Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nirimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nirimi. Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2024

Od Nirimi - "Inwazja ślimaków" (wyzwanie)

Wiosna. Pora o wiele radośniejsza, od poprzedzającej jej smutnej i chwilami okrutnej zimy. Wiosna oznaczała brak lodu na powierzchni, słońce, jedzenie i rozkwit wszelkiego życia. Dla karpi z Lazurowego Jeziora to miała być pierwsza taka pora spędzona tutaj, co czyniło ją jeszcze radośniejszą niż zwykle. Urodziło się również właśnie najmłodsze pokolenie rybiej społeczności - karpie, dla których to miejsce od samego początku będzie domem. Nie będą one rozumiały dylematu swoich rodziców, którzy musieli podjąć decyzję czy zostać w starym Zbiorniku i żyć pod płetwą Vivierith, czy przenieść się tutaj i wspólnie stworzyć nowy dom. Dla nowo narodzonego narybku właśnie to miejsce będzie tym pierwszym domem. Tym pierwotnym miejsce, gdzie przyszły na świat i gdzie będą dorastać, oraz najprawdopodobniej żyć do końca swoich dni. Przyjście na świat takich karpi, które z pewnością będą odznaczały się innym myśleniem niż starsze od nich pokolenie, miało też znaczenie symboliczne. To było jak początek nowego, radośniejszego etapu, związanego ze wzrostem nowego, niespętanego żadnymi niesprawiedliwościami życia, o które inni musieli walczyć, ale najmłodszy narybek już nie będzie musiał tego robić. Urodził się wolny, i jego rodzice z pewnością zadbają, by tak pozostało do samego końca.

Wraz z przybyciem wiosny, dla Nirimi szczęśliwie skończył się czas karpi, które przybywały do niej, ponarzekać na wszystko, co z zimą związane. Teraz, największą część karpi, które do niej przypływały, byli świeżo upieczeni rodzice, proszący o modlenie się do duchów natury, o pomyślność dla ich narybku. Ogólnie, wiosna dla naszej Szamanki przebiegała w miarę spokojnie. Owszem, wszystko wokół ożyło i zyskało tą charakterystyczną, wiosenną żwawość, ale ona sama nie musiała borykać się z żadnymi problemami. To znaczy, nie musiała, ale do czasu...

18 lutego 2024

Od Nirimi - "Nie chowajcie mnie z jagodami" cz.1

Zima normalnie dla Nirimi była okresem dość denerwującym i męczącym. Wszystko wokół było ospałe i wolne, a jednak karpi zgłaszających się do niej z największymi bzdurami nigdy nie brakowało. Teraz też nie. A teraz była jeszcze nowa ławica, nowy zbiornik, wszystko nowe! To wszystko trochę Nirimi przytłaczało, jeśli miałaby być szczera. Lazurowe Jezioro przywitało ją pracą. Sporą ilością pracy, nie jakąś wielką, ale nadal była to spora ilość. Zresztą nie tylko ją to spotkało - cała nowa Ławica miała pełne płetwy roboty. Zjawili się w końcu w prawie całkowicie nowym miejscu, w dodatku w, można powiedzieć, okrojonym składzie. W końcu jedynie część karpi przeniosła się w to nowe miejsce. Nirimi za sobą nie zostawiła praktycznie nikogo, za kim mogłaby tęsknić. Jedynie jej brat, Saien zdecydował się zostać w starym Zbiorniku. Poza tym cała jej rodzinka była w komplecie. Gorzej poszło z jej i tak nieliczną grupką znajomych. W zasadzie to Nirimi została w nowej sytuacji całkowicie bez karpi, z którymi miała jakikolwiek większy przyjacielski kontakt. No ale cóż - bywa. Życie się zmienia, a ta zmiana akurat przebiegła za zgodą i aprobatą naszej Szamanki. Dołączenie do Lazurowego Jeziora było dobrowolne i Nirimi była pewna, że nigdy nie pożałuje tej decyzji.

W Lazurowym Jeziorze było dużo pracy, szczególnie w zasadzie, dla przedstawicieli inteligencji. Jak się bowiem okazało, stanowili oni najmniejszą część z tych, którzy tu przybyli. Co nie jest niczym nadzwyczajnym, to bardziej przykra rzeczywistość - do takiego właśnie wniosku doszła Nirimi, podczas gdy pomagała niedawno poznanej Zielarce z porządkowaniem jej zielarskich zbiorów i zwojów z tym związanych. Za rządów Vivierith, części Inteligencji trochę sodówka uderzyła do głowy. Za dużo przywilei, chociaż może bardziej – za dużo zwykłego, rybiego szacunku, podczas gdy inni są potępiani za używanie skrzeli? Śmiechu warte, by ktokolwiek cieszył się, że nagle ktoś jest przez innych niesprawiedliwie traktowany, ale cóż. Wiele karpi tak właśnie zareagowało, w tym nawet i parę takich, które Nirimi by nigdy o coś takiego nie podejrzewała...

28 lutego 2023

Od Nirimi - "Niezbędna zima i zbędne zasady"

Zima. Bezdyskusyjnie najcięższa pora roku dla całej Ławicy. Czas zamarzniętej tafli, braku słońca i zimnej wody. Dni były krótkie, a noce - długie i zimne. Dla Nirimi pora ta od zawsze była ciężka. W tym okresie biało-czarna koi, była jeszcze cichsza i bardziej małomówna. Teraz, jednak gdy była już Szamanką, a nie tylko głupim narybkiem, chodzącym do szkoły, ten czas oznaczał dla niej również zmęczenie. W zimę koi często przychodziły do niej ze wszelkimi problemami, prosząc o to by „odwołała zimę” lub „łaskawie zrobiła coś, by było cieplej” Wszelkie tego typu prośby bardzo denerwowały Nirimi - zwłaszcza że większość była wypowiedziana dość nieprzyjaznym dla rybiego ucha tonem. Spowodowane było to tym, że cześć mieszkańców ławicy ubzdurała sobie, że zima jest jej winą. Już na samą myśl, że ktokolwiek mógł wpaść na tak głupi wniosek Nirimi chciało się płakać. Zima nawiedzała przecież ławicę co roku, jednak mimo tego, że był to trudny czas dla wszystkich, Nirimi, nawet gdyby mogła, nie poprosiłaby duchy natury o zlikwidowanie go. Szamanka dobrze wiedziała, że każda pora roku jest tak samo ważna, jak każda inna – nie można jednak powiedzieć tego samego o większości koi do niej przychodzących. Należał do nich również pewien błękitny karp, żywo gestykulujący i marszczący wąskie czoło ze zdenerwowania  

– No błagam, zgódź się! Chociaż spróbuj! Pomyśl, znam się dobrze z Vivierith, jestem pewien, że sypnie ci kaską, jeśli zgodzisz się na tę propozycję! – jeszcze przed chwilą błękitny karp, o jakże kreatywnym imieniu, Blue, wydawał się zdesperowany, teraz jednak przebiegle się uśmiechał. Nirimi miała ochotę zedrzeć mu ten pyszny uśmieszek z twarzy. Może i jest irytujący, ale nie sądzę, by kłamał – pomyślała, tłumiąc westchnięcie i siląc się na niewzruszony wyraz twarzy. Szamanka znała go już wcześniej, ale tylko z widzenia - praktycznie od samego początku kręcił się przy Vivierith, świergocząc, jaka to ona jest wspaniałą alfą i przymilając się do nowej władczyni Ławicy. Nirimi podejrzewała więc, że być może to sama Vivierith zleciła temu lizusowi wybłaganie u niej ocieplenia pogody. Zresztą, jakby się tak zastanowić, gdyby reszta ławicy się dowiedziała, że to właśnie ich nowa alfa załatwiła im cieplejsze dni, Vivierith zyskałaby spore poparcie. Niedoczekanie! Nie mam zamiaru zaburzać naturalnego porządku pór, dla jakiejś rozpuszczonej i najwyraźniej głupiej paniusi, nawet jeśli jest alfą!

– Drogi panie, już panu to tłumaczyłam - prośba o zmianę pory roku jest nadzwyczaj niestosowna i nie zamierzam na nią przystawać. Nie zamierzam również zgadać się na żadną próbę przekupienia mnie. – powiedziała spokojnie i tylko trochę znudzonym tonem, chociaż w środku się w niej gotowało. Z tym osobnikiem musiała użerać się już dobre pół godziny i powoli czuła, że jeszcze chwila i straci nerwy. Dopóki jednak potrafiła utrzymać nad sobą kontrolę, dopóty będzie bronić swojego stanowiska.  

– Wiem, ty pewnie myślisz, że ja jestem jakimś bezrobotnym czy innym sprzątaczem! – wypalił karp, a jego mina wskazywała na to, że błękitny karp odczuwał jednocześnie obrzydzenie i dumę, to drugie najprawdopodobniej spowodowane było tym, że wpadł na ten jakże błyskotliwy pomysł. Połączenie tych dwóch uczuć na jego pysku wyglądało dość ciekawie. Nirimi pytająco uniosła jedną brew, czując się lekko zbita z tropu. W końcu co do Koi No Ryuu to miało znaczyć? –  No, to jesteś w błędzie, bo ja jestem Znachorem. – najwyraźniej nie był wystarczająco spostrzegawczy bądź inteligentny, by prawidłowo odebrać nieme pytanie Szamanki. Jednak Nirimi właśnie zrozumiała, o co mu chodziło. Nowe, kłopotliwe dla większości społeczności prawo mówiące o tym, że jedni są lepsi od innych. Nirimi nie od początku rozumiała, że coś jest na rzeczy, gdy owe zasady powoli wnikały w życie Ławicy. Owszem, była inteligentna i spostrzegawcza, ale również dość aspołeczna. Nigdy nie posiadała wielu znajomych, wolała spacerować w samotności lub produktywnie spędzać czas, ucząc się z kawałków kory, zapożyczonych z biblioteki lub jej własnych zbiorów. Brak dużej ilości przyjacielskich relacji z innymi sprawił, że to, co dzieje się teraz, w Ławicy dotarło do niej, dopiero gdy jedna z niewielu jej znajomych – gadatliwa Bardka imieniem Sumi, zapłakana przyszła do niej, żaląc się, że jej najlepszy przyjaciel, Sprzątacz Hariwi, nagle przestał z nią rozmawiać. Wtedy właśnie, Szamanka pojęła, że to wszystko idzie w bardzo złą stronę. I że ona nie może nic z tym zrobić.  

– Szanowny panie, pańska profesja ma się nijak do naszej rozmowy. Ja moją decyzję już podjęłam, więc uprzejmie proszę pana o opuszczenie tego miejsca – płetwą wskazała mu drzwi. Blue najwyraźniej pojął, że nic tu już nie wskóra, więc odpłynął, zadzierając pyszczek w górę, pokazując, jak bardzo ma ją głęboko w poważaniu. Nirimi z ulgą zamknęła za nim drzwi i westchnęła. Za oknem jej norki już chyba zachodziło słońce, o ile dało się to stwierdzić, przez lód zakrywający taflę wodną nad nimi, więc wyglądało na to, że raczej nikt już dziś nie będzie jej nachodził. I bardzo dobrze, bo ostatnie co teraz chciała robić Nirimi, to rozmowa z kimkolwiek. Zamierzała przemyśleć właśnie przeprowadzoną rozmowę i wyciągnąć z niej jak najwięcej wniosków. Chciała wiedzieć, jak źle teraz żyje się Cywilom i co teoretycznie mogłaby zrobić, by im pomóc. W końcu każdemu należą się takie same prawa, prawda? Jednak gdzieś z tyłu jej głowy, cichutki głos podszeptywał jej, że raczej nic już z tym nie może zrobić...

<Koniec>

29 września 2022

Od Nirimi - "Jesienne troski"

W prawie całkiem zakrytą kolorowym dywanem liści taflę bębnił lekki deszcz. Ciemne chmury, zakrywające słońce chylące się ku horyzontowi, sprawiały, że woda wydawała się ciemna i lekko mętna. Woda była już odczuwalnie zimniejsza, zwłaszcza w porównaniu do tego, jak ciepła była jeszcze ze dwa tygodnie temu... W całym Zbiorniku panował dość smutny nastrój, zmieszany jednak z zadziwiającą determinacją wszystkich karpi, by zdobyć wystarczająco duże zapasy na chłodną porę roku. Nie wszyscy jednak zachowywali się dokładnie tak samo. Wszystkie koi, przynajmniej w oczach Nirimi, dzieliły się aktualnie na trzy grupy.  

Przedstawiciele grupy pierwszej to byli ci typowi Zbieracze, kochający zbierać najróżniejsze przedmioty, w tym wypadku kolorowe liście, goszczące nad ich głowami. Do tej grupy najczęściej należały koi dość młode, niekiedy jeszcze narybek. Do grupy pierwszej Nirimi przypisywała, rzecz jasna, również wszystkich Zbieraczy. Niekiedy tylko oni i karpie jeszcze uczące się w szkole, potrafili docenić dywan liści nad ich głowami. Szamanka czasem widywała ich szukających liści o jakimś specjalnym kształcie, czy rzadkim odcieniu oranżu, czy szkarłatu. Zajęcie to, było jednak dość niebezpieczna, z racji czyhających na koi powietrznych drapieżców. Z drugiej strony, czego się nie robi dla powiększenia swojej kolorowej kolekcji?  

Druga grupa była tą, do której Szamanka wliczała stanowczą większość karpi. Dokładniej mówiąc, koi z tej grupy były trochę ponure i przygnębione, przez to, że nadeszła zimniejsza i bardziej nieprzyjemna pora roku, ale nie narzekały też jakoś bardzo. Po prostu zbierały zapasy i trochę narzekały na zimną pogodę. Do tych karpi Nirimi również zaliczała siebie samą.  

Trzecia grupa była chyba najmniej lubianym przez Nirimi ugrupowaniem. Te ryby wiecznie albo zrzędziły na zimną pogodę, albo latały po sklepach i wykupowały wszystko do ostatniego strzępka wodorostu, tak jakby zapowiedziano trwającą z pięć lat co najmniej, strasznie mroźną zimę.  

Właśnie, zima. To, że w najbliższych tygodniach miała nadejść najzimniejsza pora roku, nie uśmiechało się Nirimi coraz bardziej z każdym dniem. Od jakiegoś czasu czuła bowiem, że coś się szykuje, po prostu podświadomie odczuwała, że ta zima będzie inna niż wszystkie. Biało-czarna koi podejrzewała, że być może pragną skontaktować się z nią duchy natury i ją ostrzec, czy coś w tym stylu. Z drugiej jednak strony, może to zwyczajne zmęczenie dawało o sobie znać... Ostatnio Nirimi miała o wiele więcej pracy niż zwykle, o wiele więcej koi przychodziło do niej, by pomogła im porozwiązywać ich problemy. A były to problemy najróżniejsze - od skarżenia się na za zimną temperaturę wody, poprzez skargi na to, że wodorosty w ogródku zmarniały i nie wyglądają już tak dobrze jak wcześniej, po narzekanie na za krótkie dni.  

I chociaż karpie proszące, o choćby te dłuższe dni, działały na nerwy naszej Szamance, ta wiedziała, że sama sobie taki los zgotowała, przyjmując tę posadę. A jednak właśnie teraz, jesienią, Nirimi w duchu cieszyła się z tego, jaką profesją się zajmuje. Koniec końców bowiem, bogata jest teraz o nową wiedzę i głębsze zrozumienie tego, jak inne koi postrzegają zmianę pory roku. Ona sama w końcu, rozumiała, że każda rzecz, która dzieje się w przyrodzie, ma jakiś powód. Owszem, biało-czarna Szamanka i tak od czasu do czasu ponarzeka, ale jednak i tak zawsze ma świadomość, że wszystko idzie dobrze, z woli tych na górze. Podsumowując więc, trochę się niepokoiła, ale być może niepotrzebnie. W końcu gdyby doszło co do czego, o wiele mniej przeraziłaby się srogą zimą, niż całkowitym brakiem tej pory roku. 

<Koniec>

5 kwietnia 2022

Od Nirimi - "Światło, Lustro i Kula, czyli przełom rybiej astronomii" (Labirynt cz.1)

Ostatnio cały Zbiornik żył wieściami o tajemniczych jaskiniach. Nirimi nigdy nie paliła się do takich przygód, ale to co o tym miejscu opowiadali inni coraz bardziej ją ciekawiło. Fakt, że mogła dowiedzieć się o tym miejscu więcej niż inni kusił bardzo. I wygrał. Tak więc koi spakowała do torby spory zapas jedzenia, Podręczną Encyklopedię Roślin Jadalnych (na wypadek, gdyby takie spotkała na swojej drodze, a kończyłyby się jej zapasy) oraz sporo kawałków kory do robieniach notatek.  

Czarno-biała koi płynęła dość wolno. Zapisywała punkty orientacyjne, dla siebie i innych.  Tunele którymi płynęła, były zawiłe i kręte. Powierzchnia ich ścian była, nierówna, chropowata. Zazwyczaj karpica mogła płynąć w nich normalnie, czasami jednak ledwo się mieściła. Dotychczas nie znalazła żadnej większej komnaty, nie robiła więc postoju. Mimo że wyczucie czasu straciła już dawno, poczuła senność. Ku jej szczęściu przed nią znajdowała się spora przestrzeń. Koi usiadła na płaskim kamieniu i poczęła sporządzać notatki o tym miejscu.  

Nad jej głową znajdowała się bańka powietrza, o dziwnym smaku i zapachu. Podłoże jaskini było dość gładkie, zrobione z ciemnego kamienia. Jakimś cudem w tym miejscu istniało życie- giętkie, cienkie glony o długości około pięciu centymetrów, rosły w sporych kępach tuż obok młodej podróżniczki. Brzegi glonów były faliste a cała roślina była w kolorze brudnej zieleni. Na wodoroście istniały również jasne, świecące bladym światłem kropki- najprawdopodobniej reakcja chemiczna. Koi przejrzała swoją książkę, ale, nie znalazła nic na temat osobliwych glonów, tak więc zamiast nich spożyła jedną ze swoich racji żywnościowych. Oczywiście, dawkowała je by starczyły jej na jak najdłuższy czas. Po zregenerowaniu energii, Szamanka ruszyła dalej. Korytarze zaczęły się zwężać, na szczęście ciągle mogła płynąć dalej. Po pewnym czasie dopłynęła do miejsca, gdzie dalsza droga nie była aż tak oczywista.

W szarej, kamiennej ścianie widniały trzy tunele, nad nimi zaś- trzy różne symbole. Pierwsze było miniaturo światło świecące bladym blaskiem. Druga była kula, lekko wystająca ze ściany. Trzeci symbol przedstawiał srebrną powierzchnię na planie małego koła, odbijającą światło. Koi podpłynęła bliżej, uważnie badając wzrokiem każdy z tuneli. Po chwili oględzin wpłynęła do tunelu kuli. Tunel, którym płynęła był dość krótki. Na jego końcu zaś widniała kolejna ściana z trzema tunelami i symbolami. Karpica niepewnie wpłynęła w kolejny tunel, tym razem z symbolem lustra. Na jego końcu poczuła, że zaraz chyba straci dech. Kolejna ściana z trzema korytarzami. Ostrożnie wróciła się po swoich śladach do drugiego rozwidlenia. Tym razem wybrała maleńkie światełko, umiejscowione nad tunelem po lewej. Gdy tunel się skończył, odkryła ważną rzecz. Mianowicie, ściana przed nią była pokryta dziwnym osadem w kolorze khaki. Jak dotąd nie zarejestrowała go na żadnej ze ścian. Oznaczało to więc że właśnie powoli wpływała w gigantyczny labirynt. Szamanka machnęła płetwą i wolno wróciła do punktu wyjścia.

Labirynt trzech symboli i korytarzy. Takie zyskała miano w jej notatkach ta przeszkoda. Koi lustrowała wzrokiem ścianę, szukając wskazówki lub ukrytego mechanizmu. Jej oględziny przerwał głos innej ryby. Karpica spokojnie odwróciła się, i okazało się, że nie miała się czego bać.

Przybyszem okazała się druga ryba koi. Opalizujące łuski błyszczały jasno mimo słabego światła. Płetwy karpicy były złote, długie i welonowe. Oczy samicy również przybrały barwę tego szlachetnego kruszcu. Podróżniczka skłoniła głowę błyszczącej koi.  

-Szukasz odpowiedzi na labirynt światła, lustra i kuli?- zapytała, jednak nie czekała na odpowiedź biało-czarnej ryby- 

-O rozwiązanie tej zagadki pytało mnie już wielu, młoda żyrafo bieli i czerni- mruknęła. Nirimi oczywiście nic z tych poplątanych słów nie zrozumiała. Zamiast jednak pytać skupiła się, bowiem złota przybyszka znowu zaczęła mówić- 

-Wyobraź sobie, dziecię jasnej toni, światło, które jest odbijane przez lustro. Wyobraź sobie kulę połączoną, ze światłem i lustrem. Połączoną, jednak oddzielną. Nasz świat wiruje, kula wiruje, lustro też, ale, światło nie. Światło to kula, kula to kula, lustro to kula. Światło świeci na kulę i lustro. Lustro odbija światło i świeci na kulę. Zapamiętaj to moja droga- biało-czarna koi zmarszczyła brwi. Co to ma znaczyć? Zagadka? Rozwiązanie? Jak dobrze, że to zapisała, nieznajoma pewnie drugi raz nie powtórzy...  

Koi podziękowała złotej skinięciem głowy. Następnie raz po raz czytała linijki tekstu, to patrzyła na ścianę o trzech symbolach.  

-Masz dla mnie jeszcze jakieś wskazówki?- zapytała nie odwracając się. Cisza. Westchnęła i tym razem zaprzestała oględziny. Pusto. Złota karpica ulotniła się bez śladu, zostawiając ją samą. Nirimi skupiła się. Trochę jej to zajęło, ale, w końcu zrozumiała o co tu biega. Dokładniej- zrozumiała to rysując w jednej ze swych notatek prowizoryczny rysunek, przedstawiający jej interpretację słów złotej samotniczki. Mimo swojej prostoty, pokazał jej coś zupełnie nowego i odmiennego. I może większość uznałaby, że to po prostu zwykły wierszyk a oni nie mają czasu na głębsze zastanowienie się nad sensem tych słów. Nirimi jednak szukała w nich głębszego sensu, odbicia na świecie realnym. Jak się następnie okazało, ten tok myślenia był słuszny.  

Koi zużyła na rozwikłanie tej zagadki sporo czasu. Rysowała rysunki, pisała do nich opisy, czytała wiersz złotej podróżniczki oraz eksplorowała korytarze, poruszając się zgodnie ze wskazówkami zawartymi w tekście. Nie skupiała nad tym całej swojej uwagi- po prostu co jakiś czas posuwała się dalej. Nocowała w korytarzach, bo nie zamierzała na razie się cofać. Na kawałkach kory rysowała i pisała, odwołując się do pewnej zbieżności, którą niedawno odkryła. Mianowicie księżyc i słońce, które obserwowała spod tafli wodnej wydawały się idealnie pasować do opisu światła i lustra. Tłumaczyłoby to również czemu słońce wędruje po niebie a księżyc ma fazy.  

Czarno-biała po pewnym czasie z zaskoczeniem odkryła, że korytarze po prostu się skończyły. Odetchnęła z ulgą. Cały wiersz przeszła już dwa razy, zaczynając właśnie trzeci. Jej myśli odbiegły od ostatniej przeszkody i popłynęły na przód, myśląc o przyszłości. Nirimi również odpłynęła pozostawiając fascynujące miejsce za sobą. Intensywnie myślała o kolejnej przeszkodzie, zapominając praktycznie o tej poprzedniej. Nawet nie pomyślała, że zbieżność między symbolami a światem zewnętrznym rządzi całym wszechświatem. A i oczywiście- nawet nie pomyślała co za siła trzyma ciała niebieskie wokół siebie, ale, taki już chyba jej smutny los. 

<CDN>

Gratuluję! Twoim kolejnym zadaniem jest:
"Po długiej podróży decydujesz się odpocząć. Musisz rozbić obóz w jakimś bezpiecznym, osłoniętym przed drapieżnikami miejscu."

2 stycznia 2022

Od Nirimi - "Ludzka plaga powraca" (wyzwanie)

Oh, ludzie. Nirimi nigdy nie rozumiała tych dziwnych stworzeń lądowych. Zawsze jednak sądziła, że są niegroźne i głupie, poza tym żyją na powierzchni. Dziś niestety straciła oba te przekonania. 

Gdy rano opuściła swój domek i zaczęła szukać jakiś ciekawych błyskotek zobaczyła, naprawdę dziwny widok. Piątka ludzi pływała przed nią w wodzie. Dwójka dorosłych i ich trójka młodych. Każdy z nich miał na twarzy dziwną kolorową maskę. Koi początkowo zaczęła po prostu dyskretnie chichotać, bądź co bądź wyglądali dość śmiesznie. Cały jednak nastrój ten minął, gdy zobaczyła, że młodsze z młodych, samica podnosi z dna Zbiornika złotą, błyszcząca bransoletkę. Karpica ostrożnie podpłynęła bliżej. Młode z zachwytem wyciągnęło ku niej obie przednie kończyny, tym samym wypuszczając z nich pożądany przedmiot. Młoda koi tylko na to czekała. Szybkim unikiem umknęła przed ludzkimi łapami i złapała bransoletkę. Młode wydało dziwny dźwięk i próbowało ją pochwycić. Nirimi uciekła i schowała się w kępie wodorostów. Karpica uznała, że musisz jakoś odgonić te potwory od jej domu i tych przedmiotów. Przecież jak tak dalej pójdzie pojawi się tu więcej dwunogów a Zbieracze stracą zajęcie. Tylko jak przekazać im, że ich tu nie chce? Może gdy przeniesie im parę rzeczy przestaną się tu kotłować? Wyjrzała więc ze swojego schronienia. Młoda samica zdążyła już odpłynąć. Jednak teraz przed nią w wodzie unosiła się drugie, starsze młode, również samica. Jej rude włosy rozpływały się w wodzie za nią a na jej piegowatej twarzy spoczywały zielone okulary. Biało-czarna koi wzięła w zęby (fu!) bransoletkę i oddała ją ludzkiej istocie. Tamta z zafascynowanie spoglądała na rybkę wydawał się... uśmiechać? Cokolwiek znaczył ten grymas, wyglądało na to, że jej się spodobało. Młode nie odpłynęło jednak, tylko cały czas patrzyło na uczennicę. Czarno-biała koi czekała aż ta może zniechęci się i uzna, że nie ma tu już więcej przedmiotów. Nadzieje te były jednak złudne- zamiast tego teraz próbowała pochwycić Nirimi. Karpica umknęła przed jedną łapą, jednak druga prędko ją pochwyciła. Koi poczuła, że traci dech. Musiała zmienić taktykę. Natychmiast otworzyła pyszczek i wbiła swoje ostre jak igiełki ząbki w skórę oprawcy. Ta odruchowo ją wypuściła jednak najwyraźniej ten jasny przekaz jej nie zniechęcił. Nirimi ugryzła więc drugi raz tylko o wiele, wiele mocniej. Włożył w to całą swoją siłę. Samica zaczęła odpychać od siebie rybkę i uciekać w stronę jej rodziców. Sprawa jednak nie została załatwiona. Teraz ku niej płynęli wszyscy ludzie. Najpierw zaczęła od najmłodszej dwójki. Zabrała z ich rąk błyskotki, uniknęła ich by nie dać się złapać i silnie ugryzła. Następna była ta ruda, którą już wcześniej ugryzła. Ona jednak była mądrzejsza i zrobiła pierwszy ruch. Złapała karpicę tak szybko, że ta nawet nie zdążyła się zorientować. Rybka szarpała się i wiła, to też trudno było ją utrzymać. Już myślała, że jej się udało uciec i zaraz zatopi w niej swoje białe i ostre jak szpilki ząbki, gdy z pomocą swojemu młodemu podszedł najstarszy z ludzi, samiec. Złapał ją i ścisnął tak mocno, że spojrzenie zrobiło jej się mgliste. I byłby to za pewne koniec Nirimi gdy na pomoc przyszła jej druga najstarsza, matka młodych i zaczęła coś pokazywać jej oprawcy. Ten przez chwilę słuchał po czym wypuścił karpicę i podpłynął bliżej by również żwawo gestykulować. Mała zrozumiała ze to jest jej szansa! Podpłynęła do srebrnego kolczyka, który leżał obok i zabrała go tak by wszyscy ludzie widzieli, że to robi. Potem ukryła zdobycz w tej samej kępie wodorostów która już służyła jej za schronienie. Ludzka para znów zaczęła porozumiewać się mową gestów. Młode w tym czasie rozglądały się, ale, gdy któreś z nich znalazło coś ciekawego, Nirimi zabierała im to sprzed nosa. Wreszcie zapadła decyzja. Ludzie podpłynęli bliżej powierzchni i wyszli z wody. Nareszcie! Teraz koi wyjęła część skarbów z kryjówki i porozrzucała je to tu, to tam. W końcu zbieracze muszą mieć co znajdywać no nie? Srebrny kolczyk zostawiła jednak i razem z nim popłynęła do domu. 

<Koniec>

31 grudnia 2021

Od Nirimi - "Niebo płonie ogniem barw, czyli Sylwester!"

Woda w Zbiorniku rozświetlona była ciepłymi barwami zachodzącego słońca. Nirimi z uśmiechem na pyszczku przyglądała się złotym smugom. Dzisiejszy dzień minął jej zwyczajnie i spokojnie. Woda wokół niej miała dość niską temperaturę, jednak jej to nie przeszkadzało. Noc zapadała na świcie ostatnio niezwykle szybko, więc ogniste wodne smugi zaczęły powoli znikać. Karpie wokół niej mówiły sobie dobranoc i szły spać. Nirimi jednak czuła, że coś się wydarzy. I nie myliła się. Usłyszała głośny huk a niebo rozbłysło jasnym zielonym światłem. Ogniki o barwie trawy ułożyły się we wzór pięknej palmy, która rozbłysła na niebie, po czym spadła i zniknęła w mroku. Młoda koi podpłynęła jak najbliżej zmrożonej tafli wodnej, czekała na następne światła. Tym razem była to jasno-fioletowa i złota palma, dość mała, za to kolorowa. Następne rozbłysły razem zielona i czerwona. Błękitny, płomienny wzór, który pojawił się chwilę potem jak dwa poprzednie zgasły by gigantyczny i przepiękny. Potem na raz pojawiły się palmy we wszystkich kolorach. Rozświetlały niebo tworząc piękne wzory i kaskady iskier, spadających ku ziemi.  Teraz na sklepieniu miały swoje miejsce wysokie białe i różowe słupy pojedynczych, za to jasnych i długich snopów iskier. I ona jednak opadły ku ziemi. Nirimi czekała. Czekała aż pojawią się kolejne kolorowe ognie. Pragnęła by niebo płonęło. Nie wydarzyło się jednak nic. Karpica zawiedziona już miała wrócić do domu. Gdy usłyszała najgłośniejszy huk ze wszystkich. Jej wzrok znów powędrował na niebo, a pyszczek otworzył się ze zdziwienia. W górze, były złote, gigantyczne snopy światła. Nad nimi górowały trzy fajerwerki połączone w jedno. Wszystkie złote, pomarańczowe, czerwone, fioletowe i lawendowe. Błyszczały jasnym światłem i oświetlały wszystko wokół. Na jej oczach niebo płonęło ogniem barw i kolorów. Mimo że pozostały na niebie dość długo i one opadły ku dołu. Koi wiedziała, że to był finał. Słyszała głośne okrzyki radości ludzi, którzy otaczali Zbiornik. Czuła się szczęśliwa i spełniona. Oczywiście nie wiedziała, dlaczego ludzie stworzyli te kolorowe światła jednak czuła, że ich obecność to powód do świętowania i radości.

<Koniec>

Od Nirimi - "A gdyby tak... nie istnieć?" (wyzwanie)

Dla Nirimi był to kolejny zwykły dzień. Obudziła się, coś przekąsiła i trochę się pouczyła. Teraz właśnie skończyła czytać tekst o ziołach leczniczych, zadany jej przez nauczyciela ze szkoły. Ziewnęła wypuszczając parę bąbelków z pyszczka i wyjrzała z domku. Jakoś nie zbyt chciało jej się wychodzić, ale, coś jej mówiło, że powinna to zrobić.  No, nie można powiedzieć, że wyszło jej to na dobre. Bo gdy tylko jej tylna płetwa opuściła bezpieczne schronienie świat, który widziała zamigotał i... znów widziała wszystko normalnie. Zaskoczona rozejrzała się. No nie wszystko było już normalnie, tak jak wcześniej. Ale co to było. Wtedy jej wzrok padł na koi, która płynęła prosto na nią. No, nie ślepa jest czy co? Nirimi tak bardzo skupiła się na tym by zrozumieć, dlaczego owa osobniczka płynie prosto na nią, że zapomniała, że ona przecież cały czas tu stoi a zaraz może skończyć się to wypadkiem. Dotarło to do niej na sekundę przed zderzeniem, które o dziwo nie nastąpiło. Druga koi zwyczajnie przez nią przeniknęła i popruła dalej. Nirimi otworzyła szeroko pyszczek i musiała wyglądać dość głupio. Jej umysł cały czas nie potrafił poradzić sobie z tym co to znaczy. W końcu do niej dotarło. Jest niewidzialna i przenikalna. Jak duch... Ale, duchem staje się ktoś kto zakończy swój żywot a ona, cóż cieszy się zdrowiem i młodym wiekiem. Nie, to nie to. A może, w jakiś sposób, jej dusza została odłączona od ciała? Tylko gdzie jest jej ciało? Nikt nie wygląda na jakoś bardzo smutnego, a wtedy wyglądała by na kogoś kto umarł... 

-Na to nie ma logicznego wytłumaczenia!!!- ryknęła nagle, wymawiając ostanie zdanie swojego wewnętrznego monologu na głos. Serce podeszło jej do gardła. Nikt nawet się nie odwrócił, nie spojrzał, machnął płetwą. Wszyscy zachowywali się jak zwykle. Jakby jej tu nie było, jakby nigdy nie istniała. Łzy napłynęły jen do bystrych ślepi jednak otarła je szybkim ruchem płetwy. Nie może się tu mazać jak jakieś dziecko! Co prawda sama nim była i nikt jej teraz nie widzi więc co za różnica, ale, Nirimi zawsze stara się przestrzegać ustanowionych przez nią lub przez kogoś innego zasad a jednak z JEJ zasad brzmi- Zero płaczu. Tak więc uznała, że nie ma się co mazać- musi znaleźć jakieś rozwiązanie, jak powrócić do świata żywych. Poczuła w sobie nową determinację i chęć do działania. Zapłonęło to w niej jak nowy płomień, który wzniecał żar jej serca. Następny widok jednak w sekundę zgasił tę iskrę. Przed nią nauczyciel (ten sam która zadał jej tekst o ziołach) rozmawiał z uczennica w jej wieku. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to ze ona zachowywała się i mówiła zupełnie jak Nirimi! Wyglądem odbiegała od niej lekko, ponieważ plamy na jej ciele miały kolor jasnego błękitu dziennego nieba, a nie mrok nocnego sklepienia. Czarno-biała koi zrozumiała, że jej czas już minął. Ktoś inny zajął jej miejsce na świecie. Nie była już potrzebna. Nie istniała. Tylko dlaczego? Co zrobiła, że zakończyła swe istnienie w tak marny sposób? Przecież chyba zachowywała się dobrze na tym świecie prawda? Karpica popadała w coraz większą histerię. Łzy płynęły z jej oczy całymi potokami. Już nic się nie liczyło. Jej iskra zgasła i już nigdy ponownie nie zapłonie. Przestała istnieć a jej miejsce zastąpił ktoś inny. Ważniejszy. Lepszy. Koi czuła jak z każdym oddechem traci chęć życia. Ale nie, nie mogła umrzeć. Bo już umarła.

<Koniec>

28 grudnia 2021

Od Nirimi - "Świecące poszukiwania" cz.1

Nirimi spokojnie wypłynęła ze swojego domku. Były godziny wczesne, jasna kula słońca jeszcze nie całkiem oświetlała taflę wodę nad nią. Karpica zachwycona przez chwilę obserwowała skałę przed nią w której odbijały się promienie zimowego słońca. Czuła jak zimna woda wokół niej jest lekko za zimna, postanowiła więc płynąć dalej by trochę się rozruszać. Machnęła więc płetwami i zrobiła parę obrotów na rozgrzewkę. Tak, tak lepiej! Ciągle czuła chłód, ale, było to już do zniesienia. Tylko co teraz miałaby robić? Po chwili namysłu postanowiła poszukać błyszczących skarbów gdzieś w okolicy. Podpłynęła do najbliższej kępy wodnych roślin i rozgarnęła ją w poszukiwaniu czegoś świecącego. Bingo! Pośród wodnej trawy leżał mały, ładny, okrągły kamyk, który błyszczał się opalizująco. Zadowolona ze znaleziska wzięła je w chwytną, prawą płetwę i lekko podrzuciła do góry. Kamyk zabłyszczał w słońcu i opadł do ziemi. Został pochwycony jednak tuż przed tym jak opadł na dno. I tak parę razy. W końcu koi uznała, że już dość i pochwyciła kamyk. Wolno popłynęła dalej i rozchyliła następną kępę flory wodnej. Tu jednak nie znalazła nic godnego uwagi, tak samo w następnych dwóch miejscach. Zawiedziona popłynęła do atrakcyjnie wyglądającej kępy zielono-limonkowej, łykowatej rośliny, która lekko falowała razem z zimnymi prądami wody. Tam znalazła jakaś małą niezidentyfikowaną błyskotkę, która lśniła pomarańczowym blaskiem.

<CDN>