nirimi. Karpica umknęła przed jedną łapą, jednak druga prędko ją pochwyciła. Koi poczuła, że traci dech. Musiała zmienić taktykę. Natychmiast otworzyła pyszczek i wbiła swoje ostre jak igiełki ząbki w skórę oprawcy. Ta odruchowo ją wypuściła jednak najwyraźniej ten jasny przekaz jej nie zniechęcił. Nirimi ugryzła więc drugi raz tylko o wiele, wiele mocniej. Włożył w to całą swoją siłę. Samica zaczęła odpychać od siebie rybkę i uciekać w stronę jej rodziców. Sprawa jednak nie została załatwiona. Teraz ku niej płynęli wszyscy ludzie. Najpierw zaczęła od najmłodszej dwójki. Zabrała z ich rąk błyskotki, uniknęła ich by nie dać się złapać i silnie ugryzła. Następna była ta ruda, którą już wcześniej ugryzła. Ona jednak była mądrzejsza i zrobiła pierwszy ruch. Złapała karpicę tak szybko, że ta nawet nie zdążyła się zorientować. Rybka szarpała się i wiła, to też trudno było ją utrzymać. Już myślała, że jej się udało uciec i zaraz zatopi w niej swoje białe i ostre jak szpilki ząbki, gdy z pomocą swojemu młodemu podszedł najstarszy z ludzi, samiec. Złapał ją i ścisnął tak mocno, że spojrzenie zrobiło jej się mgliste. I byłby to za pewne koniec Nirimi gdy na pomoc przyszła jej druga najstarsza, matka młodych i zaczęła coś pokazywać jej oprawcy. Ten przez chwilę słuchał po czym wypuścił karpicę i podpłynął bliżej by również żwawo gestykulować. Mała zrozumiała ze to jest jej szansa! Podpłynęła do srebrnego kolczyka, który leżał obok i zabrała go tak by wszyscy ludzie widzieli, że to robi. Potem ukryła zdobycz w tej samej kępie wodorostów która już służyła jej za schronienie. Ludzka para znów zaczęła porozumiewać się mową gestów. Młode w tym czasie rozglądały się, ale, gdy któreś z nich znalazło coś ciekawego, Nirimi zabierała im to sprzed nosa. Wreszcie zapadła decyzja. Ludzie podpłynęli bliżej powierzchni i wyszli z wody. Nareszcie! Teraz koi wyjęła część skarbów z kryjówki i porozrzucała je to tu, to tam. W końcu zbieracze muszą mieć co znajdywać no nie? Srebrny kolczyk zostawiła jednak i razem z nim popłynęła do domu. 

<Koniec>

1 stycznia 2022

Podsumowanie grudnia


Kochane rybki!

To już kolejny rok, rok 2022, stare rzeczy pozostały z tyłu, a nowych wypatrujemy z niecierpliwością. Koi Paradise istnieje już okrągłe sześć miesięcy. Sześć miesięcy, podczas których zdążyło już się co nieco wydarzyć, kilka nowych twarzy zawitało do naszej ławicy, jedna z nich zaledwie parę dni temu. Chciałabym podziękować Wam, kochani, za bycie częścią tego bloga, za udzielanie się na nim i pisanie opowiadań, nawet jeśli tematyka Koi Paradise wcale taka prosta nie jest - bo przecież kto na co dzień pisze z perspektywy ryby?

Dziękuję, Feliksie, za bycie wsparciem podczas zakładania tego dziwacznego bloga. Bez Ciebie pewnie nigdy nie miałabym odwagi go otworzyć.

Dziękuję, Romelle, za bycie pierwszą nową twarzą w ławicy. Dałaś mi nadzieję, że Koi Paradise jednak nie będzie absolutną klapą, czego obawiałam się przy zakładaniu.

Dziękuję, Tenebrae, za długie opowiadania na poziomie, zwiększające ilość gwiazdek na naszym blogu (jak w restauracji) i za nowe serie między rybkami.

Dziękuję, Nirimi, za aktywność, jaką wprowadziłaś na bloga już w pierwsze dni od swojego pojawienia się. Dzięki Tobie w grudniu mieliśmy dwa razy więcej opowiadań niż w jakimkolwiek poprzednim miesiącu.

A teraz, po tych miłych słówkach na Nowy Rok, przejdźmy do właściwego podsumowania. Ten grudzień był niesamowicie owocny, szczególnie w porównaniu do poprzednich miesięcy. Odbyło się również pierwsze w historii Koi Paradise wydarzenie, wraz z którego końcem pojawiły się nowe strony na blogu. Raczej wszyscy się zgodzimy, że ten ostatni miesiąc w roku był wyjątkowy. Dość dobrze przedstawiają to numerki poniżej.

Ilość słów

  1. Akhifer stanęła na szczycie, napisawszy 1850 słów w 3 opowiadaniach.
  2. Tenebrae jak zawsze wysoko, mając 1542 słowa w 2 opowiadaniach.
  3. Nirimi, nasza nowinka, z wynikiem 1095 słów w 3 opowiadaniach.
  4. Feliks już nie nieobecny, wyrobiony z 535 słowami w 1 opowiadaniu.
  5. Irysahyta, który zaliczył 270 słów w 1 opowiadaniu.

Nieobecności

  1. Romelle wciąż na nieobecności do 1 lutego. 

Bonusy

Tym razem znacznie więcej, ale zacznijmy od standardowego Mistrza Miesiąca, którym ponownie został Feliks po otrzymaniu 4 z 5 głosów. Dyskusji to tu nie ma. Tej samej rybce przysługuje 1 AP za wydarzenie oraz 1 AP i 10 pereł za posiadanie Kwiatu. Tenebrae również otrzymuje bonus 1 AP za wydarzenie, a Akhifer otrzymuje 2 AP.

Podsumowanie dłuższe niż jakiekolwiek dotychczas, co nie? Nie wiem, jak Was, ale mnie niezmiernie cieszy, że Koi Paradise tak się rozwija. Spójrzcie na to! Na obecną chwilę mamy tyle rybek, że nie starczy miejsca na podsumowaniu i gdy wróci Romelle przyjdzie czas na rywalizację o miejsce. Bo miejsc jest tylko pięć, tylko wcześniej nie było więcej niż 5 rybek. Jeszcze raz dziękuję Wam za czas, który wkładacie w Koi Paradise i życzę Wam oficjalnie Szczęśliwego Nowego Roku!

~ Akhifer


31 grudnia 2021

Od Akhifer - "Podczas tamtych sezonów jest słońce" cz.2

– Znowu nie spałaś? Wykończysz się. 

– A daj mi spokój. Widziałeś? Udało mi się opanować bunt. To duży sukces, patrząc na naszą obecną sytuację. Nie kojarzę tak złej zimy. 

– Po prostu nie żyjesz tak długo, by pamiętać. Spójrz. Widzisz? Koi pływają w mroku. Jest tak ciemno, że ledwo cokolwiek widać, a jest już południe. Przynajmniej tak mi się wydaje, twój małż się w pełni otworzył. 

– Faktycznie. Jest taki śliski i obrzydliwy. Tak właściwie pod tą skorupą jest tylko surowe mięso, co nie? One nie mają skóry ani ości. 

– Nie. Są mięczakami, choć z tego, co słyszałem od naszych kolegów ze Słonej Przestrzeni, nawet mięczaki potrafią być niebezpieczne. 

– Słona Przestrzeń się z tobą skontaktowała? 

– No. Było to tuż przed tym, jak Zbiornik zamarzł na stałe. 

– Dlaczego mi nie powiedziałeś? 

– Byłaś zajęta segregowaniem zapasów. 

– A. No tak. 

– Podobno prądy w Słonej Przestrzeni się zmieniają. Robi się zimniej, niektóre części ich rafy koralowej zaczęły obumierać i stworzenia stamtąd szukają nowego schronienia. Dla nich to oznacza większą ilość drapieżników. 

– Są w niebezpieczeństwie. 

– Dokładnie tak. 

– Napisali, jak szybko postępują zmiany? 

– Na razie nie tak szybko, by nie mogli się przygotować. Ale podejrzewają, że wkrótce się to zmieni i jedyną nadzieją dla nich będzie ucieczka. Wtedy stracimy z nimi kontakt. 

– Niech to sum... 

– Też tak myślę. 

– Będziemy musieli poczekać do wiosny, żeby dowiedzieć się więcej. To za długo. Martwię się. 

– Ta, nie tylko ty. Hej, zobacz! Koi zapaliły światła. Te świecące glony na patyku to jednak dobra rzecz. 

– Ludzie tak nagrzebali w Zbiorniku, że chyba przez setki lat to się nie wyleczy. 

– Ale czy musi? Daj spokój, Akhifer, tak jak jest jest całkiem dobrze. 

– Po prostu modlę się do Pierwotnego, żeby te zmiany nie przeszły na naturalną faunę tego miejsca i nie stały się naszym wrogiem. 

– Już przechodzą, ale to trochę zajmie, zanim staną się dla nas niebezpieczne, wiesz? 

– Niby tak... No dobra, dzięki za rozmowę, ale muszę już wracać do swoich obowiązków. 

– Jasne. Do zobaczenia, Akhifer. 

– Do następnego, Lyndi. 

<CDN>

Od Irysahyty - "Gość w dom, Ryuu w dom" cz.1

– A co ja jestem, hotelarz, żeby pokoje rozdawać? – Irek z poirytowaniem machnął płetwą. Nie lubił, kiedy ktoś nachodził go w jego przytulnej norce, budził w środku nocy i domagał się jakichś pokoi dla swojego braciszka, któremu zawaliło dom. Może i w normalnych warunkach przyjąłby biednego osobnika z otwartymi płetwami, ale na siedemnaście karpi dużych i małych, nie jeśli przychodzą po ciemku i wybudzają go z zasłużonego snu! Zresztą bądźmy szczerzy, komu by się podobało takie nocne nachodzenie? No chyba nikomu.

– Irek, proszę! – Koralowo różowa samica mówiła już załamanym głosem. Pewnie gdyby nie było tu wszędzie wody, po jej policzkach spływałyby smutne łzy. – Mordick nie ma gdzie się podziać, mój mąż go nie wpuści, a nikogo poza tobą tak blisko nie znam. Musisz mi pomóc!

Pasiasty koi spojrzał na dryfującego za karpicą karpia. Jego kolory nie były dobrze widoczne o tej porze doby, szczególnie że lód odgradzał więcej światła, ale koleś miał raczej jasną karnację, może nawet białą, patrząc na to, jak się świecił na tle zupełnego mroku. I miał też jakieś ciemniejsze plamki, ale takie nakrapiane, jakby ktoś go popryskał albo się pokłuł wśród cierni. Płetwy grzbietowej w połowie nie było, pozostały tylko strzępki, jakby kiedyś Mordick padł ofiarą ataku drapieżnika i uszedł z życiem, tracąc przy okazji coś tak ważnego. Brak płetwy powodował, że karp kiwał się nieco na boki, ale poza tym miał dość dobrą równowagę. Wzrok spuszczony w dół, żeby nie musieć wdawać się w tą dyskusję, jednak postura kazała trzymać się na dystans i okazywać szacunek. Tylko że o tej godzinie nikt na szacunek nie zasługuje.

– No niech wam będzie, do stu tysięcy sardynek. Niech wpływa.

<CDN>

Od Nirimi - "Niebo płonie ogniem barw, czyli Sylwester!"

Woda w Zbiorniku rozświetlona była ciepłymi barwami zachodzącego słońca. Nirimi z uśmiechem na pyszczku przyglądała się złotym smugom. Dzisiejszy dzień minął jej zwyczajnie i spokojnie. Woda wokół niej miała dość niską temperaturę, jednak jej to nie przeszkadzało. Noc zapadała na świcie ostatnio niezwykle szybko, więc ogniste wodne smugi zaczęły powoli znikać. Karpie wokół niej mówiły sobie dobranoc i szły spać. Nirimi jednak czuła, że coś się wydarzy. I nie myliła się. Usłyszała głośny huk a niebo rozbłysło jasnym zielonym światłem. Ogniki o barwie trawy ułożyły się we wzór pięknej palmy, która rozbłysła na niebie, po czym spadła i zniknęła w mroku. Młoda koi podpłynęła jak najbliżej zmrożonej tafli wodnej, czekała na następne światła. Tym razem była to jasno-fioletowa i złota palma, dość mała, za to kolorowa. Następne rozbłysły razem zielona i czerwona. Błękitny, płomienny wzór, który pojawił się chwilę potem jak dwa poprzednie zgasły by gigantyczny i przepiękny. Potem na raz pojawiły się palmy we wszystkich kolorach. Rozświetlały niebo tworząc piękne wzory i kaskady iskier, spadających ku ziemi.  Teraz na sklepieniu miały swoje miejsce wysokie białe i różowe słupy pojedynczych, za to jasnych i długich snopów iskier. I ona jednak opadły ku ziemi. Nirimi czekała. Czekała aż pojawią się kolejne kolorowe ognie. Pragnęła by niebo płonęło. Nie wydarzyło się jednak nic. Karpica zawiedziona już miała wrócić do domu. Gdy usłyszała najgłośniejszy huk ze wszystkich. Jej wzrok znów powędrował na niebo, a pyszczek otworzył się ze zdziwienia. W górze, były złote, gigantyczne snopy światła. Nad nimi górowały trzy fajerwerki połączone w jedno. Wszystkie złote, pomarańczowe, czerwone, fioletowe i lawendowe. Błyszczały jasnym światłem i oświetlały wszystko wokół. Na jej oczach niebo płonęło ogniem barw i kolorów. Mimo że pozostały na niebie dość długo i one opadły ku dołu. Koi wiedziała, że to był finał. Słyszała głośne okrzyki radości ludzi, którzy otaczali Zbiornik. Czuła się szczęśliwa i spełniona. Oczywiście nie wiedziała, dlaczego ludzie stworzyli te kolorowe światła jednak czuła, że ich obecność to powód do świętowania i radości.

<Koniec>

Od Nirimi - "A gdyby tak... nie istnieć?" (wyzwanie)

Dla Nirimi był to kolejny zwykły dzień. Obudziła się, coś przekąsiła i trochę się pouczyła. Teraz właśnie skończyła czytać tekst o ziołach leczniczych, zadany jej przez nauczyciela ze szkoły. Ziewnęła wypuszczając parę bąbelków z pyszczka i wyjrzała z domku. Jakoś nie zbyt chciało jej się wychodzić, ale, coś jej mówiło, że powinna to zrobić.  No, nie można powiedzieć, że wyszło jej to na dobre. Bo gdy tylko jej tylna płetwa opuściła bezpieczne schronienie świat, który widziała zamigotał i... znów widziała wszystko normalnie. Zaskoczona rozejrzała się. No nie wszystko było już normalnie, tak jak wcześniej. Ale co to było. Wtedy jej wzrok padł na koi, która płynęła prosto na nią. No, nie ślepa jest czy co? Nirimi tak bardzo skupiła się na tym by zrozumieć, dlaczego owa osobniczka płynie prosto na nią, że zapomniała, że ona przecież cały czas tu stoi a zaraz może skończyć się to wypadkiem. Dotarło to do niej na sekundę przed zderzeniem, które o dziwo nie nastąpiło. Druga koi zwyczajnie przez nią przeniknęła i popruła dalej. Nirimi otworzyła szeroko pyszczek i musiała wyglądać dość głupio. Jej umysł cały czas nie potrafił poradzić sobie z tym co to znaczy. W końcu do niej dotarło. Jest niewidzialna i przenikalna. Jak duch... Ale, duchem staje się ktoś kto zakończy swój żywot a ona, cóż cieszy się zdrowiem i młodym wiekiem. Nie, to nie to. A może, w jakiś sposób, jej dusza została odłączona od ciała? Tylko gdzie jest jej ciało? Nikt nie wygląda na jakoś bardzo smutnego, a wtedy wyglądała by na kogoś kto umarł... 

-Na to nie ma logicznego wytłumaczenia!!!- ryknęła nagle, wymawiając ostanie zdanie swojego wewnętrznego monologu na głos. Serce podeszło jej do gardła. Nikt nawet się nie odwrócił, nie spojrzał, machnął płetwą. Wszyscy zachowywali się jak zwykle. Jakby jej tu nie było, jakby nigdy nie istniała. Łzy napłynęły jen do bystrych ślepi jednak otarła je szybkim ruchem płetwy. Nie może się tu mazać jak jakieś dziecko! Co prawda sama nim była i nikt jej teraz nie widzi więc co za różnica, ale, Nirimi zawsze stara się przestrzegać ustanowionych przez nią lub przez kogoś innego zasad a jednak z JEJ zasad brzmi- Zero płaczu. Tak więc uznała, że nie ma się co mazać- musi znaleźć jakieś rozwiązanie, jak powrócić do świata żywych. Poczuła w sobie nową determinację i chęć do działania. Zapłonęło to w niej jak nowy płomień, który wzniecał żar jej serca. Następny widok jednak w sekundę zgasił tę iskrę. Przed nią nauczyciel (ten sam która zadał jej tekst o ziołach) rozmawiał z uczennica w jej wieku. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to ze ona zachowywała się i mówiła zupełnie jak Nirimi! Wyglądem odbiegała od niej lekko, ponieważ plamy na jej ciele miały kolor jasnego błękitu dziennego nieba, a nie mrok nocnego sklepienia. Czarno-biała koi zrozumiała, że jej czas już minął. Ktoś inny zajął jej miejsce na świecie. Nie była już potrzebna. Nie istniała. Tylko dlaczego? Co zrobiła, że zakończyła swe istnienie w tak marny sposób? Przecież chyba zachowywała się dobrze na tym świecie prawda? Karpica popadała w coraz większą histerię. Łzy płynęły z jej oczy całymi potokami. Już nic się nie liczyło. Jej iskra zgasła i już nigdy ponownie nie zapłonie. Przestała istnieć a jej miejsce zastąpił ktoś inny. Ważniejszy. Lepszy. Koi czuła jak z każdym oddechem traci chęć życia. Ale nie, nie mogła umrzeć. Bo już umarła.

<Koniec>

28 grudnia 2021

Od Nirimi - "Świecące poszukiwania" cz.1

Nirimi spokojnie wypłynęła ze swojego domku. Były godziny wczesne, jasna kula słońca jeszcze nie całkiem oświetlała taflę wodę nad nią. Karpica zachwycona przez chwilę obserwowała skałę przed nią w której odbijały się promienie zimowego słońca. Czuła jak zimna woda wokół niej jest lekko za zimna, postanowiła więc płynąć dalej by trochę się rozruszać. Machnęła więc płetwami i zrobiła parę obrotów na rozgrzewkę. Tak, tak lepiej! Ciągle czuła chłód, ale, było to już do zniesienia. Tylko co teraz miałaby robić? Po chwili namysłu postanowiła poszukać błyszczących skarbów gdzieś w okolicy. Podpłynęła do najbliższej kępy wodnych roślin i rozgarnęła ją w poszukiwaniu czegoś świecącego. Bingo! Pośród wodnej trawy leżał mały, ładny, okrągły kamyk, który błyszczał się opalizująco. Zadowolona ze znaleziska wzięła je w chwytną, prawą płetwę i lekko podrzuciła do góry. Kamyk zabłyszczał w słońcu i opadł do ziemi. Został pochwycony jednak tuż przed tym jak opadł na dno. I tak parę razy. W końcu koi uznała, że już dość i pochwyciła kamyk. Wolno popłynęła dalej i rozchyliła następną kępę flory wodnej. Tu jednak nie znalazła nic godnego uwagi, tak samo w następnych dwóch miejscach. Zawiedziona popłynęła do atrakcyjnie wyglądającej kępy zielono-limonkowej, łykowatej rośliny, która lekko falowała razem z zimnymi prądami wody. Tam znalazła jakaś małą niezidentyfikowaną błyskotkę, która lśniła pomarańczowym blaskiem.

<CDN>