Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenebrae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenebrae. Pokaż wszystkie posty

22 czerwca 2023

Od Akhifer CD. Tenebrae'a - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.12

Słyszała czasami historyjki o tym, co odwalali Feliks i Tenebrae. Wśród karpi stali się legendą, jeden z najlepszych Jitongów i oddany ławicy Szeregowy byli dla siebie ogromnymi rywalami, choć powodów tego stanu rzeczy nie znał nikt. Sama Akhifer się co najwyżej domyślała, ale jeśli miała rację, cała ta sytuacja była bardziej komiczna niż niepokojąca. O cokolwiek chodziło, postanowiła jednak wbrew swojej naturze wcisnąć nos pomiędzy Feliksa i Tenebrae'a i zobaczyć, co tam się takiego wyprawia.

Zaczęła od Feliksa, karpia, z którym już niejeden raz pracowała, jako że oboje przynależeli do wojska. Mieli za sobą już niejedną rozmowę, przeszli nawet do bardziej prywatnych tematów, więc istniało prawdopodobieństwo, że Feliks cokolwiek jej powie. A przynajmniej było ono większe niż w przypadku Tenebrae'a, z którym spotkania Ferka mogła policzyć na promieniach jednej płetwy.

– Hej – zagadała niespodziewanie czerwonego karpia, który jak tylko ją zobaczył, wyprostował się jakby z dumą, chwaląc się swoimi mięśniami. Czy zawsze był taki... atrakcyjny? – Krążą o tobie plotki w całym Zbiorniku, wiedziałeś?

Skonfundowany wyraz pyszczka samodzielnie odpowiedział na to pytanie, nie potrzebując do tego głosu właściciela.

– Kto by pomyślał, że taka spokojna, grzeczna rybka narobiłaby takiego szumu w Zbiorniku, co? – postanowiła podroczyć się ze zmieszanym samcem. – W życiu bym nie pomyślała, że będę słyszeć o tobie na porządku dziennym przy porannej herbacie. Jak tylko słyszę o akadai szeregowym, wiem, że będzie ciekawa rozmowa.

Gdyby ryby mogły mieć rumieńce, co jest w ich przypadku niemożliwe nawet u karpi z Koi Paradise, bo są to zwierzęta zmiennocieplne, Feliks zapewne zrobiłby się jeszcze bardziej czerwony niż był naturalnie. Akfifer widziała w jego rybich ślepiach, jak zastanawia się, co ma powiedzieć na ten temat, żeby nie brzmiało idiotycznie, albo żeby nie wkopał się jeszcze bardziej. Ewidentnie nie wiedział, o czym samica mówi, choć bardzo chciałby się dowiedzieć, szczególnie skoro to jego dotyczy. Admirał mogła trzymać go w tej niepewności, byłoby to zabawne, tylko że w ten sposób nie dowie się, skąd nieciekawa sytuacja między czerwonym samcem a Jitongiem. Oby tylko nie powstrzymało to Feliksa od przyszłych utarczek z (zapewne ryuu winnym) Tenebrae'em.

– Podobno jest pewne spięcie między tobą a Jitongiem o imieniu Tenebrae? – poddała się w końcu karpica.

– Ach, to – Szeregowy wydawał się odetchnąć z ulgą, jakby to były najmniej niepokojące plotki, jakie mogły wałęsać się po Zbiorniku. – To nic takiego, pani Akhifer, proszę się nie przejmować. Wszyscy wiedzą, że plotki lubią rosnąć w nieopanowany sposób i rzadko pokrywają się z prawdą.

Czyli coś jest na rzeczy, pomyślała do siebie Ferka, ale postanowiła dalej nie naciskać. Bardzo duże prawdopodobieństwo, że od Feliksa nic już więcej nie wyciągnie, a przynajmniej nie sensownego. Czy powinna w takim razie spróbować swojego szczęścia z Brae'em? Nie sądziła, że uda jej się na taki temat pogadać z kimś, kto za towarzystwem nieszczególnie przepada, a z byłą alfą za przyjaznych stosunków nie ma. Być może byłaby go w stanie podejść "na około", ubierając te pogłoski w inne słowa, jakby wykonywała swoją robotę admirała, jednak tej strategii przeszkadzał fakt, że Feliks pod admirałami nie pracował. Pracował pod generałami, zupełnie inną częścią wojska i ciężko by było znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Może lepiej się z tym wszystkim przespać, zanim podpłynie się do tej strony tajemniczych plotek. Poza tym będzie mniej podejrzane, jeśli zaczepi Jitonga w innym dniu niż Szeregowego, zamiast od razu po tej rozmowie tam pędzić.


Sen wcale nie pomógł, co spowodowało u Ferki ogromną frustrację. Chciała wiedzieć już, teraz, co się tam dzieje i czy ma to jakikolwiek związek z nią samą, bo jeśli tak to nie chce zostać na boku. Równie dobrze może płynąć całkowicie nieprzygotowana, zdając się na los i własne instynkty. Może coś z tego wyniknie, kto wie.

Więc popłynęła. Prosto do jaskini, w której rezydował Jitong, gotowa zarówno na totalną klapę, jak i niespodziewane zwycięstwo.

– Jitongu? – zapytała w wejściu, nie chcąc wpraszać się do miejsca, gdzie nikogo nie ma, a powinni być. Czarny karp ze srebrzystymi płetwami wypłynął  ze zniesmaczoną mimiką, ewidentnie niezadowolony, że ktoś nawiedza jego święte miejsce. Choć nie mieli zbyt wielu spotkań za sobą, Akhifer już wiedziała, że Tenebrae zawsze tak wygląda, jak ktoś do niego przychodzi.

– Słucham? – Zniesmaczenie w głosie Tenebrae'a z pewnoscią było wyczuwalne w promieniu kilku kilometrów nawet przez najmniej rozumne istoty zamieszkujące Zbiornik. Karp nie lubił gości i starał się bardzo dosadnie to pokazywać całym swoim istnieniem. – Czy to coś ważnego?

I co teraz? Jak powinna go podejść?

– Karpie są zaniepokojone istniejącą sytuacją. – Jako Admirał jej obowiązkiem było chronienie społeczności Zbiornika, więc początek brzmiał dość wiarygodnie. – Coraz więcej jest pogłosek, że ty, najlepszy Jitong, – trzeba trochę pograć emocjami, – jesteś w sporze z jednym z szeregowych. – Chyba nie ugryzła tego za dobrze.

– A co tym karpiom do rzeczy, z kim mam spory?

– Ponieważ jesteś koi o dużych wpływach, dużo oczu na ciebie patrzy, czy tego byś chciał, czy nie. Jeśli wojsko sprawia ci problemy, część rybek może podejrzewać wojsko o negatywne nastawienie względem ciebie, jednak znaczna większość stwierdzi, że to ty jesteś winien i możesz stracić swoją posadę, a w takim przypadku mogą cię równie dobrze zdegradować, co całkowicie pozbawić kwalifikacji.

Tenebrae pomyślał.

– Dalej nie rozumiem, dlaczego sama Admirał do mnie z tym przyszła. Myślałem, że osoby na tak wysokich stanowiskach mają lepsze rzeczy na głowie niż rozwiewanie plotek.

– Nie było nikogo innego dostępnego – skłamała na szybko Ferka.

– Aha. – Jitong nawet nie próbował ukryć znudzenia, choć pod nim starał się schować irytację i podejrzenia. – Dziękuję za informację, poradzę sobie z tą sprawą.

– Zaczekaj! – zatrzymała go karpica. – Możesz powiedzieć, z którym szeregowym masz problemy i dlaczego, żebym mogła się tym odpowiednio zająć. Jako admirał muszę dbać o porządek w wojsku.

– Szeregowi to raczej nie wasza działka, Admirale. Jestem w stanie sam pozbyć się problemu. A teraz proszę wyjść, mam ważniejsze sprawy na głowie niż głupie plotki.

Karp wypchnął Akhifer za wyjście i wrócił do siebie, zajmując się czymkolwiek, co tam miał do robienia. Czyli klapa. Może w końcu dojdzie do sedna sprawy, ale na pewno nie będzie to tak szybko, jak by chciała. Musiała znaleźć inny sposób.

<Feliks? Tenebrae? Ferka kombinuje, jak Was zeswatać xD>

19 czerwca 2023

Od Tenebrae'a CD. Feliksa - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.10

Podobno istniał ogień — był czerwoną masą, kotłującą się i miotającą we wszystkie strony, pragnącą pożreć wszystko na swojej drodze. Płomienie, zwały się jego macki, które siały zniszczenie i pozostawiały po sobie czarny pył, „przypominający plankton” — jak to powiedziała mu kiedyś Vi — „tylko że nie przynoszący nikomu pożytku a jedynie stanowiący trupy niegdyś przydatnych przedmiotów”. Podobno istniał ogień — który oprócz zniszczenia siał także ciepło i spokój, który przytulał stworzenia i zapewniał o ich bezpieczeństwu, kiedy te były gotowe mu się oddać. A trawił on nie tylko to, co było dobre, a także niszczył zło. Podobno był zmienny, ale był w jakimś stopniu obiektywny. Podobno też przypominał Feliksa, ale to było jedynie luźną, spontaniczną myślą Brae’go. Myśl ta była fałszywa, albowiem Feliks nie był obiektywny, a prawdę wyznaczała jego przywódczyni.

Myśl ta przez jedną chwilę sprawiła, że poczuł jakiś „płomień”. Nienawiści, rzecz jasna. Nienawiści do ludzi, którzy nie używają własnych rozumów i ślepo podążają za rozkazami innych.

Z jakiegoś powodu nie potrafił rozmawiać z nikim. Był Jitongiem, a zdawało mu się, że najwyższe siły już prędzej zrezygnowałyby ze swoich boskich stanowisk, niżby zgodziły się na faktyczną rozmowę. Informacje przecież Tenebrae potrafił przyjmować, gorzej szło mu ich udzielanie. Gdyby tylko zdołał z nim [Feliksem] porozmawiać, po rybiemu, kulturalnie, może powiedziałby mu coś interesującego. Coś o sobie. Swoim życiu, swojej okropnie żałosnej historii, o jego własnej głupocie i ślepemu zaufaniu wobec innych. Podobnie jak Akhifer dla niego, dla niego Vi była drogowskazem. A potem okazało się, że ona też popełniała błędy i też pozostawiła mu parę nieprzyjemnych niespodzianek. Jitong począł rozważać, czy jego rywal też dostanie coś niechcianego w spadku. Jakiś żal, jakieś poczucie niespełnionej obietnicy, opuszczenia i braku czegoś więcej niż przyjaźni. Braku przewodnictwa — szybko dopowiedział sobie — braku dobrego przykładu.

Może gdyby nareszcie się odezwał, dałby mu powody do odczuwania sympatii w jego kierunku. Usprawiedliwiał tę chęć jedynie zmęczeniem ciągłym konfliktem. Brae po prostu sam chciał zaznać spokoju płomieni w swoim sercu, gdyby mógłby pozostawić niezgodność za sobą. Oczywiście! O co innego mogłoby chodzić? Nic nie przychodziło mu do głowy! To musi być jedyny rozsądny powód. Tfu, jedyny prawdziwy powód. Ale z jakiegoś (nie mniej mądrego) powodu jego ograniczony umysł szukał innych usprawiedliwień, innych możliwości, innych dróg.

— A nie moglibyśmy raz w życiu zająć się sobą? Ciągle ganiamy za Akhifer. Przecież nie jest aż tak interesującą osobą — mruknął w ostatnim przypływie odwagi, a może wręcz strachu na myśl konfrontacji z koi. Wolał spędzić tysiąc samotnych dni na wodorostowej kawie z Feliksem niż na jednej godzinie z Akhifer w czyimś towarzystwie. Jego płetwy zafalowały w przypływie irytacji.

Czy posiada w sobie tylko negatywne emocje?

Nie, chyba po prostu Feliks budzi w nim takie uczucia.

Wywołana w myślach ryba zaczęła obwoływać go nicponiem, twierdzić, że Alfa jest najbardziej interesującą rybą w całym zbiorniku i poza nim, a jeżeli on tego nie widzi to coś tam… Coś tam, coś tam… Bla, bla, bla…

Jego logiczne myślenie (wróć: jego nielogiczne też) wyłączało się, jak tylko usłyszał słowo „Akhifer”. A jak usłyszał je w kombinacji ze słowem „pani”, padały wszystkie pozostałe trybiki w jego mózgu.

<Akhifer, Feliks?>

14 kwietnia 2023

Od Feliksa CD. Tenebrae'a - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.9

Wszyscy kochają Akhifer.

Było to nie tylko jasne. Było to, od alfy do omegi, więcej niż istnie nirwanicznym stanem rzeczy; dla Feliksa ustalało to najwyższy kosmiczny porządek wszechrzeczy, rozciągający się przez wody Zbiornika po szerokie horyzonty, niczym nić o dwóch końcach po dwóch stronach świata znanego, a być może i nieznanego małym rybkom.

Ten porządek ktoś usiłował właśnie zaburzyć. Nic chyba dziwnego, że mężny Feliks postanowił zawisnąć mu na drodze! Do kulawej małży, jest to wszak powinność żołnierza, wiszenie o jedyne pewne dobro, o sprawę Waszą i naszą, a takie łaskawa Opatrzność czyni niepokonanymi.

- To ty się zamknij - powiedział więc, naraz czując w sobie niezwykły przypływ sił witalnych. Tak, tak, oto trafił w samo sedno. Wyłożył niesfornej fioletowej ości porządną lekcję o życiu i śmierci, lecz jeśli nie zostałaby ona zrozumiana, czego jak najbardziej spodziewał się bystry Feliks po doprawdy nierozgarniętym Tenebraem, żołnierz miał w zapasie jeszcze więcej makiawelicznego idiolektu. Już tylko od oponenta zależało, czy niefrasobliwie postanowi ściągnąć na siebie grad bezlitosnych strof.

- Feliks, rozumiem, że nie potrafisz zawrzeć pyska, a czy jest cokolwiek, co potrafisz zrobić?

- Wytrzymać z tobą.

Tylko szum dwóch płynących obok siebie, karpich ogonów, które burzyły spokojną wódę, począł rozlegać się wokół.

- No wreszcie, o to chodziło - mruknął Tenebrae, nie robiąc nic by podtrzymać rozmowę. Czy więc musiał się ugiąć, by osiągnąć swój cel? Wyśmienita, czerwona łuska Feliksa, zalśniła niczym zbroja błędnego rycerza, gdy rzucił wzrokiem na jitonga, starając się pojąć jak podstępnym, zwyrodniałym i czarnym musi być umysł, w którym są w stanie zrodzić się równie faryzeuszowe plany. Choć trwało milczenie, Feliks w mig przypomniał sobie, z jakiej przyczyny tak znieść nie może wszego cechu parającego się obcowaniem ze światem niematerialnym. Nie ufał takim.

Jeszcze raz, przelotnie spojrzał w stronę towarzysza, ale nie otrzymał już ni żadnej odpowiedzi, ni znaku.

Niczym podwojony grom pierwszej wiosennej burzy, wpadły dwa karpie w skalistą przełęcz, w której, jak twierdzili mijani po drodze przepływnie, można było o tej porze spotkać potężną władczynię, Akhifer. Oto, jak prorok i rycerz, w doskonałym konsensusie, warkocz podwodnych fal rozplatając w pasma omywające ich dostojne ciała, gotowi chronić tego, co najwyższe.

<Akhifer? Brae?>

22 grudnia 2022

Od Tenebrae'a CD. Akhifer — "Wszyscy kochają Akhifer" cz.8

Tenebrae przez chwilę miał laga mózgu. Ale tylko przez chwilę. Kiedy jego umysł wybudził się z drzemki, pysk zaczął długi monolog o swojej niewinności i recytowanie wszystkie punkty prawa zbiornika, według których zachowanie obcych było napaścią i powinno zostać ukarane. Dwójka nieznajomych patrzyła na to z minami w stylu „świr”, przynajmniej do momentu w którym podpłynął do nich trzeci karp. Wtedy ich zainteresowanie Brae’m całkowicie zniknęło.

— Donosiciele, szybko! Coś dziwnego dzieję się z Alfą! — różowy koi wybulgotał, machając żywo płetwami. — Do jej legowiska wkroczyli agresatorzy! Podobno pod presją oddała im stanowisko! 

W Feliksie obudził się wojowniczy, żołnierski duch, który popchał go do rzucenia się do przodu i odpłynięcia w siną dal. Bynajmniej by to zrobił, gdyby nie jitong, który ze znudzonym wyrazem rybiego pyska go powstrzymał. 

— Tak? Ciekawe newsy macie. Jakieś potwierdzone, czy może naćpaliście się wodorostami i dlatego takie głupoty gadacie? — jak zawsze uprzejmy i podejrzliwy Brae spytał. 

— Potwierdzone! No, przynajmniej tak bardzo, jak mogą być. Donosiciele czasem bredzą i nie mamy na to wpływu, ale to zapowiada się konkretnie. Będziemy to właśnie sprawdzać — różowy zwrócił się ponownie do dwójki znajomych: — Płyńcie już! Nasza agencja musi być pierwsza na miejscu.

I odpłynęli z taką szybkością, iż naprawdę wątpliwe będzie, że będą u Akhifer pierwsi (to znaczy, że płynęli niezbyt szybko). Jedno jest pewne: nie wyprzedzą Brae i Feliksa, ponieważ ci wycisnęli ze swoich małych organizmów wszystko, na co było ich stać, i niczym rekiny zasuwali z kamieniem dla Alfy w pysku.

— Ale to głupie. Jakbyśmy dawali jej prezent z okazji oddania stanowiska — wymruczał (chociaż w zasadzie wybulgotał) Brae. 

— Chyba żartujesz?! Nie ma opcji, że droga Alfa oddałaby im swój tytuł! Pani Akhifer jest niezłomna! Jest…

— Och, zamknij się — westchnął rozmówca koi, a w Feliksie ewidentnie zasiało się ziarno wątpliwości. Tenebrae nie chciał słuchać, jak Feliks gada z uwielbieniem o Alfie. Z jakiegoś powodu takie słowa (szczególnie, kiedy mówił je ów karp) wkurzały go niemiłosiernie. Niech na ulicy sobie tak gadają… Ale on nie chce słuchać jak Feliks mówi o Akhifer, jakby była jego kochanką. Czy coś.

<Akhifer/Feliks?>

7 października 2022

Od Akhifer CD. Tenebrae'a - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.7

Niebieskawe koi z białymi plamami przypominającymi chmury wpłynęło z rozpędu do domu alfy, nie zważając na jakąkolwiek prywatność.

– Alfa słyszała? Jitong Tenebrae chcę alfę unicestwić!

Akhifer podniosła głowę znad kawałków kory.  Nie miała zbytnio siły zastanawiać się, o co chodzi i guzik ją to obchodziło. Usłyszała "alfę unicestwić". To brzmiało bosko. Nie musiała być już więcej alfą. Mogli się jej pozbyć, zrzucić z niej brzemię bycia szefem tego dołka, usunąć ją, załatwić kogoś innego do sprawowania władzy. Tak. TAK! Wyśmienita okazja. Czy to już wariactwo, jeżeli się cieszy, że ktoś chce ją zabić? Tak, pewnie tak. Ale każdy by ześwirował z takim natłokiem spraw, w końcu weź lataj po prawie całym Zbiorniku i załatwiaj nawet najdurniejsze papiery. O buncie już nie wspominając, bo przecież już długi czas temu mówiono o buncie przeciwko obecnej władzy. Być może ktoś lepszy się znajdzie. Ktoś bardziej pasujący, kto lepiej to wszystko zniesie. Akhifer nie śmiała błagać o więcej, to i tak szczyt jej marzeń. Ktoś chce ją unicestwić, jak bosko!

Ale chwila, kto to miał być? Jitong. Tenebrae. Mogli mieć ochotę go skazać na śmierć, gdyby /jakimś cudem/ doszli, że to on jest odpowiedzialny za śmierć ukochanej, niezastąpionej alfy. O ile Ferka chciała się pozbyć tego stanowiska, wciąż musiała uważać, czy kogoś to nie zaboli bardziej, niż powinno. Życie jednej rybki ze względu na jej zachcianki. A może i więcej, jeżeli rozegrają się jakieś zamieszki. Nie była pewna, czy ktokolwiek walczyłby w jej imię, ale w razie czego wolała nie ryzykować. Być może są jacyś idioci do tego zdolni.

– Kto rozpowiada te wieści? – Pomimo światełka w tunelu postanowiła pozostać przy - jakkolwiek - zdrowych zmysłach.

– Wszyscy! Wszyscy rozpowiadają! – zawołało obce koi, po czym wypłynęło w popłochu, jakby zobaczyło ducha.

W tym momencie Ferka zgłupiała. Wszyscy o tym mówią, a ona dowiaduje się dopiero teraz? Raczej o wiele szybciej by się o tym dowiedziała, skoro chodziło o jej życie. Chociaż komu by przecież zależało na życiu tej paskudnej alfy? Nikomu. Więc się nosiło, nosiło, póki więcej nosić się nie mogło, ktoś w końcu doniósł, ale dlatego, że musiał, a nie, bo chciał. Tenebrae zamierza zgładzić alfę. Będą go traktować jak bohatera, już się nie mogą doczekać.

Być może powinna wyjść już teraz, sprawdzić, co się dzieje. Zainteresować się. Tylko że wcale nie czuła, że jest to jej powinność. Gdy radość opadła, pozostała martwa pustka, gorsza nawet niż od tego, co dręczyło Akhifer przez znaczną większość czasu. Miała ochotę położyć się na glebie i udawać, że już nie żyje. Może zostawią ją w spokoju, od razu koronują Tenebrae'a na alfę i będzie mogła się usunąć niezauważona, nawet nie zapisana w podręcznikach od historii. Tenebrae będzie lepszym alfą. Jest Jitongiem, zawsze może prosić siły wyższe o pomoc. Jeżeli siły wyższe istnieją.

Dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że bezmyślnie patrzy na rozłożone przed sobą kawałki kory. Łuki i kropki stanowiące rybi język głosiły przeznaczenie tych kawałków. Jeden był zaskarżeniem, że za dużo karasi pojawiło się na jednej z dzielnic. Inny widniał jako zgoda na budowę nowego bloku mieszkalnego w miejscu, gdzie jak dotąd były tylko pojedyncze domki wykonane z kamieni lub drewna. Zaraz obok kora z błaganiem mieszkańców, by te bloki nie powstały. Kto chciałby się zajmować tym bałaganem z własnej woli? Być może nikt. Być może ktoś się znajdzie.

Akhifer się nie ruszała, z wyjątkiem tych wrodzonych machnięć płetwami, by utrzymać się w równowadze. Nie sięgała po długopis, nie podnosiła wzroku, nie ruszała w kierunku wyjścia. Po prostu tkwiła z myślami w niebycie, nieobecna, wyjęta z istniejącej rzeczywistości. Nie zareagowała, gdy jakieś koi ponownie naruszyło jej prywatność. Dopiero, gdy się odezwało. Czy raczej odezwała.

– Panno Akhifer? – zwróciła na siebie uwagę alfy. Karpica wreszcie się otrząsnęła, spoglądając na czekającą obcą. Białe łuski z czarną plamą na plecach. Nieznajoma kontynuowała. – Ktoś czeka na panią przy wejściu. – Po tych słowach wypłynęła, nawet się nie oglądając.

Ktoś czeka. Czy to nie Tenebrae? Gdyby to był on, raczej usłyszałaby jego imię. A może i nie. A tak w ogóle to od kiedy jej prywatne miejsce zamieszkania stało się publicznym biurem, do którego rybki sobie wpływają i wypływają? Jakiś nieśmieszny żart. Ale skoro ktoś czeka, to mimo wszystko nie wypada przetrzymywać ich przed wejściem. Niech i tak będzie, Akhifer łaskawie wypłynie porozmawiać, przede wszystkim dlatego, żeby mieć wreszcie spokój na swoim prywatnym terenie. Przynajmniej nie musi patrzeć na tą stertę kory.

Wyłoniła się z jamy swojego mieszkania, by spotkać się z całą grupą karpi otaczających wejście ze wszystkich stron. Nie było to duże ugrupowanie, ale wystarczające, by nigdzie nie było miejsca na ucieczkę. Chyba przypłynęli zabrać ją do Tenebrae'a, żeby mógł ją unicestwić. Gdyby tak było, bardzo chętnie oddałaby się w ich płetwy, jednak jakiś szósty zmysł podpowiadał jej, że wcale nie o to chodzi. Przez jakąś minutę wszyscy trwali w milczeniu pełnym napięciu, aż w końcu jeden członek zgrai postanowił się odezwać.

– Nazywamy się Bractwem Kryształowego Księżyca – odezwała się karpica stojąca najbliżej Akhifer. Miała niezwykle ciemne łuski, które mieniły się jak kryształy, a jej głos był chłodny, surowy i właściwie bez żadnych emocji, tak samo jak jej twarz. – Przybyliśmy po twoją głowę.

Bractwo Kryształowego Księżyca. O tym bractwie Ferka nigdy nie słyszała, ale też bractw nigdzie nie trzeba zgłaszać, by istniały, więc nie było to nic dziwnego. Na pewno jest o wiele więcej bractw niż Bractwo Oka, Kanionu czy Puszczy. Teraz ujawniło się jeszcze jedno, wyraźnie zrzeszające sporą liczbę osób, którego przewodniczącym jest zdecydowanie ta kryształowa koi. Ciekawe, czy stąd ta nazwa.

– A to nie Tenebrae miał się mnie pozbyć? – z jakiegoś powodu to było pierwsze pytanie, jakie wpadło do głowy żółtej karpicy. Dlaczego? Licho wie. Nie zastanowiła się, po co im jej głowa ani dlaczego chcą ją zabić. Zdziwiło ją tylko, że to nie Tenebrae po nią przyszedł.

– Zadbamy o to, by wszyscy myśleli, że to on. Czy zechciałabyś współpracować z nami, czy wolałabyś, żebyśmy użyli przemocy?

Spokój, z jakim przewodnicząca karpica wypowiadała te słowa, przyprawiał o ciarki. I przypomniał Akhifer o czymś takim o nazwie zdrowy rozsądek.

– Dlaczego chcecie mnie zabić? I oskarżyć tym Tenebrae'a? – próbowała brzmieć odważnie, ale w głębi duszy zaczęła panicznie się bać. Być może jednak nie chciała tak bardzo umrzeć, jak jej się wydawało, tylko teraz już na to za późno. Nie zorientowała się na czas i chyba faktycznie przyszła na nią pora.

– Uważamy, że nie nadajesz się na alfę. Z różnych powodów. – Ciemna koi wciąż mówiła w pierwszej osobie liczby mnogiej, zaznaczając, że chodzi o całe bractwo. – A Tenebrae, ze względu na niechęć do ciebie, wydaje nam się idealnym pionkiem.

W tym momencie Ferce w głowie zapaliła się lampka. Świeciła jasno jak słońce w letni dzień, wręcz oślepiająco i ociepliła martwą i zimną duszę alfy. Radość ponownie wypełniła serce, a nadzieja powróciła wielkim ogniskiem, rozświetlając duszę od wewnątrz. Świat stał się bardziej kolorowy, śmiał się, radował, tańczył wręcz dookoła, jakby świętował kolejne nadejście bardzo wyczekiwanej wiosny. Tak lekko Akhifer nie czuła się od dnia, kiedy została wbrew swojej woli wybrana na alfę. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!

– Jak nie chcecie mnie na alfę to mogę oddać to stanowisko. Nigdy go nie chciałam. To jak, wymienimy się?

Nieznajoma na te słowa osłupiała, pomimo inteligentnego umysłu nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. Patrzyła na Akhifer jak na kompletną wariatkę, co w sumie dalekie od prawdy nie było. A Akhifer tylko się uśmiechała, nawet nie próbowała ukryć, że niezwykle cieszy się na możliwość utraty stanowiska. Na pewno wyglądała jak wariatka. Na szczęście już od dawna ją za taką uważali.

– Naprawdę tak po prostu to stanowisko oddasz? – wreszcie wydukała ciemnołuska, odzyskując pewność siebie.

– Dziewczyno! Ja ci nawet wszystkie papierki przyniosę, żebyś nie musiała sama nieść. Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż podpisywanie jakichś zażaleń czy zezwoleń. Przynieść ci? – Akhifer już zaczęła się cofać, niemal tańcząc z radości, jednak wejście zastawili współpracownicy przewodniczącej.

– Jeżeli mówisz prawdę, oficjalnie ustanów mnie nową alfą. Teraz.

– No dobra. – Ferka się cofnęła. – Jak się nazywasz? Żeby było oficjalnie.

– Vivierith.

– Vivierith. Ogłaszam cię, oficjalnie i prawnie, nową alfą całego Zbiornika. Jeżeli istnieje ktoś z legalnymi argumentami przeciwko tej decyzji, niech wystąpi już teraz. Jeżeli nie, niech Pierwotny Koi no Ryuu poświęci tą decyzję i wspiera nową alfę Vivierith tak ważnym stanowisku.

Nikt się nie odezwał. Całe bractwo musiało zostać utworzone z osób, które jak jeden mąż zgadzały się, że Vivierith powinna być alfą. I dobrze. Bardzo dobrze. Niech Vivierith radzi sobie z tym bajzlem. Akhifer nareszcie była wolna. Hip hip hura! Ave Vivierith!

– Doskonale. A więc – rozpoczęła przemówienie nowa alfa. – Oto jestem, Vivierith, alfa ławicy Koi Paradise. Ogłoście, przyjaciele, wszem i wobec, iż Akhifer zeszła ze stanowiska i zostało ono zajęte przeze mnie, Vivierith. Wyprzyjcie plotkę o Tenebrae'u chcącym pozbyć się Akhifer, wymyślcie coś wiarygodnego. A ty – zwróciła się do grzecznie czekającej Ferki. – Nie myśl, że kiedykolwiek pozwolę ci zostać kimś więcej niż strażnikiem. Nie nadajesz się do tego.

Taaak, pomyślała była alfa. Do rządzenia się absolutnie nie nadaję. Być może. I odpłynęła z powrotem do swojego urokliwego mieszkania, całkowicie wolna, zapominając o Brae'u i Feliksie, których jeszcze niosąc ciężar władcy posłała po jakieś kamienie. Zresztą zapomniała o nich dużo wcześniej. Nie wiedziała, co się z nimi przez ten czas działo.

<Feliks/Tenebrae?>

29 września 2022

Od Tenebrae'a CD. Feliksa - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.6

Brae płynął obok Feliksa w kierunku kryształowni. To  — czyli kierunek wyprawy — był chyba jedyną rzeczą, o jaką nie mógł się z nim kłócić. Kryształy znajdowały się tylko w jednym miejscu.

Chociaż, kto wie, może znalazłby jakiś w ruinach świątyni? Błyskotki przecież wykorzystuje się do rozmaitych celów, a jitong mógł być pewny, że z pewnością jakiś amator przyzywania duchów zostawił tam niejeden amulet. 

Wspomnienie pracy przypomniało mu o jutrzejszym obowiązku nauczyciela pisma. Wiadomo, ktoś musi tym bachorom pokazać, jak przestać kreślić płetwami takie bazgroły, ale na myśl, że to on ma być tym kimś, zrobiło się mu słabo. Jego zmęczenie zwiększyło się o jakieś pięćdziesiąt procent a pomysł uprzykrzenia życia Feliksowi wydał się mniej piękny. Był pewien, że zaraz przepłynie mu przed oczyma całe życie, ale wtedy poczuł mocne szturchnięcie.

To Feliks uderzył go płetwą, i chociaż Brae w pierwszym odruchu zamierzał go zaatakować, to wyobraził sobie miny swoich uczniów, którzy w zdziwieniu obserwują ich niezdrowo spokojnego nauczyciela wdającego się w bójkę. Co powiedzieliby ich rodzice?

— Słuchasz mnie? Dotarliśmy na miejsce. Lepiej znajdź coś naprawdę dobrego — oznajmił koi, wprowadzając Tenebrae’go w jeszcze większe podenerwowanie, po czym wpłynął do środka. 

Brae teatralnie westchnął, na co dookoła wzburzyła się chmara bąbelków. Następnie jitong popłynął śladami towarzysza, uważnie rozglądając się na boki.

Kamyk, kamyk, kamyk. A teraz Feliks pokazuje (uwaga) kamyk, krzycząc: co sądzisz o nim? Gdyby bywał tu częściej to może by wiedział, że w jaskini echo roznosi się naprawdę dobrze i jeżeli nie chcesz przyprawić nikogo o zawał, lepiej nie podnoś głosu. 

— Może być. Ale preferowałbym jakiś bardziej wyjątkowy, bo po taki to moglibyśmy do zbieracza pójść — swoim najbardziej zdegustowanym głosem skomentował Brae.

Feliks zaproponował jeszcze kilka innych błyskotek, a jitong, prosząc bogów o dobre wczucie się w gust Akhifer, wybrał błękitno-biały.

Kiedy oboje wypłynęli z kryształowni, obskoczyła ich dwójka donosicieli. Jeden, koloru szarawego, wyglądał na zmęczoną życiem rybę, która najchętniej rozłożyłaby się na dnie zbiornika. Drugi, czerwono-różowy w coś przypominającego pręgi, wesoło pływał dookoła, a jego kolorowe oczy zachowywały się jeszcze bardziej dziko niż płetwy. Podczas gdy jego starszy towarzysz na widok płynącej dwójki od razu przybrał pewnie dystans, ten widocznie najchętniej przytuliłby się zarówno do Feliksa, jak i Brae (bardzo zniesmaczonego widokiem młodzika). 

— To ty jesteś tym, kto dokona morderstwa? — spytał się Feliksa, który zdecydowanie bardziej przypominał typ wojownika. Gdy ten pokręcił w proteście głową, donosiciel widocznie zamierzał zawrócić się do Brae. Przerwał mu jednak wyższy rangą zwiadowca. 

— Przyszliśmy zebrać informację i potwierdzić bądź obalić plotki, które ostatnio powstały — gdy mówił, utworzone bąbelki wydawały się tak ospałe jak on sam. — Podobno Pan Brae zamierza obalić naszą alfę, i skoro temat wzbudza zainteresowanie, powinniśmy się czegoś dowiedzieć — można było śmiało założyć, że starszy nie poświęca już swojej pracy żadnej pasji.

— Sprawą podobno ma zainteresować się wojsko! — młody się wydzierał. — Mówią, że sama alfa zamierza zgładzić Tenebrae’a!

<Feliks/Akhifer?>

12 lipca 2022

Od Tenebrae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.9

Cóż.

Patrząc prosto i nie trawiąc wszystkiego, miała rację. Ale Brae wiedział, że tak nie było. Musiał jedynie pobudzić wszystkie komórki swojego mózgu i wysilić je do pracy, aby wymyślić jakąś sensowną odpowiedź będącą rozwiązaniem problemów alfy i utopieniem przeciwnika. To stanowisko musiało w końcu być prostsze i łatwiejsze do prowadzenia niż rozmowy ze smokami.

Być może cisza była trochę zbyt długa na naturalną, być może był to zabieg mający wymusić na przywódczyni przeprosiny – co, jeżeli było prawdą, to nie zakończyło się sukcesem. W końcu rybie udało się wypuścić milion bąbelków i przygotować się psychicznie na to, co zamierzał powiedzieć.

– Twój problem jest tak absurdalny, że aż nie wiem, co powiedzieć – zaczął. – Wydaje ci się, że nie możesz wziąć przerwy, ale to nie prawda. Bo możesz wziąć coś, co pośrednio doprowadzi do twojego odpoczynku – betę na stanowisko i zwalić na ów karpia którąś z części obowiązków. Bo bycie Alfą posiada coś lepszego niż dobre zarobki czy możliwość wzięcia dużej liczby urlopów, czyli władzę. Nie wiem, czy zdążyłaś to zauważyć, ale tak naprawdę możesz uczynić ze sprzątacza swojego zastępcę. I nie powiem, że to będzie łatwe, ale to możliwe. Zaś sprzątacz nie może zmusić bądź zrekrutować alfę do pomocy w sprzątaniu. Musisz być naprawdę głupia, że nie doceniasz potęgi twojego stanowiska. Albo też jesteś po prostu ślepa i nie widzisz, że tak naprawdę w zbiorniku liczysz się tylko ty i ci, których faworyzujesz. Ten głupi karp odszedł, kiedy powiedziałem „spierdalaj”. I nie masz racji. Też mogłaś powiedzieć to samo. Wtedy miałabyś na głowie starszyznę, ale możliwość istnieje a ci tak naprawdę nie potrafiliby ci nic zrobić oprócz narzekania i jojczenia. Ja w obecnej sytuacji mam przed sobą alfę, która za brak szacunku do członka ławicy może mnie odwołać. Zresztą, kiedy ja każę komuś odejść – czy grzecznie, czy poprzez „spierdalaj” – to on nie ma wcale obowiązku odejść. Może się postawić. Gdy ty wybrałabyś którąś z tych opcji, on zniknąłby. Rozumiesz, czy mam tłumaczyć dalej? Ja mogę coś powiedzieć, ale nie mam pewności, że odniosę skutek. A jeżeli wybiorę ostrzejszą opcję, to mogę liczyć się z konsekwencjami. Ty miałaś w dniu dzisiejszym też dwie opcje. „Odejdź proszę” lub „Spierdalaj”. Dla ciebie jednak różnią się tylko jedną rzeczą, bo nie liczysz się z konsekwencjami. Mianowicie różnią się twoją jebaną moralnością urodzonego przywódcy, który nie potrafi poradzić sobie z jazgotaniem paru starych ryb albo smutną miną karpia, którego każesz odejść w tempie natychmiastowym. To, że jesteś taka, jaka jesteś, nie jest winą twojego stanowiska, więc daj mu spokój. Po prostu nie jesteś we właściwym miejscu. I nie wiem, dlaczego to akurat ciebie wybrali. Może właśnie przez tą zajebistą moralność i chęć sprawienia, żeby wszyscy dookoła się uśmiechali?

Zamilkł na chwilę, przygotowując się na koniec swego przemówienia.

– Cokolwiek to było, nie zmarnujmy tego i weź tą najmniej zjebaną cząstkę swego talentu przywódczego (albo jakiegokolwiek innego, przydatnego teraz) i zrób cokolwiek. Coś dla narybku. Coś co nie jest narzekaniem na stanowisko, z którego zawsze możesz odejść i powołać na nie swojego przydupasa Feliksa. Mam dosyć kłócenia się o to, kto ma gorzej. Zresztą, jeżeli nadal chcesz się ze mną sprzeczać, to możemy to zrobić elegancko i przy herbatce. 

Nie zdążył się powstrzymać przed dodaniem ostatniej części. Bo może na chwilę stał się mądrym, uczonym i racjonalnym Brae, ale i tak zdawał sobie sprawę, że herbatkę można bardzo łatwo zatruć.

Zganił się w myślach, wiedząc, że powinien być tą lepszą swoją stroną.

I zaczął się zastanawiać, dlaczego widzi zbliżającą się do nich wielką, oślizgłą masę. I dlaczego Akhifer nie reaguje.

<Akhifer?>

6 lipca 2022

Od Feliksa CD Tenebrae'a - "Wszyscy kochają Akhifer" cz. 5

Ów przedziwny jegomość, a na imię mu było... w sumie nie wiadomo jak, ruszył z Feliksem ramię w ramię, tfu, płetwa w płetwę, zupełnie jakby wcale nie było mu wstyd za rażący brak szacunku, jaki przed ledwie chwilą okazał większemu i mądrzejszemu koledze. Płynący obok niego wojownik sam zaczynał już gubić się w wymyślaniu coraz to bardziej wymyślnych epitetów, którymi mógłby określić podobne zachowanie i jego właściciela. Ponieważ jednak sownik Feliksa był wyjątkowo ubogi, rybek ten po prostu fuczał i pohukiwał w myślach, kierując swoje nieprzychylne myśli pod adresem tej niecnoty.

Był właśnie na tropie jednego z, przynajmniej jego zdaniem, lepszych wyzwisk i z lubością wyobrażał sobie, jak raczy nim niczego nieświadomego kompana, gdy nagle, spoglądając w bok, dostrzegł jego niewątpliwie szpetne oczęta, które w ułamku sekundy, niewinnie, zmierzyły go bez szczególnych emocji.

O nie, tego już dla Feliksa było zbyt wiele. Nie będzie go jakiś tam patałach oglądał jak przyjaciela, albo kawałek kamienia. Tak właśnie pomyślał Feliks, tuż przed tym, jak wyprężył się dumnie od czubka pyska do samego koniuszka ogona i ruszył do ataku (tym razem jednak, ponieważ był rybką niezwykle bystrą, gdy tylko mu się chciało, jedynie słownego ataku).

- Co się patrzysz, a zasadził ci ktoś kiedyś kopa w płetwę odbytową?!

- Nie prowokuj mnie, dobrze?! - odpowiedź nadeszła w mgnieniu oka.

- Jaaa? Ciebie? Sam się prowokujesz, jak ja cię sprowokuję, to się nie pozbierasz!

- Feliks, uspokój się! - wrzasnął mój rozmówca, a z jego pyszczka ku górze poszybowało kilka bąbelków powietrza.

- Nie pouczaj mnie. - Gdyby Feliks miał rząd kłów ostrych jak brzytwa, z pewnością by je teraz odsłonił. Pech! Nie miał nawet kałasznikowa, którym mógłby podziurawić uśmiech tego antypatycznego osobnika. Zaklął w duchu. - Dobrze, gdzie ta cała Kawa, Kawka, czy tam inna Herbatka? Załatwmy to szybko i nie zamienimy ze sobą już ani słowa.

- Na wprost. - Karp skinął pyskiem w stronę szerokiej ścieżki, wiodącej gdzieś naprzód i niknącej w szarobłękitnych, podwodnych mgłach, otoczonej przyprawiającymi o dreszcze skałami.

- Chodź, nie ma czasu do stracenia! - rzucił jeszcze raz mały żołnierz i od razu ruszył przed siebie, demonstrując towarzyszowi swoje niemożebne zniecierpliwienie.

< Eee, w sumie to nie jestem pewien... Akhifer? Tenebrae? >

7 czerwca 2022

Od Akhifer CD. Tenebrae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.8 [16+]

Samica bez słowa ruszyła za Jitongiem. Wzięła pod uwagę jego słowa i zaczęła nad nimi intensywnie rozmyślać, starając się wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Faktycznie to wszystko brzmiało, jakby postradała zmysły. W powieściach szaleństwo władcy objawia się podejmowaniem nierozsądnych decyzji w kontekście całego kraju - czy czymkolwiek innym on rządzi - i Akhifer wydawało się, że do tego poziomu jeszcze nie doszło. A mimo wszystko zauważyła w swoich działaniach tą cząstkę szaleństwa, o jakiej mówił Tenebrae. Mogła przysłowiowo przysiąść, zachować się rozsądnie i przemyśleć kolejny swój ruch, a ona jak głupia popłynęła bez względu na innych do przodu, działając czymś, co nie powinno prowadzić władców - instynktem.

Z drugiej strony instynktownie wiedziała, że dzieje się coś niebezpiecznego, że narybkowi może coś grozić, a nic z tym nie zrobiła. Słuchała swojej podświadomości w sprawach, które były głupie i mogły ją zabić, ale ignorowała ją, gdy mogło to zabić innych. Czy naprawdę aż tak jej zależało, żeby stracić pozycję alfy? Czy może po prostu, świadomie lub nie, była zbyt zafascynowana tą dziwną przygodą, jaką na siebie ściągnęła, by słuchać dobrych rad. Tak bardzo znudziło ją siedzenie w miejscu i słuchanie starych ryb, narzucających jej swoje zdanie, bo "oni są starsi i wiedzą najlepiej", że szukała wymówek, żeby poczuć tą odrobinę adrenaliny, jaka została w jej zmęczonym ciałku.

Adrenalina była dla niej jak narkotyk. Od wyklucia marzyła o zostaniu wojownikiem, który walczył w imię ławicy. Ruszać do walki - to był jej naturalny instynkt. Dlatego wybrała dokładnie pozycję wojskową, a nie jakąś bezpieczniejszą kwalifikację, która nie miała w ostrzeżeniu napisane: MOŻLIWA ŚMIERĆ. Zapewne słabe połączenie, alfa, która gotowa jest umrzeć w pierwszej lepszej walce, ale gdyby Akhifer nie została zmuszona do zostania alfą, z pewnością skupiła by się na wojskowych sprawach. Przede wszystkim uczęszczała by regularnie na lekcje walki i dzięki temu mogłaby sobie poradzić z takim przeciwnikiem jak ten szczupak. Może nie od razu, paroma machnięciami ogona jak w starych legendach, ale wystarczająco, by poczekać na resztę wojska. Może powinna zrezygnować z bycia alfą, znaleźć kogoś na jej miejsce, tak jak znaleźli ją na miejsce Kashniego. W ogóle ciekawe, co się dzieje z Kashnim... Został wygnany już lata temu, wystarczająco dawno, by Akhifer miała czas się nauczyć, jak należy zachowywać się jako alfa. Ciekawe, czy karp jeszcze żyje...

Z cichego zamyślenia wyrwał ją bezceremonialnie płynący przed nią karp, który zaczął nagle gadać nie wiadomo po co i zupełnie do siebie.

– No chyba nie... Znowu coś ode mnie chcą.

Jak na zawołanie znikąd pojawił się obcy karp, całkowicie niebieski niczym niebo nad wodą. Wyglądał na zmartwionego, trzepał płetwami dookoła i był nieprzyjemnie żywotny w porównaniu do cichych i spokojnych dwóch koi. Ferka poczuła irytację, widząc tak żywotną istotę w jej zamkniętym świecie, bardzo prywatnym i bardzo spokojnym, a teraz zmąconym przez tego ktosia. Ale nie powinna myśleć tylko o sobie. Może mogłaby odpłynąć, gdyby nie to, że miała już coś Tenebrae'owi do powiedzenia.

– Panie Jitongu! Panie Jitongu! Czy mogę zająć panu chwilę? – zawołała ryba, już zbliżając się do samca.

– Nie.

Krótka, prosta do zrozumienia odpowiedź nie zniechęciła obcego, zupełnie jakby jej nie usłyszał. Podpłynął szybko, prawie zderzając się z duo i zaczął wymachiwać płetwami jeszcze szybciej, powodując nieprzyjemne dla skóry ruchy wody. Czy on serio musi machać jak taki wróbel?

– Panie Jitongu! Moja żona jest chora, czy może pan, błagam pana, niech pan skontaktuje się ze smokami i poprosi je o zdrowie dla mojej żony. To dla mojej żony, na pewno pan rozumie, ona jest śmiertelnie chora, potrzebuję pana pomocy...

– Kurwa, nie! – wrzasnął Tenebrae mocą, której Akhifer w życiu by się nie spodziewała. – Żadnych modlitw! Nie jestem w nastroju, nie widzisz? Spływaj mi stąd, nie mam na to czasu.

– Ale... Ale... – Są koi, którym lecą łzy z oczu i wtedy widać takie słone bąbelki wypływające spod gałek ocznych. Ten niebieski karp na szczęście do nich nie należał, bo teraz z pewnością wypływała by mu z oczu masa słonych, wodnych bąbelków.

– Spierdalaj, nie rozumiesz? Za dużo sylab? – fuknął Jitong.

Tyle już wystarczyło, by odstraszyć biednego męża chorej żony w stronę, z której przypłynął. Akhifer była nawet pełna podziwu do podejścia samca, mógł sobie pozwolić na bycie niemiłym w stosunku do tych, którzy pragnęli jego pomocy i korzystał z tego przywileju. Jej nie było to dane, bo wtedy musiała by słuchać narzekania starszyzny, którego już teraz miała dość, bo zaczepiają ją średnio siedem razy na dzień, codziennie. Jednakże ten podziw nie oznaczał, że czegoś na ten temat nie powie.

– Jeżeli takie masz problemy z byciem Jitongiem to po prostu weź wolne i wypłyń gdzieś na parę dni. Wtedy będziesz miał spokój.

– Naprawdę myślisz, że mogę tak zrobić? – Tenebrae obrócił się do samicy, gotowy wszcząć konfrontację, ale nie zdążył.

– Tak, możesz. Jesteś tylko Jitongiem, nie Kapłanem, nikt nie urwie ci płetw jeżeli zrobisz sobie urlop. A zresztą nawet Kapłani mogą wziąć wolne. Cholera, wszyscy mogą wziąć tu sobie wolne! – W tym momencie Akhifer odpaliła się w pełni, dając upust temu, co od dawna siedziało jej na sercu. – A wiesz, kto nie może? Alfa. Alfa musi być dostępna 24 na dobę, czy to burza, czy zima, czy choćby Zbiornik wysychał. Nie mogę nigdzie odpłynąć, bo nawet, gdybym była w stanie, zrobi się tu taki burdel, że nikt się w niczym nie połapie. Jedyną opcją dla mnie jest szukać wymówek, by nie wracać do tego wariatkowa od razu po wypłynięciu, a potem i tak słucham setek komentarzy na temat tego, jak mnie nie było pół godziny. Być może powód, dla którego władcy świrują, to brak własnego życia. Jesteśmy tylko dla innych, nie mamy własnego ja i w pewnym momencie nam przez to odbija. Jak myślisz, że lepiej sobie poradzisz, mając co chwila jakąś narzekającą rybę na grzbiecie, pływającą za tobą wredną starszyznę i brak minimalnej ilości snu to proszę bardzo, weź sobie tytuł alfy. Ja tego nie chcę, nigdy nie chciałam. To nie jest bycie Jitongiem, że możesz sobie komuś powiedzieć "spierdalaj" i masz spokój na jakiś czas. Ja nie mam spokoju. Ja mam co chwila kogoś, kto coś ode mnie chce i nic nie mogę powiedzieć, bo zaraz zleci się starszyzna, "co z ciebie za alfa, czemu jesteś taka nieodpowiedzialna", jakbym sama się zgłosiła na to stanowisko, a nie została do niego przymuszona. Może pomyśl sobie czasem, że te ześwirowanie to nie z nadmiaru władzy, tylko z nadmiaru obowiązków związanych z władzą. – Karpica wzięła głęboki wdech po tym paskudnie długim wywodzie, który zdawał się nie mieć końca. – Dzięki za pomoc, jakiej dotychczas udzieliłeś. A teraz spadam napawać się swoją władzą, słuchając narzekań tych starych dziadów, którzy uważają, że lepiej rządzą od każdego, ale za władzę się nie wezmą. Nara.

Rzucając tym agresywnym słowem przepłynęła obok Brae'a, od razu kierując się ku siedzibie politycznej ławicy. Już miała tego wszystkiego dość. A w szczególności tego karpia. Walić go. Walić to wszystko. Może serio zrezygnuje z bycia alfą i posadzi na tym stanowisku Tenebrae'a, skoro on jest taki mądry i myśli, że to szaleństwo to z potęgi. Ciekawe, jak szybko zacznie szukać sobie własnego zastępcy. Kij mu w oko. Po co w ogóle z nim płynęła. A trzeba było sobie odpuścić ten głupi sen. Już nigdy więcej się do niego nie zgłosi, nawet gdyby został Kapłanem. Będzie wysyłać kogoś innego, w dupie to ma.

<Brae? xD>

23 maja 2022

Od Tenebrae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.7

Naprawdę chce to wiedzieć? Wzruszające, alfa integruje się z ławicą. Szkoda tylko, że nie zajęła się tym w bardziej sprzyjających okolicznościach. 

— Wiesz, gdyby ktoś cię zabił, to następnym rządzącym pewnie byłby twój małż, bo potomków nie masz? — westchnął na swoje rybie możliwości, w myślach dodając „We can change that”. Nie no, nie dodał tego, bo nie zna innych języków niż rybi. Niestety. 

Na tym jednak nie kończył się wspaniały wywód o jego chęci wymordowania kolejnym przywódców ławicy.

— Poza tym, jakimś dziwnym trafem, rządzący zawsze pod koniec swojej władzy bzikują od jej nadmiaru, i zaczynają robić jakieś egoistyczne głupoty, dobre tylko dla nich, jeżeli nie robili tego już na początku. Każdemu odbija po prostu, jeżeli zdąży dożyć tej chwili — kontynuował, zanim Akhifer zdążyła mu przerwać. — Może się z tym nie zgadzasz, może to są stereotypy, ale nigdy nie słyszałem o sprawiedliwym przywódcy. Decyzje, które podejmujecie, są po prostu bez sensu. Ty jesteś dość dobrym przykładem, choćby tego, że mimo przeczuwanego niebezpieczeństwa nawet nie przysłałaś wojsko, by chroniło narybek. Mimo, że się tego spodziewałaś, jedynie odeszłaś z miejsca zdarzenia, nikomu nic nie mówiąc. To są fakty.

Mogłaby się wybronić, mówiąc chociaż „Przecież powiedziałam tobie”, czy też „Na wszystkie koi świata, przecież nie mogłam wystawić wojska, jak nawet nie wiedziałam, czy to prawda, i czy nie będą potrzebni gdzieś indzie. Chociaż wiesz co? Masz rację, muszą strzec młode od prawdopodobnie nieistniejącego zagrożenia”. Być może nawet była bliska wypowiedzenia jakichś słów, usprawiedliwiających jej uczynek, jednak Brae nie jest wychowany i znowu jej przerwał.

— Możemy płynąć. Wojsko już się nim zajmuje. 

<Akhifer?>

Od Tenebrae'a CD. Akhifer - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.4

Tenebrae sam nie wiedział, co mu odwaliło. A najbardziej chyba wstydził się tego fragmentu „nie tak samce załatwiają sprawy”. Wyszło źle. Bardzo źle. Jakby nie traktował obu płci na równi.

Skrzywił się jeszcze bardziej, kiedy Akhifer potraktowała ich totalnie jak narybek. Uważał się za kogoś dorosłego i dojrzałego, a zadanie polegające na oddaniu prezentu w formie błyskotki zdecydowanie ciążyło mu na dumie. Racja, starał się nie zachowywać jak naczelny samiec alfa, mimo, że jego dusza krzyczała a wszystkie jego wnętrzności wydawały się gotować, w dodatku podgrzewając wodę wokoło. A zadanie polegające na zadowoleniu głupiej liderki tworzyło z Brae i Feliksa najprostszych przyjaciół, wielbicieli wielkiej Alfy. Żałosne. Nie ma partnera, więc chce, żeby przypadkowe ryby z ulicy dawały jej prezent? Mogła się bardziej postarać, żeby przyciągnąć czyjąś romantyczną uwagę. 

No dobra, nie przypadkowe ryby z ulicy. Doprowadzili do głupiej bójki, która sama w sobie zniszczyła Brae’owi reputację, a teraz jej wynagrodzenie zniszczy ją jeszcze bardziej. Uległość. To właśnie powinien okazać. I właśnie tego tak bardzo okazywać nie chciał i przed tym tak bardzo się bronił. 

Bez słowa skinął głową, pustym, choć zezłoszczonym wzrokiem patrząc na najwyżej postawioną rybę. Tak czy siak, musi wykonać zadanie, gdyż był to najpiękniejszy oraz najpewniejszy rozkaz. 

— Chodź, Feliks — mruknął koi, tak naprawdę nie zwracając większej uwagi na swojego towarzysza. Odpływając wraz z nim, nawet nie pożegnał się z Akhifer. Nie zamierzał okazywać jej szacunku. — Musimy omówić plan działania — dodał pewniej. 

— A jak z tą Kawą?

— Przecież nie sprawdzi, czy faktycznie ją piliśmy.

— Dlaczego ma tego nie robić?

— Feliks, czy ty naprawdę aż tak bardzo chcesz iść ze mną na tą kawę — bardziej stwierdził niż spytał.

— Ja?! Nie, po prostu — Brae’owi przeszło przez myśl, że gdyby nie te łuski, Feliks mógłby się zarumienić. Ale pomysł ten wydawał mu się tak absurdalny iż nawet nie wierzył w jego prawdziwość.

— Po prostu chodźmy i miejmy to z głowy — westchnął teatralnie Jitong. 

— Panie przodem — Feliks zmarszczyłby brwi (gdyby je miał), widząc, że Brae, mimo mowy o ruchu, tylko delikatnie rozbija wodę swoimi płetwami.

— Panie?! — warknął poirytowany Jitong. — Zaraz ja ci dam, księżni-

Zniżył głos, zauważając, iż przykuwa uwagę pływających wokoło ryb, oraz z udawanym, poirytowanym uśmiechem ruszył naprzód.

<Feliksie?>

31 stycznia 2022

Od Brae'a CD Romelle - "Tenebrae miał wątpliwości" cz.5 [13+, przekleństwa, buzi!]

Szare ściany z kamienia błyskały w mroku z każdej dostępnej strony, otaczając samotnego Brae. Ciemny, mokry piasek, pełen nieprzyjemnych i ostrych kamieni sypał się tuż pod ciałem Jitonga, którego myśli były prawie tak ciemne, jak mrok panujący wokoło. Wydawało mu się, czy to miejsce naprawdę zwężało się wraz z długością, albo też jego zmysły najzwyczajniej płatały mu figle?

Nie, to nie był żart. Zaraz faktycznie nie będzie mógł zawrócić, gdyż najzwyczajniej zabraknie mu miejsca. Być może nie czuł niepokoju, kiedy jego płetwy delikatnie muskały wilgotną nawierzchnię tunelu. Być może nie czuł go również, kiedy uświadomił sobie, że zaraz się zaklinuje. Myśl jednak, że już nie będzie mógł j*b*ć Akhifer była jego całym bólem. Okropne. Pozwolić jej w spokoju rządzić? Najpierw będzie musiała się go pozbyć!

Dobrze, że nie miał klaustrofobii – inaczej niewiele zdziałałby w tym miejscu. Nie pamiętał już, jakim cudem oddzielił się od Romelle. Zresztą, nawet nie próbował sobie o tym przypomnieć. Jedyne, czego chciał teraz dokonać, to zwinąć się stąd jak najszybciej i wrócić do swojego bezpiecznego kokonu. To znaczy; swojego domu. Nawet jego praca nie była taka zła i całe to codzienne spotykanie się z innymi rybami (mówię wam, oni są przerażający) w świetle tego wszystkiego bladło i było niemal... akceptowalne. 

– Jakie są najbardziej introwertyczne zawody?

Próbował zająć sobie czas, na tyle, ile tylko mógł.

– Cóż, na pewno nie Jitong – mruknął.– Za mało układania wodorostów i samotnego rozmyślania nad znakami, za dużo p**rd*l*n*a o ziemniakach.

Westchnął, przypomniawszy sobie, jak dużo ścieżek rozwoju mógł wybrać. Jak dużo innych opcji na niego czekało z otwartymi płetwami. Choćby ten żołnierz; całkiem zawód porządny.  Strasznie się tobą wysługują, no, ale umiesz walczyć, i możesz wp**rd*l*ć innym.

– Jak zostanę tym kapłanem, to już nikt nie będzie mi rozkazywał – rozmarzył się. – A jak smokiem, to dosłownie spale połowę koi. Ogień w wodzie. Tego jeszcze nie wiedzieli.

Tak oto rozmawiając sobie sam z sobą, zawrócił w drogę powrotną. Kim było stworzenie, które go goniło? Nie wiedział, i szczerze nie zależało mu, by wiedzieć. Teraz spokojnie wróci do domu, zapominając o Romelle, którą tutaj zostawi i o tym drugim gościu. Uśmiechnął się. W końcu należą mu się wakacje.

<Ktoś?>

Od Feliksa CD Tenebrae'a - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.2

Wiecie co?! Feliks nie zgadł ani razu. I trudno.

W rybkowym świecie, rybkowe sny, przekształcają się w piękne marzenia, a następnie ulatują jak bąbelki powietrza ku górze, spajają z błyszczącą taflą wody, wzbijają na jej powierzchni drobniusieńkie fale i rozpryskują się w ostatnim swoim tańcu, trwającym nie dłużej, niż ułamek sekundy. Takie marzenie ucieka z małej główki, przy akompaniamencie pobłażliwych westchnień wodorostów i potężnych, omszałych skał. A także ku olbrzymiemu zaskoczeniu właściciela owego niewinnego marzenia, zmieszanemu niesmacznie z żalem, czy też, ściślej ujmując, pewnego rodzaju poczuciem bycia głęboko pokrzywdzonym przez własną jaźń.

Minął już dobry miesiąc, odkąd nasz wojownik dotarł do nowego domu i poczuł się w nim... nieco inaczej, niż w każdym innym miejscu kiedykolwiek. Tak jakby, hm. Lepiej.

Feliks poruszał się szybkim, acz z lekka zygzakowatym ślizgiem, pozostawiając za sobą coraz większe połacie ziemi. Wyglądał przy tym jak ognisty, myśliwski pies, gwałtownie węszący coraz wyraźniejszy, coraz bliższy trop. Spokojnie: jak wiemy (jeśli nie jesteśmy akurat pół godziny po kolokwium, które uwaliło pół rocznika i nasze myśli nie wypłynęły po nim z głowy jak glutowate białko rozbitego jaja), oczywiście nie mogło być to prawdą. Feliks był tylko małym koi i jako taki nie miał zbyt wybujałego zmysłu powonienia. Można nawet powiedzieć więcej; oprócz okrągłych, pustych oczek i imponującej, choć z wierzchu niemal niewidocznej, linii bocznej, zmysły miał tak średnio wyostrzone.

Czego szukał? Szczęścia? Pieniędzy? Ciągu sukcesów zawodowych, które mogłyby doprowadzić go do zasłużonej emerytury oficerskiej w gronie rodziny, na działce w Bieszczadach? Otóż nie.

No ludzie, trochę ogarnięcia nie zawadzi. Czego mogła szukać ryba na dnie zbiornika? No żarcia. To jeśli już wszystko wiemy, możemy z satysfakcją spełnionego bajkosłuchacza poznać ciąg dalszy historii naszego małego wojownika. 

A zaczęło się to wszystko, gdy główka Feliksa znienacka zderzył się z czyimś bokiem. Niespodzianka najwyraźniej wytrąciła z uwagi zarówno Feliksa, jak i jego bezczelną przeszkodę, bowiem zanim dzielny komandos zdążył otworzyć pyszczek i na nią nakrzyczeć, dobiegły go rozsierdzone słowa o banalnie standardowym przekazie. Coś jak...

- Patrz, gdzie płyniesz! - Zanim echo ucichło, a Feliks naprawdę otworzył pyszczek, dogoniło je jeszcze - każde poruszenie płetwami może być twoim ostatnim, durny...

I tego już ów niepraktyczny głaz nie zdążył zakończyć.

Ciężka płetwa spadła prosto na jego krzywy... ryj? Och, istotnie, przeszkoda okazała się całkiem żywą rybą. I to rybą o niezbyt zachęcającej powierzchowności. Z jakiegoś powodu zachęciło go to do powtórzenia ciosu.

- Przestań, do cholery! - wrzasnął rybkosz truposz, wymachując częściami ciała kręgowców wodnych, stanowiącymi narząd służący do utrzymywania równowagi oraz regulowania prędkości i kierunku poruszania się w wodzie. Feliks z nieukontentowaniem stwierdził, że jego przeciwność nadal zachowuje się niefrasobliwie.

Jeszcze jeden wymach.

Tym razem jegomość odpowiedział tym samym, składając na czole Feliksa pocałunek śliskiej płetwy. Nasz bohater wzdrygnął się, ponawiając atak.

Wtem, obcy głos (czy zresztą głos przeciwnika był znajomy? Przez te kilka sekund zdążyli się już aż tak do siebie zbliżyć?) przedarł się przez zasłonę tysięcy bąbelków, które wzbijali wokół siebie walczący. Oto Akifiker? Akihifer? W każdym razie ta nadobna istotka, która zarządzała całym niebiańskim przybytkiem, wpłynęła pomiędzy nich i z marsową miną wyciągnęła jedną swoją płetwę ku jednemu, jedną ku drugiemu, licząc pewnie na ich opamiętanie.

Pierwszy zreflektował się tamten ciul, który stanął na drodze Feliksowi.

Jego szczęście.

Zaczął nawet coś tam mlaskać w kierunku szefowej, lecz zagniewany żołnierz nie rozważał już nad sensem jego słów, gdyż uznał, że zjawiska takiego nie sposób przyporządkować do żadnej ze znanych światu wartości. Przybrał więc tylko jeszcze bardziej nieodgadniony niż zwykle wyraz pyska.

- Feliks? A Ty? - z zadumy wyrwał go głos niewieści. Przez chwilę sołdat myślał nad godną odpowiedzią.

- Co? - zwrócił się ku niej, a ona? Westchnęła.

- Pytałam cię o coś.

- Zgadzam się. Stanowczo się zgadzam, Akih... Masz rację, szefowo.

- No dobrze... - Przywódczyni potarła oczy swoją zgrabną płetewką. - Zatem pozostaje mi tylko jedno wyjście.

Feliksa zaintrygowały te słowa. ALE nie na tyle, by nie posłał jeszcze jednego, nienawistnego spojrzenia rywalowi.

< Akhifer? Brae? Ktoś weźmie ten żarcik? xD >

3 stycznia 2022

Od Tenebrae'a - "Pora umrzeć"

Gdyby Brae zastanowiłby się nad tym, nie wiedziałby, jak się tu znalazł. Nie mógłby dowiedzieć się też, co on tu w ogóle robi i dlaczego robi to, co robi. Nie zdawał sobie sprawy z niczego. A jedyne, czego był pewny, to tego, iż powinien natychmiast odejść z tego miejsca, zanim stanie się coś strasznego, czego będzie w cholerę żałował. Albo wprost odwrotnie; zostać tutaj i czekać na nieuniknione, samotnie gnijąc od środka. Uświadomił sobie, że żera go stres. A przecież on nie czuje stresu, nieprawdaż?

Dookoła niego znajdowało się pełno przeźroczystych ryb. Duchy – uświadomił sobie. Gdy spróbował jednego dotknąć, ten przepłynął przez jego płetwę, nie zwracając na niego nawet najmniejszej uwagi. Jitong obserwował to wszystko ze zdziwieniem. Czy jest to jakiś znak od Smoków? Wizja, którą musi zinterpretować? 

Dookoła zbiornik wyglądał jak zawsze. Poprawa. Wyglądał tak do chwili, gdy oczom Tenebrae nie ukazało się całkiem obce miejsce. Okręcił się dookoła, z trwogą obserwując całkiem obcą rybę. Wyglądała dziwnie, jednak swojsko. Brae bez problemu mógłby uwierzyć, że jest to członek ławicy. 

Generalnie pod wodą panuje cisza. Ta jednak była innego rodzaju; sprawiająca, że chcesz nieruchomo patrzeć w oczy zagrożeniu, wiedząc, że go nie powstrzymasz. Cisza, nie, którą się słyszy. Taka, którą się czuje. Nie brak dźwięków, lecz ich przytłumiony nadmiar, ściskający i duszący cię w środku. 

Koi spojrzał na Brae. Wydawał się zapraszać, by ten podszedł i mu pomógł. W czym jednak? Jitong nie mógł się ruszyć. Musiał jedynie patrzeć, jak nieznajomy przecząco kiwa głową, w geście niedowierzania. Po chwili obcy przeskoczył przez wodospad, pozostawiając Tenebrae samego sobie. Samiec doskonale wiedział, iż nie chciał tego. Chciałby to zrobić razem z nim. Ale nie mógł.

Pierwotny Koi No Ryuu – przeszło mu przez myśl, zanim obraz się zmienił. 

Tym razem był ponownie w ławicy. Coś się zmieniło. Coś uspokoiło. Dlaczego więc Brae czuł tak ogromne rozczarowanie swoją postawą? 

Duchy nadal pływały obok niego. Dało się dojrzeć integracje między nimi, jednak nikt nie zwracał uwagi na Brae. Sam Jitong nie wiedział, co ma sądzić o tej sytuacji. Czuł, że nie jest to rzeczywistość. I cieszyło go to.

Jego ciało same popłynęło w stronę jego mieszkania. Brae, niemal znudzony, zajrzał do jego środka. Nic go już nie obchodziło. Skąd wzięła się w nim ta obojętność?

Ale od tego, co zobaczył, niemal przeszył go piorun.

To był on. Martwy.

Czyli to on jest duchem? Reszta żyje i ma się dobrze?

Nagle czuł, jak otoczenie faluje. Cały obraz, jaki powstał w jego głowie zaczął się łamać, ustępując miejsca rzeczywistości. Nieobecny wzrok Jitonga spoczął na kompletnym obcym koi. Nie znali się. 

– Hej? Jitongu? Wszystko w porządku? – spytał jego klient. Brae przypomniał sobie, o czym właściwie rozmawiali. O ile nie zmyślił sobie tej rozmowy. Jakakolwiek była, fałszywa czy prawdziwa, nie chciał jej kontynuować. 

– Nie. Przyjdź jutro – powiedział i automatycznie odpłynął.

<Koniec>

27 grudnia 2021

Od Brae - "Wszyscy kochają Akhifer" cz.1 [13+]

Tenebrae nie mówił „nie”. W zasadzie… mówił „tak”. Całkiem inteligentne było stwierdzenie, że co najmniej podejrzane jest, iż dołączył do Bractwa Puszczy akurat w chwili gdy pojawiły się pewne przypuszczenia. Och, tak, debilna nazwa – to było pierwsze, co pomyślał Jitong, gdy zapoznał się z przywódcami koi należących do tego właśnie… Jak przy tym jesteśmy, to i z tym Brae miał spory problem; jak nazwać to coś? Zgromadzenie, paczka durnych przyjaciół, aż koniec końców pozostał na cholernej sekcie, planującej wymordować każdego, kogo napotka. Pozostali w ławicy widocznie myśleli podobnie.

Nie wiadomo, kto. Nie wiadomo, kiedy i gdzie. Wiadomo tylko, że wpuszczono do zbiornika plotkę o tym, iż Tenebrae planuje zamordować alfę. Pierwszą reakcją wspomnianego koi był idiotyczny i mało inteligentny śmiech, ten jednak został przerwany, gdy czarny uświadomił sobie, że to nie jest żart (i że to nie jest taki zły pomysł). Jacyś debile naprawdę myślą, że chciałby zamordować przywódczynię. Okay, dobra, faktycznie. Jest wysoko położony. Ma zapędy prowadzące do z*j*b*n*a innych. Dołączył do sekty w momencie, kiedy właśnie to wszystko się zaczęło. I niejednokrotnie wygłaszał przemowy swoim klientom, iż uważa, że Akhifer jest niezbyt inteligentnym małżem (tak, przy okazji obrażał też jej zwierzaka). Ale dużo się od tego czasu zmieniło, naprawdę: Brae powstrzymywał większość swoich zachowań godnych naczelnego emosa, nie pluł Akhie w twarz, i nawet zdążył ją polub-… Znaczy… zaakceptować. Tak. Zdążył przyzwyczaić się do tego, że istnieje, a jeżeli nie przestanie zachowywać się wobec niej jak stary dziad to skończy jako sprzątacz. Sorry, Irysahyta, mam nadzieję że się tym nie przejmujesz, ale chyba nikt nie uważa, że sprzątacz to godne stanowisko. 

Czuł się jak skończony idiota, kiedy narybek omijał go szerokim łukiem, odpływając z wrzaskiem i wrzeszcząc „Morderca! Chce zabić królową!”, a ich opiekunowie mieli to gdzieś. Nie reagowali, tylko patrzyli po sobie, jakby to, że dzieci nazywają randomowych koi „Mordercami” było spoko. Może mieli po prostu dziwne dzieci, jakieś niedorozwinięte czy coś, ale normalnie ryby zachowują się w bardziej cywilizowany sposób. Chyba. Nie znam się na rybach.

Cóż, podsumowując tą sytuację, stan Tenebrae można by określić jako zdołowany. Zmęczony. Może nawet zasmucony, chociaż bliżej do zdenerwowanego. Jitong miał dość. Widzieli to wszyscy, którzy do niego przychodzili: zamiast kłócić się jak zawsze, chłodno mówił to, co chcieli usłyszeć, żeby sp**rd*l*li. A ów ryby, korzystające z usług posłańca smoków, w większości oddalały się czym prędzej – sp**rd*l*j*c. Żeby nie było: nie każdy zachowywał się jak bezmózgi piasek. Niektórzy nawet mówili Brae, żeby się nie martwił, wziął w garść i dobrze wykonywał swoją robotę, to zostawią go w spokoju. Nie możemy powiedzieć, że tym wszystkim samiec się stresował, gdyż nie zna on podobnego pojęcia, jednak było to dla niego mało komfortowe. Zdecydowanie wolałby żyć jak dawniej.

Warto również wspomnieć, dlaczego w ogóle Tenebrae znalazł się tam, gdzie się znalazł. I nie mowa tu o jego latach życia, ciężko przepracowanych, by mieć jak najgorszą opinię jaką się tylko da zdobyć. Chodzi oczywiście o to, jakim cudem Brae jest członkiem Bractwa Puszczy zamiast jakiegoś Mrocznego Kanionu. Zgadujcie. Macie dwie szanse.

Jeżeli trafiliście od razu, to mogę wam pogratulować. Jeżeli za drugim: nie jest źle. Ale naprawdę dziwię się, że ktoś nie zgadł za żadnym, no, chyba, że robiliście sobie więcej prób niż dwie. Poprawną odpowiedzią jest oczywiście, iż zrobił to z powodu reputacji ów sekty. Mają władzę, mają popyt, i panienki na nich lecą znaczy co-

Nieważne, on jest aseksualny i nie obchodzą go panienki. Ani panowie. Żebyśmy się jeszcze wszyscy nie zdziwili.

Wyjść z tej sytuacji można było na kilka sposobów. Raz, wyjaśnić to sobie z alfą. Dwa, r*zp**rd*l*ć frajerów samodzielnie lub wynająć do tego wojsko. Trzy, w*p**rd*l*ć gdzie pieprz rośnie. No, i cztery, przetrwać to wszystko i żyć dalej.

Pierwszy i ostatni był rozsądny, trzeci dało się znieść a drugi… Cóż, był drugim. Druga szansa na zgadnięcie poprawnej odpowiedzi, dzięki czemu można się odkuć za poprzednią będącą niepoprawną:  Które wyjście było faworytem Brae?

Hej, ludzie (czy tam ryby), Tene nie jest jeszcze takim matołem żeby zabić połowę karpi przez to, iż nie wierzą w jego uczciwość. Czy wspominałam, że Brae sam się zastanawiał, czy on tego nie planuje i przez swoją chorobę po prostu o tym zapomniał? Nie? To może lepiej, że sądzicie, iż faktycznie jest niewinny. 

…Dobra, będę szczera, Jitong chciał wybrać sposób drugi. Ale poniosły go emocje. Zrozumcie.

Zresztą, nie wybrał go. A pomógł mu pewien członek wojska, który zresztą sam nie wiedział, co czynił. Najzwyczajniej wpadł na Tenebrae, gdy ten planował wybicie połowy członków zbiornika. Może nie było to zbyt inteligentne, zważywszy na to, że pozostali utwierdziliby się w przekonaniu, iż plotki są prawdziwe i następna będzie Akhifer. Brae był zły. A Feliks nie miał dobrego dnia, skoro na niego wpadł. Chociaż mogło być gorzej. 

– Patrz, gdzie płyniesz – warknął Jitong, gdy Feliks w niego wszedł. Wbiegł? Wpłynął, w zasadzie. – Każde poruszenie płetwami może być twoim ostatnim, durny…

Tutaj emocje Brae opadły, i dlatego właśnie mogło być gorzej; Jitong potrafi się ogarnąć, chociaż możecie w to wątpić. Zresztą, sama w to wątpię. Sęk w tym, iż Tenebrae postanowił nie wzbudzać aż tylu podejrzeń, wyzywając członka ławicy od sk*rw*s*n*w. Więc przerwał. Patrzcie, jaki grzeczny i myślący chłopczyk!

Cóż, i tak mu groził, więc ten sk*rw*s*n niewiele popsułby mu ów wypowiedź.

<Skurwy-... Znaczy... Feliksiu, mój ty kochany?>

26 grudnia 2021

Od Akhifer CD. Brae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.6

Takiego obrotu spraw Akhifer w życiu by się nie spodziewała. Tak bardzo skupiła się na rozwiązaniu całej tej sprawy ze swoim snem, że kompletnie zapomniała o najprostszym możliwym rozwiązaniu, jakim jest zwyczajne zrozumienie tego snu dosłownie. Pewnie, gdyby tak bardzo nie zależało jej na tym wszystkim, nie musiała by teraz pędzić co tchu w skrzelach, niemal je wypluwając, byleby zobaczyć, co się dzieje z narybkiem. W tym momencie zapomniała o świecie, o Tenebrae'u, o tym, co może ją złapać na tych terenach. Musiała jak najszybciej dostać się do domu. Nawet jeśli wypluje skrzela i odpadną jej łuski, po prostu musiała tam się dostać!

Pędziła tak szybko, że nawet nie zarejestrowała kiedy otarła się o zaostrzony kamień. Coś ją szczypało w boku, ale nie było to ważne. Ważniejsza była ławica. Ten zapach krwi na pewno nie pochodził od niej, to coś innego się zraniło i krwawi. Jej nic nie jest. Tylko musi bardzo szybko dostać się z powrotem do domu, do ławicy, żeby upewnić się, że narybek jest bezpieczny.

Spojler: nie był.

Gdy Akhifer wszelkimi siłami starała się dotrzeć do głównych miejscowisk karpi, nad głowami nieporadnych rybek pływał szczupak. Zdecydowanie miał chrapkę na małe, bezsilne dzieciątka, które schowały się pod kamieniami i wśród roślinności, wszędzie, gdzie wydawało się być dostatecznie bezpiecznie. Na te długie, nieznośne chwile w ławicy zapanował strach i chaos. Ci mniejsi i słabsi uciekali, ci więksi i bardziej pewni siebie starali się odciągnąć szczupada od centrum domu łatwicy. Nic jednak nie ruszało tego wściekłego stwora, który kłapał wypełnioną zębami szczęką na zaczepiające go karpie i wciąż rozglądać się za smaczną przekąską.

Jego uwagę przykuł pewien zapach. Zapach bardzo czerwony, wyśmienicie rozchodzący się w wodzie i bardzo intrygujący. To pojawiła się alfa, z obdartym, krwawiącym bokiem, gotowa bronić narybku nawet za cenę życia. Ferka z wykształceniem wojskowym rzuciła się bez namysłu na znacznie większego drapieżnika, chcąc chociaż go zdezorientować, żeby małe karpie mogły uciec do jednego ze schronisk. Jej plan jednak zawiódł, gdy zorientowała się, że krew tak naprawdę jest jej. I teraz szczupak, podniecony tym przepysznym zapachem, zaczął gonić ją, faktycznie zapominając wszystkich pozostałych ryb.

W takim wypadku to już działa instynkt, a nie rozum. Myśli blakną, zostawiając miejsce dla jaskrawego i intensywnego pragnienia przeżycia. Gdzieś w tle odbijało się delikatnymi pastelami, że przynajmniej dzieciarnia będzie bezpieczna, jednak był to kolor na tyle słaby, że ginął w szaleńczym kalejdoskopie. Nawet bodźce nie reagowały na otoczenie, władanie przejęły oczy, które wypatrywały najlepszej drogi ucieczki. One były najbardziej kolorowe. Ścieżka przed karpicą widniała na kolor kwitnącego w słońcu słonecznika, natomiast ból w boku wyblakł z czerwieni do bardzo delikatnego różu, nie zostawiając praktycznie po sobie śladu. Przetrwanie było po prostu najważniejsze.

Usłyszała czyiś krzyk od boku i poczuła szarpnięcie, jak ktoś ją pociągnął prosto do jakiejś zapyziałej nory. Była to ludzka budowla, jednak jej cel nie był karpiom znany. Nie musiały go znać. Teraz było to dla nich schronienie przed wściekłym drapieżnikiem, który bardzo chętnie zje sobie na obiad karpia, chociaż świąt jeszcze nie ma.

Tenebrae zamknął wejście i zabezpieczył je kamieniem, podczas gdy Akhifer przycisnęła się do tylnej ściany i próbowała odzyskać trzeźwość umysłu. Kalejdoskop powoli się uspokajał, tracąc swoje szaleństwo kolorów, a na jego miejsce pojawiały się stonowane, uporządkowane krajobrazy. W tym ciemna, krzycząca czerwień trzymająca się boku ciała samicy. Krew wyciekała, teraz już bardziej z winy intensywnego ruchu i musiała być jak najszybciej zatamowana. Tylko czym, do licha?

Brae znalazł jakiś biały płat, z którego podobno też korzystali ludzie. Nie wydawał się idealny, ale lepsze było to niż nic. Ostrożnie obwiązał go dookoła ciała wadery, zakrywając ranę. Potem się odsunął.

– Gratuluję odwagi, współczuję głupoty – rzucił, odwracając się od alfy. – Nieźle się popisałaś.

– Działałam instynktownie...

– Instynktownie to ty się prawie zabiłaś – skwitował Jitong. – Nie lubię cię, ale przy twoich rządach przynajmniej mam jakiś spokój i pewność, że tak szybko się to nie zmieni. Jeśli na alfę wejdzie ktoś nowy, może mi poprzestawiać szyki, a jakoś tego nie chcę.

– Z czego wynika ta niechęć? – Akhifer zadała to pytanie takim tonem, który nie cierpiał odmowy odpowiedzi. Do tego byli zamknięci w jakiejś ludzkiej skrzyni i raczej tak szybko się stąd nie wydostaną, więc mają mnóstwo czasu wyjaśnić sobie różne rzeczy.

<Tenebrae?>

9 grudnia 2021

Od Brae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.5 [13+]

Zacznijmy od tego, że Tenebrae nie lubił się bić. Generalnie Jitong lubił małą ilość rzeczy, ale bijatyki nigdy nie wychodziły mu zbyt dobrze; gdy był młody, często w nich uczestniczył, ale stanął po zwycięskiej stronie góra dwa razy. A naprawdę często się bił. Cóż, nigdy nie umiał spożytkować swojej energii we właściwy sposób. 

Jak tak patrzył na to wszystko, to nawet nie chciało mu się walczyć o przetrwanie Alfy i by pokonać to coś, co zwało się Tvef. Mógłby zostawić tutaj i Alfę, i swojego wroga, a następnie sobie pójść, szybko zmykając w rodzinne strony. Inaczej: uciec. Potem powiedziałby wszystkim, że Akhifer popełniła samobójstwo, ale przed tym oznajmiła, że Brae zostanie nowym-

Dobra, lepiej nie. Trochę to planowanie zaszło mi za daleko, co? To co mógłbym, to jedno, a to co zrobię, to drugie. Chyba nawet ja nie jestem aż takim palantem, żeby teraz uciekać, i zostawić ją na pewną śmierć... Chociaż przywódczyni walczy lepiej ode mnie, a ją powalił jednym uderzeniem, i chociaż tak naprawdę wcale nie chce-

– W mordę małża – Tenebrae zdążył wydusić, żeby szybko odpłynąć na bok. Rozwścieczony Pustelnik nie należał do jego najlepszych przyjaciół. Jakikolwiek Pustelnik nie należał do jego najlepszych przyjaciół. Co prawda to prawda, ale do Pustelników czarny koi nigdy nie czuł szacunku. Byli podejrzani. Mieszkali pośrodku pustkowi i wyprawiali jakieś dziwne rytuały, jak modlitwy do duszków.
Nie myślcie, że Brae nie wierzył w Smoki… Bo, ee-, wierzył. Oczywiście. 

– Życie ci się znudziło, czy co? – Brae poirytowany zapytał Tvefa, odchodząc od swoich rozmyślań. Wątpliwe, żeby ktoś inny myślał o smokach, nie w formie modlitwy, kiedy walczy o przetrwanie. – Rozumiem, że nie masz rodziny, bo jesteś zbyt brzydki i nikt cię nie chce, przez co tutaj wylądowałeś, ale nie musisz wyżywać się na innych. Hej, ja może jeszcze jestem do uratowania, koleżko! 

Jitong o mało nie stracił głowy.

– Kurde – powiedział sam do siebie. – Ja chyba dobrze rzucałem kamieniami, kiedy byłem młody? O ile pamiętam. I o ile to mi się nie przyśniło. Albo nie przewidziało, kurwa.  

Wziął więc w płetwę kamień i wycelował w rybę. Pustelnik widocznie nie czuł się zbyt dobrze, gdyż zaczął się topić. (Tak, dobrze przeczytaliście, ryba się topi. A w zasadzie opada na dno, powoli, i powoli… Ale to można uznać za topienie się) Tak czy siak, misja została zakończona. Tenebrae z podziwem spojrzał na powalonego wroga. Zaraz też podszedł do swojej zmarłej znajomej, która, swoją drogą, wcale zmarła nie była. Jitong szybko to zauważył, i sam nie wiedział, czy ma się z tego cieszyć czy smucić. 

– Dość ciężka jest – Brae wysapał, targając za sobą Alfę. –  Co ona jadła? 

Całe szczęście, że w wodzie przedmioty (i organizmy żywe) tracą swoją wagę, bo wątpliwe, żeby Jitong dociągnął Akhifer do końca trasy o własnych siłach. Zresztą, tak naprawdę nie musiał ciągnąć jej do końca: liderka szybko się wybudziła, z odruchem prawie zabijając swojego podwładnego. Najpierw Tenebrae chciał wrzasnąć „Ajajaj, moja biedna główka”, ale w porę przypomniał sobie, że jest dorosłym mężczyzną. 

– Nie zabij mnie czasem – mruknął. – Coś wymyśliłem…

– Co ty nie powiesz – Alfa nie wyglądała na zadowoloną. Zresztą, nikt nie byłby zadowolony, gdyby ominął go pojedynek, a co gorzej, właśnie oberwałby w łeb. 

– Śniło ci się, że próbujesz obronić narybek, nie? Ale ci się to nie udaje? – zaczął. – To teraz wyobraź sobie taką sytuację, że próbujemy go bronić w tej chwili; idąc do Pustelnika. Ale nam się nie udało.
Akhifer spojrzała na niego, zamyślona. 

– Sugerujesz, że narybek coś symbolizuje?

Jitong trochę się zmieszał. Tak daleko to on nawet nie zaszedł.

– Może… Ale chodziło mi bardziej o coś realistycznego. Że teraz coś, kurwa, te dzieci wyżera, kiedy my sobie rozmawiamy. 

Miejmy nadzieję, że z biegiem czasu Brae nie zacznie używać przekleństw jak przecinki w zdaniach, ale obecne wydarzenia niestety na to wskazują. 

Kiedy więc on rozmyślał nad swoją przyszłością, i tym, że za często używa pięknego słowa, jakim jest „kurwa”, Akhifer zrobiła coś pożyteczniejszego; ze swoją obolałą głową rzuciła się do płynięcia, modląc się w duchu, że to, o czym pierdolił Brae, jest tylko wymysłem jego walniętej wyobraźni.

Niedużo brakuje i ja także będę używała przekleństw zamiast przecinków. Ale nie no, ,,pierdolił" to chyba nie przekleństwo?

<Akhifer?>

22 listopada 2021

Od Akhifer CD. Brae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.4

Strażniczka skupiła się na słowach Szamana. Obracała je sobie w głowie we wszystkie strony, analizowała, starała się zrozumieć, co może to wszystko znaczyć. Słyszała, że takie rzeczy najlepiej interpretuje się instynktownie, poprzez przeczucie, więc tak starała się zrobić w tej sytuacji. Nie miała jednak doświadczenia - zarówno w działaniu instynktownie w takich sprawach, jak i w interpretowaniu wizji - więc pozostało jej tylko ledwo się domyślać. Może nawet nie była w stanie tego zrozumieć, kto wie. Nie miała takich mocy jak Szaman czy Jitong, a ryby posiadające te kwalifikacje zgodnie twierdziły, że to wszystko nic wielkiego.

Ale czy na pewno? Tenebrae zauważył coś nietypowego. Co prawda jednak to pamiętał, ale był w stanie zaznaczyć, że nie było to w pełni normalne. Jednak to olał i o tym zapomniał. To samo było z Szamanami, zauważyli coś, ale to pomijali, bo już ich to nie męczyło. Czyli dwa źródła informacji już uważają, że powinna o tym zapomnieć i wrócić do własnych spraw. A jednak jej instynkt na to nie pozwalał, po prostu czuła, że coś jest nie tak, lekko na lewo, jak to mówiła. Podobno to przeczuciem należy się prowadzić. Z tego powodu postanowiła na razie nie odpuszczać, nie dopóki w stu procentach upewni się, że wszystko jest w porządku i faktycznie nie ma się czym martwić. Często powtarzała "trzy razy do zarazy", więc i tym razem postanowiła wdrożyć to w życie. Wiedziała o jeszcze jednej osobie, która mogła jej pomóc i odpowiedzieć na nurtujące ją pytania. Było to dosyć ryzykowne, bo ten pustelnik unikał towarzystwa jak diabeł święconej wody, a odwiedzające go karpie poganiał z haczykiem na kiju, ale w tym wypadku musiała zaryzykować. Może zaciągnie tam Tenebrae'a, żeby ją wsparł. On na razie wie najwięcej o całym tym bałaganie, może nawet więcej od niej i po prostu się nie przyznaje. Zresztą i tak pewnie zainteresuje go obecność innego Jitonga, bo nie było szans, żeby o nim słyszał.

– Dziękuję... Verste, tak? Za twoje zdanie – podziękowała z czystej grzeczności i szczerze miała ochotę trzepnąć Tenebrae'a, żeby nauczyć go dobrych manier. – Przyda mi się ta informacja, pewnie bardziej niż sobie myślisz. Do zobaczenia. Tenebrae, płyńmy.

Zauważyła, że czarny karp dość niechętnie się za nią powlókł, ale na razie nic nie mówiła. Chciała się oddalić od Szamanów zanim napomni o oddalonym od społeczeństwa samcu. Pewnie nie powinna komukolwiek tego wyjawiać, ale cholera, męczyły ją myśli, że to wszystko może jednak coś znaczyć, a jakoś obecność Brae'a ją uspokajała. Chociaż żywili do siebie niechęć, Brae większą od jej, miała do niego szacunek i wierzyła w jego umiejętności. Nie chciała jako jedyna dbać o bezpieczeństwo, nawet jeśli innych miała przymuszać.

Gdy wreszcie oddalili się od Szamanów na bezpieczną odległość, Ferka odważyła się odezwać.

– Trzy razy do zarazy – rzuciła, powtarzając jedną ze swoich ulubionych fraz. – Jeszcze jest trzecia ryba, której chciałabym się spytać o zdanie. Potrzebuję tylko, żebyś popłynął ze mną.

– Serio? Do kogo chcesz niby popłynąć? – zapytał Tenebrae, chociaż raz nie brzmiąc jakby zaraz miał rzucić alfę w paszczę suma.

– Jest... ktoś, kogo można spytać. Jest pustelnikiem i żyje w absolutnym odosobnieniu, do tego wszystkiego nienawidzi gości. Ale jest jedynym innym karpiem, którego mogę jeszcze spytać. Będę tylko potrzebować twojej pomocy, żeby mnie od razu nie zabił.

Jitong spojrzał na nią z zaskoczeniem i skrywaną pogardą, że jak to, alfa i tak się boi, że prosty pustelnik może ją zabić. Ale on jeszcze nie wiedział, z czym, czy raczej z kim przyjdzie im się spotkać. Na szczęście nie zaoponował, postawił tylko warunek, że po tym wszystkim dostanie dwa dni wolnego, na co Akhifer bez oporów się zgodziła.

Płynęli przez długi czas, zdołali nawet przeciąć Pusktkowie, zanim dotarli do Piaskowych Równin. To właśnie tam krył się ten wielki pustelnik, którego niewielu odważyło się odwiedzić ze względu na jego dziwaczne usposobienie. Szczerze nawet Akhifer żałowała swojej decyzji, ale cóż. Nie przepłynęli takiego kawałka drogi tylko po to, żeby teraz nagle zawrócić. Spyta się, co Pustelnik myśli o tych wizjach i jej śnie, i sobie odpłynie. Nie będzie zawracać mu głowy na długo.

Oczom dwójki karpi ukazał się pień drzewa, który zdecydowanie od bardzo dawna leżał w wodzie. Pokryty był mchem i glonami, w odsłoniętych miejscach był całkowicie czarny, a z jednej strony częściowo zakopana w piasku widniała dziura, będąca wejściem do domu pustelnika. Byli na miejscu. Musiała teraz wpłynąć do środka.

Zbliżyła się do wejścia. Drzewo śmierdziało zgnilizną, rozpadało się, pokonane przez wodę i upływ czasu. Stęchlizna powodowała, że wcale nie miała ochoty tam wchodzić. Ale musiała. Nie miała wyboru.

Po kilku zaczerpnięciach większej ilości wody wreszcie odważyła się wsadzić głowę do otworu. Nic. Ani jednego dźwięku, woda pozostała nieruchoma. Wpłynęła głębiej w ciemność pnia, znienacka dostając nieprzyjemnych myśli. Pustelnik mógł umrzeć i nikt o tym nie wie, bo przecież nikt tu nie przychodzi. Wtedy cała ta wyprawa byłaby po nic.

Jej obawy zostały rozwiane, gdy poczuła ruch wody w głębi pnia. Coś w nim było i sądząc po wielkości był to karp koi. Pewnie Pustelnik. Postanowiła zaryzykować.

– Tvef? – zapytała na głos, gotowa w razie czego uciekać. – Jestem Akhifer, alfa ławicy.

Do oświetlonej części kryjówki wpłynął stary, pokryty wieloma bliznami karp o zielonkawym zabarwieniu brzucha i żółtym ciele. Jego płetwy zdawały się być już w częściowym rozkładzie, gdyż błony zostało naprawdę niewiele, a do tego była podziurawiona. Ten koi żył chyba tylko cudem, bo nie było szans, żeby był w stanie sam dla siebie polować i zbierać pożywienie. Chyba, że znalazł sobie jakiegoś ucznia, to jednak było wysoce nieprawdopodobne.

– Czego tu? – odezwał się Tvef ochrypłym, gburowatym głosem, jeszcze gorszym niż Tenebrae mógł kiedykolwiek się zdobyć. – Streszczaj się, nie mam ochoty patrzeć na twoją gębę.

Alfa z trudem powstrzymała jakąkolwiek reakcję na te słowa. Temu osobnikowi nie mogła nic powiedzieć, był wielki i do tego nieco stuknięty, gdyby coś mu się nie spodobało po prostu by ją zabił. Nie to, co Brae.

– Przybyłam z pytaniem...

– No to je zadaj! – Podniesiony głos karpia zaskoczył stażniczkę jeszcze bardziej, ale starała się zachować spokój.

– Śniło mi się, że staram się chronić narybek przed drapieżnikami, ale na końcu i tak nas wszystkich zjedli. Potem Tenebrae, nasz Jitong wspomniał, że z nieznanego powodu nagle zniszczyły się kryształy w Kryształowni. Przed chwilą razem z nim odwiedziłam Szamanów i oni też stwierdzili, że zauważyli coś nietypowego, ale stwierdzili, że to nic takiego. Chciałam się dopytać jeszcze ciebie, co o tym myślisz. Martwię się o ławicę i chciałabym być przygotowana, jakby coś się zadziało.

– Ta, jakby można było się przygotować na nieoczekiwane. I do ciebie nie dotarło, że świat cię ostrzega? Nie zauważyłaś tego?

– Właśnie zauważyłam, dlatego przyszłam...

– I głupio zrobiłaś, że przyszłaś! Idiotka! – zaśmiał się Pustelnik, co Ferkę całkowicie zbiło z toru. Co się, do licha, dzieje? Dlaczego ten karp się śmieje i ją tak bardzo wprost obraża. – Idiotka, nie umie słuchać wszechświata. – Łypnął na nią zamglonym okiem. – Bardzo dobrze, lubię takie. Mniej mózgu do wyciągania.

– Co?

W tym momencie Tvef rzucił się na nią, w płetwie trzymając swój niesławny hak na kiju. Celował w nią. W jej serce. W głowię. Chciał ją zabić, widać to było w jego szalonych oczach. No tak, przecież koi również są drapieżnikami.

– Tene... – nie zdążyła wykrzyknąć imienia Jitonga w wołaniu o pomoc, kiedy wielki karp uderzył ją płetwą ogonową, odpychając na ścianę pnia. Samica straciła przytomność.

<Tenebrae?>

16 listopada 2021

Od Brae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.3

– Oh, nic szczególnego – cicho burknął. – Coś cię zje.

Całe szczęście, że Akhifer tego nie usłyszała (a przynajmniej nie dała po sobie tego poznać) wciąż miarowo uderzając ogonem o wodę. Brae złapał z nią kontakt wzrokowy, próbując przypomnieć sobie, co właściwie uczyli go na wychowaniu rozszerzonym. Zapamiętał jedynie odróżnianie poszczególnych śmie-

Dobra, to pamiętał z podstawowego. Widoczne trzeba było słuchać i nie kręcić się gdzieś koło Mrocznej Puszczy. Tak, to mogłoby mu wyjść na dobre, chociaż podejście samego Jitonga w tej sprawie było proste: Jitondzy uczyć się nie muszą, gdyż to, co robią, wymaga po prostu intuicji i pewnej inteligencji. 

Czyli już wiemy, czemu Tenebrae nie szło w tej pracy.

– Dobra – O dziwo, Brae postanowił włożyć trochę życia w tą sprawę. Może to było spowodowane urokiem osobistym samicy, ale patrząc na orientację potencjalnego partnera (i stanowisko jakim jest Alfa) to raczej wątpliwe. – Na razie kilka rzeczowych pytań. Muszę sprawdzić twoją trzeźwość i czy sobie tego nie wymyśliłaś.

– Skoro musisz – Alfa potaknęła głową, podpływając kawałek bliżej. 

– Czy zjadłaś coś dziwnego, obcego pochodzenia? Naćpałaś się wodorostami?

– Nie! – zdziwiona odpaliła.

– Jesteś pewna, że nie uległaś niczyjej manipulacji?

– A co to ma do snu? – spytała zdziwiona. 

– Masz partnera? – zignorował ją.

– Ee… 

– Przechodzimy do części praktycznej. 

Tenebrae popchnął kamień w stronę Akhifer, a ta się odsunęła. Jej wyraz twarzy doskonale pokazywał, co sądzi o takim teście. Pysk jej rozmówcy wyrażał natomiast skrajne zainteresowanie omawianym tematem. 

– Jesteś pewny, że to ty nie potrzebujesz paru rzeczowych pytań? – lekko poirytowana zapytała. Pewnie na końcu pyska miała Wylatujesz z tej roboty.

– Tylko wodorostów – skomentował Brae, przebierając w kamieniach. Trudno stwierdzić, czy mówił na poważnie, czy był to tylko żart. Aczkolwiek patrząc na normalność Jitonga raczej prawda. Zaraz kontynuował: 

– Uważam, że to oznacza małe kłopo-

– Ależ bystry – cicho powiedziała Alfa. 

– Nie przeszkadzaj sobie. – Odparł z niesmakiem. – Co ty na to, aby porozmawiać z duszkami kwiatowymi?

Akhifer popatrzyła się na niego osłupiała, co po chwili przemieniło się w chłodną irytację. Raczej nie przepadała za docinkami idącymi w stronę jej poddanych, bo wątpliwe, aby Szamani byli zadowoleni z tytułu, jakim obdarzył ich Brae. Pewnie już nie mogła doczekać się skarg, które do niej przyjdą.  

– Mógłbyś…

– Nie – żywo odpowiedział Jitong, który domyślił się dalszej treści wypowiedzi Alfy. – A jak z nimi porozmawiasz, to możesz sobie to wszystko zinterpretować, jak tylko chcesz, i…

– Słuchaj – tym razem to samica mu przerwała, stając w łeb w łeb z Tenebrae. – Przestań zachowywać się jakbyś miał plankton zamiast mózgu. Każdy ma jakąś pracę, a ty mógłbyś zacząć szanować zarówno swoje stanowisko, jak i stanowisko innych, bo wiedz, że mogę cię z niego strącić – jej poziom zdenerwowania ewidentnie przekroczył normę. – Idziesz ze mną, czy tego chcesz czy nie. Jesteś Jitongiem z jakiegoś powodu, a teraz wykonasz swoje zadanie. 

Chociaż Tenebrae nie odpowiedział, to popłynął za Alfą; i tak towarzyszył jej przez całą drogę do siedliska Szamanów (a, mówiąc szczerze, była ona dość krótka), którzy zafrasowani czymś nieznanym przybyszom krzątali się dookoła. Dwójka ryb miała niepowtarzalną okazję trafić na kogoś na tyle rozumnego, aby Brae nie mógł znaleźć mu niczego do zarzucenia, a w rezultacie pływać cicho. 

– Dzieje się coś dziwnego – odparł samiec, który przedstawił się jako Verste. – Na początku nie zwróciłem na to uwagi, ale powtarzało się to wciąż i wciąż, przez co…

Być może ta chwila ciszy, w której Jitong się znajdował go zdenerwowała, ale większe prawdopodobieństwo było, iż sprawił to nieznajomy. Jego pełne szacunku przywitanie Alfy już zirytowało Tenebrae, który nie chciał ów podejścia zaakceptować, ale zdecydowanie zbyt długi (jak na jego zdanie) wstęp był dla niego przegięciem. Generalnie Brae w tej chwili przestał mieć dobry humor – o ile miał go kiedykolwiek.

Ale nadal milczał.

– … Zwróciłem na to uwagę. Ale naprawdę nie wiem, czy to ważne…

Czy on nie może wreszcie się wysłowić?

– … Ale skoro szanowna Alfa chce o tym wiedzieć, to oczywiście, powiem. Stało się tak, że…

Lepiej nie ujmujmy w zdanie myśli Braego. 

– … W pobliżu zaczęło roić się od dziwnych dźwięków i cichych szeptów, a woda delikatnie migotała, aż w końcu wczoraj stała się czarna. Lekko przeźroczysta, pełna ciemnych smug, a o niczym podobnym żaden z Duchów nie wspominał; zresztą, nie pytałem. Od tego momentu nie wydarzyło się nic dziwnego, a ja sam zastanawiałem się, czy mam coś z tym zrobić lub komuś zgłosić. Skoro jednak już nic się nie dzieje, to sprawa jest chyba zakończona?

Jitong zwrócił swoją uwagę na Alfę, zaciekawiony, co ta ma do powiedzenia. Sam karp zaczął zastanawiać się, czy aby to wszystko nie dotyczy czyjegoś prywatnego życia, bo szczerze wątpił, by zapowiadało się coś dużego. Być może jednak to on był przyzwyczajony do spokojnego obrotu spraw – a zdawał on sobie z tego doskonale sprawę. 

<Akhifer?>

18 października 2021

Od Akhifer CD. Brae - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.2

Akhifer starała się udawać, że nie zwraca uwagi na butne zachowanie samca, jednak w głębi serca mocno ją ubodło, że ktoś tak wysoko postawiony jak Jitong traktuje ją po prostu podle tylko dlatego, że jest alfą. Bo nie miała wątpliwości, że o to chodziło. Tylko Tenebrae nie był świadomy, albo nie chciał sobie uświadomić, że samica nigdy tak naprawdę nie chciała tej fuchy. Ale cóż, stało się, co się stało, więc musiała znosić takie traktowanie, choćby łuski jej miały od tego odpaść. Postawili ją w tym piekle, a ona postanowiła przez nie przepłynąć i wydostać się na powierzchnię niczym autentyczny demon.

– A więc... Ekhem... – odchrząknęła, zażenowana wizytą różowej karpicy. Żeby sobie pomyśleć, że Akhifer i Tenebrae... Nie mówiąc o tym, że Jitongi raczej nigdy nie brały udziału w romansach i trudno było znaleźć takiego, który założył własną rodzinę. Kolejna, której zapomnieli podać rozsądek na śniadanie. – Ile jesteś w stanie mi powiedzieć o tym, co widziałeś?

– Tak jak już powiedziałem, niewiele. Nic więcej niż to, co już wyjawiłem. A teraz zacna Pani Władca wybaczy, ale muszę się zbierać. – Koi wręcz z pogardą odwrócił się od alfy i skierował ku wyjściu z Kryształowni. Ferka nie chciała go męczyć bardziej, niż już to zrobiła, ale musiała znać odpowiedź. Za bardzo się martwiła. Nie chciała, by coś się stało ławicy.

– A może było to ostrzeżenie? – zadając to pytanie podpłynęła bliżej, zostając u boku czarnego karpia.  – Skoro kamień się zniszczył...

– Tak, ostrzeżenie, że chcą cię zabić – burknął Tenebrae i odpłynął, zostawiając samicę z tyłu.

Akhifer westchnęła w sposób, w który wzdychać potrafią tylko ryby. Właściwie nie było to nawet westchnięcie, a większa ilość wody zaczerpnięta i wypuszczona przez skrzela, co ze wzdychaniem miało niewiele wspólnego, ale ze względu na brak słownictwa pozostańmy przy wzdychaniu. Jej płetwy opadły, poddając się z tym wszystkim, ze wszystkimi obowiązkami, zmartwieniami. Nie chciała za wiele, po prostu dowiedzieć się, czy coś ma się wydarzyć. Jitong jako jedyny mógł jej w tym pomóc, ale najwyraźniej nie zamierzał współpracować. Co mogła zrobić sama? Postawić tarota? Nie umiała go czytać, więc jej nie pomoże. Musiała sobie poradzić.

Następnego dnia z samego rana naszła smokowi winnemu Jitonga, żeby szukać u niego pomocy. Tym razem jednak miała jakieś podstawy dla tych odwiedzin, a był nimi dzisiejszy sen. Musiała się podzielić, po prostu czuła, że to ważne.

– Witaj, o Szlachetna – przywitał się Tenebrae, z tym samym butnym i gorzkim tonem, którym wczoraj pożegnał Ferkę. – W czym mogę ci dzisiaj służyć?

– Tym razem ja coś mam. W sensie znak, a przynajmniej tak myślę. Chodzi o sen, który miałam. – Karpica usadowiła się na omszonych kamieniach, które służyły rybom jako krzesła. – Przyśniła mi się ryba z płetwami jak skrzydła. Właściwie to myślę, że to byłam ja. Otaczałam tymi płetwami narybek i starałam się go chronić przed drapieżnikami, ale i tak udało im się wszystkich zjeść. A potem zjedli i mnie. – Zatrzęsła się na to wspomnienie. – Co o tym myślisz?

<Tenebrae?>