Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę spokoju za dużo zmartwień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę spokoju za dużo zmartwień. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2022

Od Tenebrae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.9

Cóż.

Patrząc prosto i nie trawiąc wszystkiego, miała rację. Ale Brae wiedział, że tak nie było. Musiał jedynie pobudzić wszystkie komórki swojego mózgu i wysilić je do pracy, aby wymyślić jakąś sensowną odpowiedź będącą rozwiązaniem problemów alfy i utopieniem przeciwnika. To stanowisko musiało w końcu być prostsze i łatwiejsze do prowadzenia niż rozmowy ze smokami.

Być może cisza była trochę zbyt długa na naturalną, być może był to zabieg mający wymusić na przywódczyni przeprosiny – co, jeżeli było prawdą, to nie zakończyło się sukcesem. W końcu rybie udało się wypuścić milion bąbelków i przygotować się psychicznie na to, co zamierzał powiedzieć.

– Twój problem jest tak absurdalny, że aż nie wiem, co powiedzieć – zaczął. – Wydaje ci się, że nie możesz wziąć przerwy, ale to nie prawda. Bo możesz wziąć coś, co pośrednio doprowadzi do twojego odpoczynku – betę na stanowisko i zwalić na ów karpia którąś z części obowiązków. Bo bycie Alfą posiada coś lepszego niż dobre zarobki czy możliwość wzięcia dużej liczby urlopów, czyli władzę. Nie wiem, czy zdążyłaś to zauważyć, ale tak naprawdę możesz uczynić ze sprzątacza swojego zastępcę. I nie powiem, że to będzie łatwe, ale to możliwe. Zaś sprzątacz nie może zmusić bądź zrekrutować alfę do pomocy w sprzątaniu. Musisz być naprawdę głupia, że nie doceniasz potęgi twojego stanowiska. Albo też jesteś po prostu ślepa i nie widzisz, że tak naprawdę w zbiorniku liczysz się tylko ty i ci, których faworyzujesz. Ten głupi karp odszedł, kiedy powiedziałem „spierdalaj”. I nie masz racji. Też mogłaś powiedzieć to samo. Wtedy miałabyś na głowie starszyznę, ale możliwość istnieje a ci tak naprawdę nie potrafiliby ci nic zrobić oprócz narzekania i jojczenia. Ja w obecnej sytuacji mam przed sobą alfę, która za brak szacunku do członka ławicy może mnie odwołać. Zresztą, kiedy ja każę komuś odejść – czy grzecznie, czy poprzez „spierdalaj” – to on nie ma wcale obowiązku odejść. Może się postawić. Gdy ty wybrałabyś którąś z tych opcji, on zniknąłby. Rozumiesz, czy mam tłumaczyć dalej? Ja mogę coś powiedzieć, ale nie mam pewności, że odniosę skutek. A jeżeli wybiorę ostrzejszą opcję, to mogę liczyć się z konsekwencjami. Ty miałaś w dniu dzisiejszym też dwie opcje. „Odejdź proszę” lub „Spierdalaj”. Dla ciebie jednak różnią się tylko jedną rzeczą, bo nie liczysz się z konsekwencjami. Mianowicie różnią się twoją jebaną moralnością urodzonego przywódcy, który nie potrafi poradzić sobie z jazgotaniem paru starych ryb albo smutną miną karpia, którego każesz odejść w tempie natychmiastowym. To, że jesteś taka, jaka jesteś, nie jest winą twojego stanowiska, więc daj mu spokój. Po prostu nie jesteś we właściwym miejscu. I nie wiem, dlaczego to akurat ciebie wybrali. Może właśnie przez tą zajebistą moralność i chęć sprawienia, żeby wszyscy dookoła się uśmiechali?

Zamilkł na chwilę, przygotowując się na koniec swego przemówienia.

– Cokolwiek to było, nie zmarnujmy tego i weź tą najmniej zjebaną cząstkę swego talentu przywódczego (albo jakiegokolwiek innego, przydatnego teraz) i zrób cokolwiek. Coś dla narybku. Coś co nie jest narzekaniem na stanowisko, z którego zawsze możesz odejść i powołać na nie swojego przydupasa Feliksa. Mam dosyć kłócenia się o to, kto ma gorzej. Zresztą, jeżeli nadal chcesz się ze mną sprzeczać, to możemy to zrobić elegancko i przy herbatce. 

Nie zdążył się powstrzymać przed dodaniem ostatniej części. Bo może na chwilę stał się mądrym, uczonym i racjonalnym Brae, ale i tak zdawał sobie sprawę, że herbatkę można bardzo łatwo zatruć.

Zganił się w myślach, wiedząc, że powinien być tą lepszą swoją stroną.

I zaczął się zastanawiać, dlaczego widzi zbliżającą się do nich wielką, oślizgłą masę. I dlaczego Akhifer nie reaguje.

<Akhifer?>

7 czerwca 2022

Od Akhifer CD. Tenebrae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.8 [16+]

Samica bez słowa ruszyła za Jitongiem. Wzięła pod uwagę jego słowa i zaczęła nad nimi intensywnie rozmyślać, starając się wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Faktycznie to wszystko brzmiało, jakby postradała zmysły. W powieściach szaleństwo władcy objawia się podejmowaniem nierozsądnych decyzji w kontekście całego kraju - czy czymkolwiek innym on rządzi - i Akhifer wydawało się, że do tego poziomu jeszcze nie doszło. A mimo wszystko zauważyła w swoich działaniach tą cząstkę szaleństwa, o jakiej mówił Tenebrae. Mogła przysłowiowo przysiąść, zachować się rozsądnie i przemyśleć kolejny swój ruch, a ona jak głupia popłynęła bez względu na innych do przodu, działając czymś, co nie powinno prowadzić władców - instynktem.

Z drugiej strony instynktownie wiedziała, że dzieje się coś niebezpiecznego, że narybkowi może coś grozić, a nic z tym nie zrobiła. Słuchała swojej podświadomości w sprawach, które były głupie i mogły ją zabić, ale ignorowała ją, gdy mogło to zabić innych. Czy naprawdę aż tak jej zależało, żeby stracić pozycję alfy? Czy może po prostu, świadomie lub nie, była zbyt zafascynowana tą dziwną przygodą, jaką na siebie ściągnęła, by słuchać dobrych rad. Tak bardzo znudziło ją siedzenie w miejscu i słuchanie starych ryb, narzucających jej swoje zdanie, bo "oni są starsi i wiedzą najlepiej", że szukała wymówek, żeby poczuć tą odrobinę adrenaliny, jaka została w jej zmęczonym ciałku.

Adrenalina była dla niej jak narkotyk. Od wyklucia marzyła o zostaniu wojownikiem, który walczył w imię ławicy. Ruszać do walki - to był jej naturalny instynkt. Dlatego wybrała dokładnie pozycję wojskową, a nie jakąś bezpieczniejszą kwalifikację, która nie miała w ostrzeżeniu napisane: MOŻLIWA ŚMIERĆ. Zapewne słabe połączenie, alfa, która gotowa jest umrzeć w pierwszej lepszej walce, ale gdyby Akhifer nie została zmuszona do zostania alfą, z pewnością skupiła by się na wojskowych sprawach. Przede wszystkim uczęszczała by regularnie na lekcje walki i dzięki temu mogłaby sobie poradzić z takim przeciwnikiem jak ten szczupak. Może nie od razu, paroma machnięciami ogona jak w starych legendach, ale wystarczająco, by poczekać na resztę wojska. Może powinna zrezygnować z bycia alfą, znaleźć kogoś na jej miejsce, tak jak znaleźli ją na miejsce Kashniego. W ogóle ciekawe, co się dzieje z Kashnim... Został wygnany już lata temu, wystarczająco dawno, by Akhifer miała czas się nauczyć, jak należy zachowywać się jako alfa. Ciekawe, czy karp jeszcze żyje...

Z cichego zamyślenia wyrwał ją bezceremonialnie płynący przed nią karp, który zaczął nagle gadać nie wiadomo po co i zupełnie do siebie.

– No chyba nie... Znowu coś ode mnie chcą.

Jak na zawołanie znikąd pojawił się obcy karp, całkowicie niebieski niczym niebo nad wodą. Wyglądał na zmartwionego, trzepał płetwami dookoła i był nieprzyjemnie żywotny w porównaniu do cichych i spokojnych dwóch koi. Ferka poczuła irytację, widząc tak żywotną istotę w jej zamkniętym świecie, bardzo prywatnym i bardzo spokojnym, a teraz zmąconym przez tego ktosia. Ale nie powinna myśleć tylko o sobie. Może mogłaby odpłynąć, gdyby nie to, że miała już coś Tenebrae'owi do powiedzenia.

– Panie Jitongu! Panie Jitongu! Czy mogę zająć panu chwilę? – zawołała ryba, już zbliżając się do samca.

– Nie.

Krótka, prosta do zrozumienia odpowiedź nie zniechęciła obcego, zupełnie jakby jej nie usłyszał. Podpłynął szybko, prawie zderzając się z duo i zaczął wymachiwać płetwami jeszcze szybciej, powodując nieprzyjemne dla skóry ruchy wody. Czy on serio musi machać jak taki wróbel?

– Panie Jitongu! Moja żona jest chora, czy może pan, błagam pana, niech pan skontaktuje się ze smokami i poprosi je o zdrowie dla mojej żony. To dla mojej żony, na pewno pan rozumie, ona jest śmiertelnie chora, potrzebuję pana pomocy...

– Kurwa, nie! – wrzasnął Tenebrae mocą, której Akhifer w życiu by się nie spodziewała. – Żadnych modlitw! Nie jestem w nastroju, nie widzisz? Spływaj mi stąd, nie mam na to czasu.

– Ale... Ale... – Są koi, którym lecą łzy z oczu i wtedy widać takie słone bąbelki wypływające spod gałek ocznych. Ten niebieski karp na szczęście do nich nie należał, bo teraz z pewnością wypływała by mu z oczu masa słonych, wodnych bąbelków.

– Spierdalaj, nie rozumiesz? Za dużo sylab? – fuknął Jitong.

Tyle już wystarczyło, by odstraszyć biednego męża chorej żony w stronę, z której przypłynął. Akhifer była nawet pełna podziwu do podejścia samca, mógł sobie pozwolić na bycie niemiłym w stosunku do tych, którzy pragnęli jego pomocy i korzystał z tego przywileju. Jej nie było to dane, bo wtedy musiała by słuchać narzekania starszyzny, którego już teraz miała dość, bo zaczepiają ją średnio siedem razy na dzień, codziennie. Jednakże ten podziw nie oznaczał, że czegoś na ten temat nie powie.

– Jeżeli takie masz problemy z byciem Jitongiem to po prostu weź wolne i wypłyń gdzieś na parę dni. Wtedy będziesz miał spokój.

– Naprawdę myślisz, że mogę tak zrobić? – Tenebrae obrócił się do samicy, gotowy wszcząć konfrontację, ale nie zdążył.

– Tak, możesz. Jesteś tylko Jitongiem, nie Kapłanem, nikt nie urwie ci płetw jeżeli zrobisz sobie urlop. A zresztą nawet Kapłani mogą wziąć wolne. Cholera, wszyscy mogą wziąć tu sobie wolne! – W tym momencie Akhifer odpaliła się w pełni, dając upust temu, co od dawna siedziało jej na sercu. – A wiesz, kto nie może? Alfa. Alfa musi być dostępna 24 na dobę, czy to burza, czy zima, czy choćby Zbiornik wysychał. Nie mogę nigdzie odpłynąć, bo nawet, gdybym była w stanie, zrobi się tu taki burdel, że nikt się w niczym nie połapie. Jedyną opcją dla mnie jest szukać wymówek, by nie wracać do tego wariatkowa od razu po wypłynięciu, a potem i tak słucham setek komentarzy na temat tego, jak mnie nie było pół godziny. Być może powód, dla którego władcy świrują, to brak własnego życia. Jesteśmy tylko dla innych, nie mamy własnego ja i w pewnym momencie nam przez to odbija. Jak myślisz, że lepiej sobie poradzisz, mając co chwila jakąś narzekającą rybę na grzbiecie, pływającą za tobą wredną starszyznę i brak minimalnej ilości snu to proszę bardzo, weź sobie tytuł alfy. Ja tego nie chcę, nigdy nie chciałam. To nie jest bycie Jitongiem, że możesz sobie komuś powiedzieć "spierdalaj" i masz spokój na jakiś czas. Ja nie mam spokoju. Ja mam co chwila kogoś, kto coś ode mnie chce i nic nie mogę powiedzieć, bo zaraz zleci się starszyzna, "co z ciebie za alfa, czemu jesteś taka nieodpowiedzialna", jakbym sama się zgłosiła na to stanowisko, a nie została do niego przymuszona. Może pomyśl sobie czasem, że te ześwirowanie to nie z nadmiaru władzy, tylko z nadmiaru obowiązków związanych z władzą. – Karpica wzięła głęboki wdech po tym paskudnie długim wywodzie, który zdawał się nie mieć końca. – Dzięki za pomoc, jakiej dotychczas udzieliłeś. A teraz spadam napawać się swoją władzą, słuchając narzekań tych starych dziadów, którzy uważają, że lepiej rządzą od każdego, ale za władzę się nie wezmą. Nara.

Rzucając tym agresywnym słowem przepłynęła obok Brae'a, od razu kierując się ku siedzibie politycznej ławicy. Już miała tego wszystkiego dość. A w szczególności tego karpia. Walić go. Walić to wszystko. Może serio zrezygnuje z bycia alfą i posadzi na tym stanowisku Tenebrae'a, skoro on jest taki mądry i myśli, że to szaleństwo to z potęgi. Ciekawe, jak szybko zacznie szukać sobie własnego zastępcy. Kij mu w oko. Po co w ogóle z nim płynęła. A trzeba było sobie odpuścić ten głupi sen. Już nigdy więcej się do niego nie zgłosi, nawet gdyby został Kapłanem. Będzie wysyłać kogoś innego, w dupie to ma.

<Brae? xD>

23 maja 2022

Od Tenebrae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.7

Naprawdę chce to wiedzieć? Wzruszające, alfa integruje się z ławicą. Szkoda tylko, że nie zajęła się tym w bardziej sprzyjających okolicznościach. 

— Wiesz, gdyby ktoś cię zabił, to następnym rządzącym pewnie byłby twój małż, bo potomków nie masz? — westchnął na swoje rybie możliwości, w myślach dodając „We can change that”. Nie no, nie dodał tego, bo nie zna innych języków niż rybi. Niestety. 

Na tym jednak nie kończył się wspaniały wywód o jego chęci wymordowania kolejnym przywódców ławicy.

— Poza tym, jakimś dziwnym trafem, rządzący zawsze pod koniec swojej władzy bzikują od jej nadmiaru, i zaczynają robić jakieś egoistyczne głupoty, dobre tylko dla nich, jeżeli nie robili tego już na początku. Każdemu odbija po prostu, jeżeli zdąży dożyć tej chwili — kontynuował, zanim Akhifer zdążyła mu przerwać. — Może się z tym nie zgadzasz, może to są stereotypy, ale nigdy nie słyszałem o sprawiedliwym przywódcy. Decyzje, które podejmujecie, są po prostu bez sensu. Ty jesteś dość dobrym przykładem, choćby tego, że mimo przeczuwanego niebezpieczeństwa nawet nie przysłałaś wojsko, by chroniło narybek. Mimo, że się tego spodziewałaś, jedynie odeszłaś z miejsca zdarzenia, nikomu nic nie mówiąc. To są fakty.

Mogłaby się wybronić, mówiąc chociaż „Przecież powiedziałam tobie”, czy też „Na wszystkie koi świata, przecież nie mogłam wystawić wojska, jak nawet nie wiedziałam, czy to prawda, i czy nie będą potrzebni gdzieś indzie. Chociaż wiesz co? Masz rację, muszą strzec młode od prawdopodobnie nieistniejącego zagrożenia”. Być może nawet była bliska wypowiedzenia jakichś słów, usprawiedliwiających jej uczynek, jednak Brae nie jest wychowany i znowu jej przerwał.

— Możemy płynąć. Wojsko już się nim zajmuje. 

<Akhifer?>

26 grudnia 2021

Od Akhifer CD. Brae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.6

Takiego obrotu spraw Akhifer w życiu by się nie spodziewała. Tak bardzo skupiła się na rozwiązaniu całej tej sprawy ze swoim snem, że kompletnie zapomniała o najprostszym możliwym rozwiązaniu, jakim jest zwyczajne zrozumienie tego snu dosłownie. Pewnie, gdyby tak bardzo nie zależało jej na tym wszystkim, nie musiała by teraz pędzić co tchu w skrzelach, niemal je wypluwając, byleby zobaczyć, co się dzieje z narybkiem. W tym momencie zapomniała o świecie, o Tenebrae'u, o tym, co może ją złapać na tych terenach. Musiała jak najszybciej dostać się do domu. Nawet jeśli wypluje skrzela i odpadną jej łuski, po prostu musiała tam się dostać!

Pędziła tak szybko, że nawet nie zarejestrowała kiedy otarła się o zaostrzony kamień. Coś ją szczypało w boku, ale nie było to ważne. Ważniejsza była ławica. Ten zapach krwi na pewno nie pochodził od niej, to coś innego się zraniło i krwawi. Jej nic nie jest. Tylko musi bardzo szybko dostać się z powrotem do domu, do ławicy, żeby upewnić się, że narybek jest bezpieczny.

Spojler: nie był.

Gdy Akhifer wszelkimi siłami starała się dotrzeć do głównych miejscowisk karpi, nad głowami nieporadnych rybek pływał szczupak. Zdecydowanie miał chrapkę na małe, bezsilne dzieciątka, które schowały się pod kamieniami i wśród roślinności, wszędzie, gdzie wydawało się być dostatecznie bezpiecznie. Na te długie, nieznośne chwile w ławicy zapanował strach i chaos. Ci mniejsi i słabsi uciekali, ci więksi i bardziej pewni siebie starali się odciągnąć szczupada od centrum domu łatwicy. Nic jednak nie ruszało tego wściekłego stwora, który kłapał wypełnioną zębami szczęką na zaczepiające go karpie i wciąż rozglądać się za smaczną przekąską.

Jego uwagę przykuł pewien zapach. Zapach bardzo czerwony, wyśmienicie rozchodzący się w wodzie i bardzo intrygujący. To pojawiła się alfa, z obdartym, krwawiącym bokiem, gotowa bronić narybku nawet za cenę życia. Ferka z wykształceniem wojskowym rzuciła się bez namysłu na znacznie większego drapieżnika, chcąc chociaż go zdezorientować, żeby małe karpie mogły uciec do jednego ze schronisk. Jej plan jednak zawiódł, gdy zorientowała się, że krew tak naprawdę jest jej. I teraz szczupak, podniecony tym przepysznym zapachem, zaczął gonić ją, faktycznie zapominając wszystkich pozostałych ryb.

W takim wypadku to już działa instynkt, a nie rozum. Myśli blakną, zostawiając miejsce dla jaskrawego i intensywnego pragnienia przeżycia. Gdzieś w tle odbijało się delikatnymi pastelami, że przynajmniej dzieciarnia będzie bezpieczna, jednak był to kolor na tyle słaby, że ginął w szaleńczym kalejdoskopie. Nawet bodźce nie reagowały na otoczenie, władanie przejęły oczy, które wypatrywały najlepszej drogi ucieczki. One były najbardziej kolorowe. Ścieżka przed karpicą widniała na kolor kwitnącego w słońcu słonecznika, natomiast ból w boku wyblakł z czerwieni do bardzo delikatnego różu, nie zostawiając praktycznie po sobie śladu. Przetrwanie było po prostu najważniejsze.

Usłyszała czyiś krzyk od boku i poczuła szarpnięcie, jak ktoś ją pociągnął prosto do jakiejś zapyziałej nory. Była to ludzka budowla, jednak jej cel nie był karpiom znany. Nie musiały go znać. Teraz było to dla nich schronienie przed wściekłym drapieżnikiem, który bardzo chętnie zje sobie na obiad karpia, chociaż świąt jeszcze nie ma.

Tenebrae zamknął wejście i zabezpieczył je kamieniem, podczas gdy Akhifer przycisnęła się do tylnej ściany i próbowała odzyskać trzeźwość umysłu. Kalejdoskop powoli się uspokajał, tracąc swoje szaleństwo kolorów, a na jego miejsce pojawiały się stonowane, uporządkowane krajobrazy. W tym ciemna, krzycząca czerwień trzymająca się boku ciała samicy. Krew wyciekała, teraz już bardziej z winy intensywnego ruchu i musiała być jak najszybciej zatamowana. Tylko czym, do licha?

Brae znalazł jakiś biały płat, z którego podobno też korzystali ludzie. Nie wydawał się idealny, ale lepsze było to niż nic. Ostrożnie obwiązał go dookoła ciała wadery, zakrywając ranę. Potem się odsunął.

– Gratuluję odwagi, współczuję głupoty – rzucił, odwracając się od alfy. – Nieźle się popisałaś.

– Działałam instynktownie...

– Instynktownie to ty się prawie zabiłaś – skwitował Jitong. – Nie lubię cię, ale przy twoich rządach przynajmniej mam jakiś spokój i pewność, że tak szybko się to nie zmieni. Jeśli na alfę wejdzie ktoś nowy, może mi poprzestawiać szyki, a jakoś tego nie chcę.

– Z czego wynika ta niechęć? – Akhifer zadała to pytanie takim tonem, który nie cierpiał odmowy odpowiedzi. Do tego byli zamknięci w jakiejś ludzkiej skrzyni i raczej tak szybko się stąd nie wydostaną, więc mają mnóstwo czasu wyjaśnić sobie różne rzeczy.

<Tenebrae?>

9 grudnia 2021

Od Brae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.5 [13+]

Zacznijmy od tego, że Tenebrae nie lubił się bić. Generalnie Jitong lubił małą ilość rzeczy, ale bijatyki nigdy nie wychodziły mu zbyt dobrze; gdy był młody, często w nich uczestniczył, ale stanął po zwycięskiej stronie góra dwa razy. A naprawdę często się bił. Cóż, nigdy nie umiał spożytkować swojej energii we właściwy sposób. 

Jak tak patrzył na to wszystko, to nawet nie chciało mu się walczyć o przetrwanie Alfy i by pokonać to coś, co zwało się Tvef. Mógłby zostawić tutaj i Alfę, i swojego wroga, a następnie sobie pójść, szybko zmykając w rodzinne strony. Inaczej: uciec. Potem powiedziałby wszystkim, że Akhifer popełniła samobójstwo, ale przed tym oznajmiła, że Brae zostanie nowym-

Dobra, lepiej nie. Trochę to planowanie zaszło mi za daleko, co? To co mógłbym, to jedno, a to co zrobię, to drugie. Chyba nawet ja nie jestem aż takim palantem, żeby teraz uciekać, i zostawić ją na pewną śmierć... Chociaż przywódczyni walczy lepiej ode mnie, a ją powalił jednym uderzeniem, i chociaż tak naprawdę wcale nie chce-

– W mordę małża – Tenebrae zdążył wydusić, żeby szybko odpłynąć na bok. Rozwścieczony Pustelnik nie należał do jego najlepszych przyjaciół. Jakikolwiek Pustelnik nie należał do jego najlepszych przyjaciół. Co prawda to prawda, ale do Pustelników czarny koi nigdy nie czuł szacunku. Byli podejrzani. Mieszkali pośrodku pustkowi i wyprawiali jakieś dziwne rytuały, jak modlitwy do duszków.
Nie myślcie, że Brae nie wierzył w Smoki… Bo, ee-, wierzył. Oczywiście. 

– Życie ci się znudziło, czy co? – Brae poirytowany zapytał Tvefa, odchodząc od swoich rozmyślań. Wątpliwe, żeby ktoś inny myślał o smokach, nie w formie modlitwy, kiedy walczy o przetrwanie. – Rozumiem, że nie masz rodziny, bo jesteś zbyt brzydki i nikt cię nie chce, przez co tutaj wylądowałeś, ale nie musisz wyżywać się na innych. Hej, ja może jeszcze jestem do uratowania, koleżko! 

Jitong o mało nie stracił głowy.

– Kurde – powiedział sam do siebie. – Ja chyba dobrze rzucałem kamieniami, kiedy byłem młody? O ile pamiętam. I o ile to mi się nie przyśniło. Albo nie przewidziało, kurwa.  

Wziął więc w płetwę kamień i wycelował w rybę. Pustelnik widocznie nie czuł się zbyt dobrze, gdyż zaczął się topić. (Tak, dobrze przeczytaliście, ryba się topi. A w zasadzie opada na dno, powoli, i powoli… Ale to można uznać za topienie się) Tak czy siak, misja została zakończona. Tenebrae z podziwem spojrzał na powalonego wroga. Zaraz też podszedł do swojej zmarłej znajomej, która, swoją drogą, wcale zmarła nie była. Jitong szybko to zauważył, i sam nie wiedział, czy ma się z tego cieszyć czy smucić. 

– Dość ciężka jest – Brae wysapał, targając za sobą Alfę. –  Co ona jadła? 

Całe szczęście, że w wodzie przedmioty (i organizmy żywe) tracą swoją wagę, bo wątpliwe, żeby Jitong dociągnął Akhifer do końca trasy o własnych siłach. Zresztą, tak naprawdę nie musiał ciągnąć jej do końca: liderka szybko się wybudziła, z odruchem prawie zabijając swojego podwładnego. Najpierw Tenebrae chciał wrzasnąć „Ajajaj, moja biedna główka”, ale w porę przypomniał sobie, że jest dorosłym mężczyzną. 

– Nie zabij mnie czasem – mruknął. – Coś wymyśliłem…

– Co ty nie powiesz – Alfa nie wyglądała na zadowoloną. Zresztą, nikt nie byłby zadowolony, gdyby ominął go pojedynek, a co gorzej, właśnie oberwałby w łeb. 

– Śniło ci się, że próbujesz obronić narybek, nie? Ale ci się to nie udaje? – zaczął. – To teraz wyobraź sobie taką sytuację, że próbujemy go bronić w tej chwili; idąc do Pustelnika. Ale nam się nie udało.
Akhifer spojrzała na niego, zamyślona. 

– Sugerujesz, że narybek coś symbolizuje?

Jitong trochę się zmieszał. Tak daleko to on nawet nie zaszedł.

– Może… Ale chodziło mi bardziej o coś realistycznego. Że teraz coś, kurwa, te dzieci wyżera, kiedy my sobie rozmawiamy. 

Miejmy nadzieję, że z biegiem czasu Brae nie zacznie używać przekleństw jak przecinki w zdaniach, ale obecne wydarzenia niestety na to wskazują. 

Kiedy więc on rozmyślał nad swoją przyszłością, i tym, że za często używa pięknego słowa, jakim jest „kurwa”, Akhifer zrobiła coś pożyteczniejszego; ze swoją obolałą głową rzuciła się do płynięcia, modląc się w duchu, że to, o czym pierdolił Brae, jest tylko wymysłem jego walniętej wyobraźni.

Niedużo brakuje i ja także będę używała przekleństw zamiast przecinków. Ale nie no, ,,pierdolił" to chyba nie przekleństwo?

<Akhifer?>

22 listopada 2021

Od Akhifer CD. Brae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.4

Strażniczka skupiła się na słowach Szamana. Obracała je sobie w głowie we wszystkie strony, analizowała, starała się zrozumieć, co może to wszystko znaczyć. Słyszała, że takie rzeczy najlepiej interpretuje się instynktownie, poprzez przeczucie, więc tak starała się zrobić w tej sytuacji. Nie miała jednak doświadczenia - zarówno w działaniu instynktownie w takich sprawach, jak i w interpretowaniu wizji - więc pozostało jej tylko ledwo się domyślać. Może nawet nie była w stanie tego zrozumieć, kto wie. Nie miała takich mocy jak Szaman czy Jitong, a ryby posiadające te kwalifikacje zgodnie twierdziły, że to wszystko nic wielkiego.

Ale czy na pewno? Tenebrae zauważył coś nietypowego. Co prawda jednak to pamiętał, ale był w stanie zaznaczyć, że nie było to w pełni normalne. Jednak to olał i o tym zapomniał. To samo było z Szamanami, zauważyli coś, ale to pomijali, bo już ich to nie męczyło. Czyli dwa źródła informacji już uważają, że powinna o tym zapomnieć i wrócić do własnych spraw. A jednak jej instynkt na to nie pozwalał, po prostu czuła, że coś jest nie tak, lekko na lewo, jak to mówiła. Podobno to przeczuciem należy się prowadzić. Z tego powodu postanowiła na razie nie odpuszczać, nie dopóki w stu procentach upewni się, że wszystko jest w porządku i faktycznie nie ma się czym martwić. Często powtarzała "trzy razy do zarazy", więc i tym razem postanowiła wdrożyć to w życie. Wiedziała o jeszcze jednej osobie, która mogła jej pomóc i odpowiedzieć na nurtujące ją pytania. Było to dosyć ryzykowne, bo ten pustelnik unikał towarzystwa jak diabeł święconej wody, a odwiedzające go karpie poganiał z haczykiem na kiju, ale w tym wypadku musiała zaryzykować. Może zaciągnie tam Tenebrae'a, żeby ją wsparł. On na razie wie najwięcej o całym tym bałaganie, może nawet więcej od niej i po prostu się nie przyznaje. Zresztą i tak pewnie zainteresuje go obecność innego Jitonga, bo nie było szans, żeby o nim słyszał.

– Dziękuję... Verste, tak? Za twoje zdanie – podziękowała z czystej grzeczności i szczerze miała ochotę trzepnąć Tenebrae'a, żeby nauczyć go dobrych manier. – Przyda mi się ta informacja, pewnie bardziej niż sobie myślisz. Do zobaczenia. Tenebrae, płyńmy.

Zauważyła, że czarny karp dość niechętnie się za nią powlókł, ale na razie nic nie mówiła. Chciała się oddalić od Szamanów zanim napomni o oddalonym od społeczeństwa samcu. Pewnie nie powinna komukolwiek tego wyjawiać, ale cholera, męczyły ją myśli, że to wszystko może jednak coś znaczyć, a jakoś obecność Brae'a ją uspokajała. Chociaż żywili do siebie niechęć, Brae większą od jej, miała do niego szacunek i wierzyła w jego umiejętności. Nie chciała jako jedyna dbać o bezpieczeństwo, nawet jeśli innych miała przymuszać.

Gdy wreszcie oddalili się od Szamanów na bezpieczną odległość, Ferka odważyła się odezwać.

– Trzy razy do zarazy – rzuciła, powtarzając jedną ze swoich ulubionych fraz. – Jeszcze jest trzecia ryba, której chciałabym się spytać o zdanie. Potrzebuję tylko, żebyś popłynął ze mną.

– Serio? Do kogo chcesz niby popłynąć? – zapytał Tenebrae, chociaż raz nie brzmiąc jakby zaraz miał rzucić alfę w paszczę suma.

– Jest... ktoś, kogo można spytać. Jest pustelnikiem i żyje w absolutnym odosobnieniu, do tego wszystkiego nienawidzi gości. Ale jest jedynym innym karpiem, którego mogę jeszcze spytać. Będę tylko potrzebować twojej pomocy, żeby mnie od razu nie zabił.

Jitong spojrzał na nią z zaskoczeniem i skrywaną pogardą, że jak to, alfa i tak się boi, że prosty pustelnik może ją zabić. Ale on jeszcze nie wiedział, z czym, czy raczej z kim przyjdzie im się spotkać. Na szczęście nie zaoponował, postawił tylko warunek, że po tym wszystkim dostanie dwa dni wolnego, na co Akhifer bez oporów się zgodziła.

Płynęli przez długi czas, zdołali nawet przeciąć Pusktkowie, zanim dotarli do Piaskowych Równin. To właśnie tam krył się ten wielki pustelnik, którego niewielu odważyło się odwiedzić ze względu na jego dziwaczne usposobienie. Szczerze nawet Akhifer żałowała swojej decyzji, ale cóż. Nie przepłynęli takiego kawałka drogi tylko po to, żeby teraz nagle zawrócić. Spyta się, co Pustelnik myśli o tych wizjach i jej śnie, i sobie odpłynie. Nie będzie zawracać mu głowy na długo.

Oczom dwójki karpi ukazał się pień drzewa, który zdecydowanie od bardzo dawna leżał w wodzie. Pokryty był mchem i glonami, w odsłoniętych miejscach był całkowicie czarny, a z jednej strony częściowo zakopana w piasku widniała dziura, będąca wejściem do domu pustelnika. Byli na miejscu. Musiała teraz wpłynąć do środka.

Zbliżyła się do wejścia. Drzewo śmierdziało zgnilizną, rozpadało się, pokonane przez wodę i upływ czasu. Stęchlizna powodowała, że wcale nie miała ochoty tam wchodzić. Ale musiała. Nie miała wyboru.

Po kilku zaczerpnięciach większej ilości wody wreszcie odważyła się wsadzić głowę do otworu. Nic. Ani jednego dźwięku, woda pozostała nieruchoma. Wpłynęła głębiej w ciemność pnia, znienacka dostając nieprzyjemnych myśli. Pustelnik mógł umrzeć i nikt o tym nie wie, bo przecież nikt tu nie przychodzi. Wtedy cała ta wyprawa byłaby po nic.

Jej obawy zostały rozwiane, gdy poczuła ruch wody w głębi pnia. Coś w nim było i sądząc po wielkości był to karp koi. Pewnie Pustelnik. Postanowiła zaryzykować.

– Tvef? – zapytała na głos, gotowa w razie czego uciekać. – Jestem Akhifer, alfa ławicy.

Do oświetlonej części kryjówki wpłynął stary, pokryty wieloma bliznami karp o zielonkawym zabarwieniu brzucha i żółtym ciele. Jego płetwy zdawały się być już w częściowym rozkładzie, gdyż błony zostało naprawdę niewiele, a do tego była podziurawiona. Ten koi żył chyba tylko cudem, bo nie było szans, żeby był w stanie sam dla siebie polować i zbierać pożywienie. Chyba, że znalazł sobie jakiegoś ucznia, to jednak było wysoce nieprawdopodobne.

– Czego tu? – odezwał się Tvef ochrypłym, gburowatym głosem, jeszcze gorszym niż Tenebrae mógł kiedykolwiek się zdobyć. – Streszczaj się, nie mam ochoty patrzeć na twoją gębę.

Alfa z trudem powstrzymała jakąkolwiek reakcję na te słowa. Temu osobnikowi nie mogła nic powiedzieć, był wielki i do tego nieco stuknięty, gdyby coś mu się nie spodobało po prostu by ją zabił. Nie to, co Brae.

– Przybyłam z pytaniem...

– No to je zadaj! – Podniesiony głos karpia zaskoczył stażniczkę jeszcze bardziej, ale starała się zachować spokój.

– Śniło mi się, że staram się chronić narybek przed drapieżnikami, ale na końcu i tak nas wszystkich zjedli. Potem Tenebrae, nasz Jitong wspomniał, że z nieznanego powodu nagle zniszczyły się kryształy w Kryształowni. Przed chwilą razem z nim odwiedziłam Szamanów i oni też stwierdzili, że zauważyli coś nietypowego, ale stwierdzili, że to nic takiego. Chciałam się dopytać jeszcze ciebie, co o tym myślisz. Martwię się o ławicę i chciałabym być przygotowana, jakby coś się zadziało.

– Ta, jakby można było się przygotować na nieoczekiwane. I do ciebie nie dotarło, że świat cię ostrzega? Nie zauważyłaś tego?

– Właśnie zauważyłam, dlatego przyszłam...

– I głupio zrobiłaś, że przyszłaś! Idiotka! – zaśmiał się Pustelnik, co Ferkę całkowicie zbiło z toru. Co się, do licha, dzieje? Dlaczego ten karp się śmieje i ją tak bardzo wprost obraża. – Idiotka, nie umie słuchać wszechświata. – Łypnął na nią zamglonym okiem. – Bardzo dobrze, lubię takie. Mniej mózgu do wyciągania.

– Co?

W tym momencie Tvef rzucił się na nią, w płetwie trzymając swój niesławny hak na kiju. Celował w nią. W jej serce. W głowię. Chciał ją zabić, widać to było w jego szalonych oczach. No tak, przecież koi również są drapieżnikami.

– Tene... – nie zdążyła wykrzyknąć imienia Jitonga w wołaniu o pomoc, kiedy wielki karp uderzył ją płetwą ogonową, odpychając na ścianę pnia. Samica straciła przytomność.

<Tenebrae?>

16 listopada 2021

Od Brae'a CD. Akhifer - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.3

– Oh, nic szczególnego – cicho burknął. – Coś cię zje.

Całe szczęście, że Akhifer tego nie usłyszała (a przynajmniej nie dała po sobie tego poznać) wciąż miarowo uderzając ogonem o wodę. Brae złapał z nią kontakt wzrokowy, próbując przypomnieć sobie, co właściwie uczyli go na wychowaniu rozszerzonym. Zapamiętał jedynie odróżnianie poszczególnych śmie-

Dobra, to pamiętał z podstawowego. Widoczne trzeba było słuchać i nie kręcić się gdzieś koło Mrocznej Puszczy. Tak, to mogłoby mu wyjść na dobre, chociaż podejście samego Jitonga w tej sprawie było proste: Jitondzy uczyć się nie muszą, gdyż to, co robią, wymaga po prostu intuicji i pewnej inteligencji. 

Czyli już wiemy, czemu Tenebrae nie szło w tej pracy.

– Dobra – O dziwo, Brae postanowił włożyć trochę życia w tą sprawę. Może to było spowodowane urokiem osobistym samicy, ale patrząc na orientację potencjalnego partnera (i stanowisko jakim jest Alfa) to raczej wątpliwe. – Na razie kilka rzeczowych pytań. Muszę sprawdzić twoją trzeźwość i czy sobie tego nie wymyśliłaś.

– Skoro musisz – Alfa potaknęła głową, podpływając kawałek bliżej. 

– Czy zjadłaś coś dziwnego, obcego pochodzenia? Naćpałaś się wodorostami?

– Nie! – zdziwiona odpaliła.

– Jesteś pewna, że nie uległaś niczyjej manipulacji?

– A co to ma do snu? – spytała zdziwiona. 

– Masz partnera? – zignorował ją.

– Ee… 

– Przechodzimy do części praktycznej. 

Tenebrae popchnął kamień w stronę Akhifer, a ta się odsunęła. Jej wyraz twarzy doskonale pokazywał, co sądzi o takim teście. Pysk jej rozmówcy wyrażał natomiast skrajne zainteresowanie omawianym tematem. 

– Jesteś pewny, że to ty nie potrzebujesz paru rzeczowych pytań? – lekko poirytowana zapytała. Pewnie na końcu pyska miała Wylatujesz z tej roboty.

– Tylko wodorostów – skomentował Brae, przebierając w kamieniach. Trudno stwierdzić, czy mówił na poważnie, czy był to tylko żart. Aczkolwiek patrząc na normalność Jitonga raczej prawda. Zaraz kontynuował: 

– Uważam, że to oznacza małe kłopo-

– Ależ bystry – cicho powiedziała Alfa. 

– Nie przeszkadzaj sobie. – Odparł z niesmakiem. – Co ty na to, aby porozmawiać z duszkami kwiatowymi?

Akhifer popatrzyła się na niego osłupiała, co po chwili przemieniło się w chłodną irytację. Raczej nie przepadała za docinkami idącymi w stronę jej poddanych, bo wątpliwe, aby Szamani byli zadowoleni z tytułu, jakim obdarzył ich Brae. Pewnie już nie mogła doczekać się skarg, które do niej przyjdą.  

– Mógłbyś…

– Nie – żywo odpowiedział Jitong, który domyślił się dalszej treści wypowiedzi Alfy. – A jak z nimi porozmawiasz, to możesz sobie to wszystko zinterpretować, jak tylko chcesz, i…

– Słuchaj – tym razem to samica mu przerwała, stając w łeb w łeb z Tenebrae. – Przestań zachowywać się jakbyś miał plankton zamiast mózgu. Każdy ma jakąś pracę, a ty mógłbyś zacząć szanować zarówno swoje stanowisko, jak i stanowisko innych, bo wiedz, że mogę cię z niego strącić – jej poziom zdenerwowania ewidentnie przekroczył normę. – Idziesz ze mną, czy tego chcesz czy nie. Jesteś Jitongiem z jakiegoś powodu, a teraz wykonasz swoje zadanie. 

Chociaż Tenebrae nie odpowiedział, to popłynął za Alfą; i tak towarzyszył jej przez całą drogę do siedliska Szamanów (a, mówiąc szczerze, była ona dość krótka), którzy zafrasowani czymś nieznanym przybyszom krzątali się dookoła. Dwójka ryb miała niepowtarzalną okazję trafić na kogoś na tyle rozumnego, aby Brae nie mógł znaleźć mu niczego do zarzucenia, a w rezultacie pływać cicho. 

– Dzieje się coś dziwnego – odparł samiec, który przedstawił się jako Verste. – Na początku nie zwróciłem na to uwagi, ale powtarzało się to wciąż i wciąż, przez co…

Być może ta chwila ciszy, w której Jitong się znajdował go zdenerwowała, ale większe prawdopodobieństwo było, iż sprawił to nieznajomy. Jego pełne szacunku przywitanie Alfy już zirytowało Tenebrae, który nie chciał ów podejścia zaakceptować, ale zdecydowanie zbyt długi (jak na jego zdanie) wstęp był dla niego przegięciem. Generalnie Brae w tej chwili przestał mieć dobry humor – o ile miał go kiedykolwiek.

Ale nadal milczał.

– … Zwróciłem na to uwagę. Ale naprawdę nie wiem, czy to ważne…

Czy on nie może wreszcie się wysłowić?

– … Ale skoro szanowna Alfa chce o tym wiedzieć, to oczywiście, powiem. Stało się tak, że…

Lepiej nie ujmujmy w zdanie myśli Braego. 

– … W pobliżu zaczęło roić się od dziwnych dźwięków i cichych szeptów, a woda delikatnie migotała, aż w końcu wczoraj stała się czarna. Lekko przeźroczysta, pełna ciemnych smug, a o niczym podobnym żaden z Duchów nie wspominał; zresztą, nie pytałem. Od tego momentu nie wydarzyło się nic dziwnego, a ja sam zastanawiałem się, czy mam coś z tym zrobić lub komuś zgłosić. Skoro jednak już nic się nie dzieje, to sprawa jest chyba zakończona?

Jitong zwrócił swoją uwagę na Alfę, zaciekawiony, co ta ma do powiedzenia. Sam karp zaczął zastanawiać się, czy aby to wszystko nie dotyczy czyjegoś prywatnego życia, bo szczerze wątpił, by zapowiadało się coś dużego. Być może jednak to on był przyzwyczajony do spokojnego obrotu spraw – a zdawał on sobie z tego doskonale sprawę. 

<Akhifer?>

18 października 2021

Od Akhifer CD. Brae - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.2

Akhifer starała się udawać, że nie zwraca uwagi na butne zachowanie samca, jednak w głębi serca mocno ją ubodło, że ktoś tak wysoko postawiony jak Jitong traktuje ją po prostu podle tylko dlatego, że jest alfą. Bo nie miała wątpliwości, że o to chodziło. Tylko Tenebrae nie był świadomy, albo nie chciał sobie uświadomić, że samica nigdy tak naprawdę nie chciała tej fuchy. Ale cóż, stało się, co się stało, więc musiała znosić takie traktowanie, choćby łuski jej miały od tego odpaść. Postawili ją w tym piekle, a ona postanowiła przez nie przepłynąć i wydostać się na powierzchnię niczym autentyczny demon.

– A więc... Ekhem... – odchrząknęła, zażenowana wizytą różowej karpicy. Żeby sobie pomyśleć, że Akhifer i Tenebrae... Nie mówiąc o tym, że Jitongi raczej nigdy nie brały udziału w romansach i trudno było znaleźć takiego, który założył własną rodzinę. Kolejna, której zapomnieli podać rozsądek na śniadanie. – Ile jesteś w stanie mi powiedzieć o tym, co widziałeś?

– Tak jak już powiedziałem, niewiele. Nic więcej niż to, co już wyjawiłem. A teraz zacna Pani Władca wybaczy, ale muszę się zbierać. – Koi wręcz z pogardą odwrócił się od alfy i skierował ku wyjściu z Kryształowni. Ferka nie chciała go męczyć bardziej, niż już to zrobiła, ale musiała znać odpowiedź. Za bardzo się martwiła. Nie chciała, by coś się stało ławicy.

– A może było to ostrzeżenie? – zadając to pytanie podpłynęła bliżej, zostając u boku czarnego karpia.  – Skoro kamień się zniszczył...

– Tak, ostrzeżenie, że chcą cię zabić – burknął Tenebrae i odpłynął, zostawiając samicę z tyłu.

Akhifer westchnęła w sposób, w który wzdychać potrafią tylko ryby. Właściwie nie było to nawet westchnięcie, a większa ilość wody zaczerpnięta i wypuszczona przez skrzela, co ze wzdychaniem miało niewiele wspólnego, ale ze względu na brak słownictwa pozostańmy przy wzdychaniu. Jej płetwy opadły, poddając się z tym wszystkim, ze wszystkimi obowiązkami, zmartwieniami. Nie chciała za wiele, po prostu dowiedzieć się, czy coś ma się wydarzyć. Jitong jako jedyny mógł jej w tym pomóc, ale najwyraźniej nie zamierzał współpracować. Co mogła zrobić sama? Postawić tarota? Nie umiała go czytać, więc jej nie pomoże. Musiała sobie poradzić.

Następnego dnia z samego rana naszła smokowi winnemu Jitonga, żeby szukać u niego pomocy. Tym razem jednak miała jakieś podstawy dla tych odwiedzin, a był nimi dzisiejszy sen. Musiała się podzielić, po prostu czuła, że to ważne.

– Witaj, o Szlachetna – przywitał się Tenebrae, z tym samym butnym i gorzkim tonem, którym wczoraj pożegnał Ferkę. – W czym mogę ci dzisiaj służyć?

– Tym razem ja coś mam. W sensie znak, a przynajmniej tak myślę. Chodzi o sen, który miałam. – Karpica usadowiła się na omszonych kamieniach, które służyły rybom jako krzesła. – Przyśniła mi się ryba z płetwami jak skrzydła. Właściwie to myślę, że to byłam ja. Otaczałam tymi płetwami narybek i starałam się go chronić przed drapieżnikami, ale i tak udało im się wszystkich zjeść. A potem zjedli i mnie. – Zatrzęsła się na to wspomnienie. – Co o tym myślisz?

<Tenebrae?>

4 września 2021

Od Brae'a - "Trochę spokoju, za dużo zmartwień" cz.1 [13+]

Uwierzcie bądź nie, ale Tenebrae naprawdę starał się nie przeszkadzać nikomu. Starał się przynajmniej do momentu, gdy inni również się starali. On sam lubił mieć spokój i spokój lubił zapewniać (powiedzmy), czego widocznie niektóre osobniki w ławicy nie wiedziały. To właśnie przez to, bądź przez inne czynniki trzecie od nas niezależne, ciągle ktoś coś od niego chciał. 

Oczywiście Jitong to stanowisko wymagające chociażby minimalnych kontaktów z innymi członkami społeczeństwa, a jedyny obecny Jitong wydawał się tego nie rozumieć, bądź ten fakt ignorować. Po czwartej wizycie w sprawach biznesowych w ciągu jednego popołudnia zaczął zastanawiać się, czy faktycznie nie lepiej było zostać Podróżnikiem, a po dziesiątej planował powrót do szkoły podstawowej i odwoływał wszystkich kolejnych potrzebujących. Gdyby ryby mogłyby wziąć L4, Brae zapewne zdążyłby zatroszczyć się o dożywotnie. Ponieważ jednak nie mogą, czarny samiec planował złożyć wizytę komuś nadrzędnemu i poprosić o urlop. Albo emeryturę. Cokolwiek, byleby nie musieć słuchać starych dziadów proszących o zdrowie dla wnuczka i chcących na ten temat porozmawiać z smokiem. Tenebrae uważał swoją pracę za poważną, a kiedy inni przypływali do niego z głupotami, naprawdę mógł się wkurzyć.

Ale że z reguły rybą był spokojną, to po raz trzynasty wizytach odesłał jakąś rybę z spokojem, nie klnąc i nie rzucając się na nią. Jedynie zmyślił jakieś tajemnicze rytuały, twierdząc, że jeżeli trzy razy opłynie teren ławicy i zbierze kolekcję sześćdziesięciu sześciu ładnych przedmiotów (i mu je da), smoki zapewne wybaczą jej zdradzenie partnera. Rybka podziękowała radośnie i poszła szukać jakiś śmieci aby zaspokoić potrzebę Pierwotnego Koi No Ryuu. Brae natomiast był na skraju załamania nerwowego. Pomoc społeczeństwu była jego celem życiowym, ale przecież może robić to inaczej. Ryby, szanujmy się!

– Przepraszam?

Uprzejmy głos samicy odwrócił uwagę Tenebrae od swoich rozmyślań, i chociaż w pierwszym odruchu myślał, że całą sytuację sobie wymyślił, widząc postać szybko zmienił zdanie. Nawet w najczarniejszych myślach nie mógłby przypuszczać, że zawędruje do niego Akhifer. Cóż, to było po prostu poza wyobraźnią i zakresami choroby Brae'a.

– Dzień dobry. Uznajmy, że jest dobry – chłodno się przywitał. – Co Szanowną Alfę Zbiornika Wodnego Numer Jeden na Świecie sprowadza w te strony?

Popatrzyła się na niego z niedowierzaniem, jednak widocznie nie zamierzała robić scen (dzięki Smokom, bo to mogłoby się źle zakończyć). 

– Dwie sprawy – powiedziała. Zarówno z jej tonu jak i wyrazu pyska nie można było wyczytać żadnych emocji. – Chcę...

– Jutro będę miał czas – przerwał jej, ignorując fakt, że samica ma nad nim władzę i dowolnej chwili może wyrzucić go z ławicy. – Zapraszam wtedy, teraz się zbieram.

– Nie ma nawet połowy dnia – stwierdziła trzeźwo – a jeżeli się nie mylę, twoim obowiązkiem jest wykonywać zadania zgodne z twoją pracą, dopóki woda nie stanie się ciemna. 

Zabulgotał ponuro, nerwowo wiercąc się, przez co woda wokół niego drgała. Szczerze powiedziawszy nigdzie mu się nie śpieszyło; generalnie Brae nie miał w zasadzie powodu, dla którego szybciej mógłby skończyć pracę. Gdy inni mogliby mieć wydarzenia rodzinne lub świętowanie swoich osiągnięć z przyjaciółmi, on z podobnych rzeczy był całkowicie zwolniony. 

– Dobra. Mów – bynajmniej nie miło odezwał się koi, myślami zataczając koło gdzie indziej. 

– Chcę zapytać się, czy Smok nie przekazał żadnych znaków, które mogłyby posłużyć dobru ławicy – Brae'owi nie uniknęło poirytowane zabarwienie wypowiedzi Akhifer – oraz poprosić Ryuu o opiekę nad nami wszystkimi. 

Tenebrae zmierzył ją uważnym spojrzeniem. Wydawało mu się, że się martwi, chociaż to przeczucie tylko musnęło jego myśli. Mimo że ów przypuszczenia mogłyby zostać potwierdzone, Jitong nie zamierzał się o nic pytać rozmówczynię, a jedynie wykonać swoją robotę. Podpłynął kawałek, dając płetwą znak Alfie, aby podążyła za nim. Sama przywódczyni tak też zrobiła, chociaż wciąż pozostała pogrążona we własnych rozmyślaniach, i nie zwracała większej uwagi na otoczenie. 

– Co do pierwszej części – zaczął Tenebrae. – Nic nie przykuło mojej uwagi. Czasem parę kamieni nienaturalnie zamigotało, ale wątpię, żeby miało to jakieś większe znaczenie...

Mimo, że chciał kontynuować, żółto-różowa samica mu przerwała.

– Kiedy i gdzie to było?

A czy to do cholery ważne? – spytał się w myślach sama siebie. – Na Mroczną Puszczę, skąd ja mam niby pamiętać, w jakich okolicznościach to się wydarzyło? Albo, co więcej, skąd ja mam niby wiedzieć, co to oznaczało?

– Nie wiem – lekceważącym tonem stwierdził, wpływając do Kryształowni i zatrzymując się na chwilę. – Prawda, że tu jest pięknie?

Alfa nie skomentowała jego wrażliwości na piękno podwodnego świata i z narastającym rozdrażnieniem kontynuowała dialog.

– To sobie lepiej przypomnij, gdyż to może mieć wielkie znaczenie – którego twój mały móżdżek nie pojmuje, prawdopodobnie dodała w myślach, ale tego pewni być nie możemy. 

Jitong westchnął i zwrócił swoje niebieskie oczy na Akhifer. 

– Pewnie właśnie tutaj. Jakieś dwie burze temu – opowiedział po chwili.

– "Pewnie"? – spytała się. 

– To tutaj spędzam najwięcej czasu – odwrócił się do niej. Kontynuował cicho – ale tutaj jest naprawdę ładnie.

Przywódczyni nawet nie zrozumiała, co on bulgocze pod nosem, i zamyśliła się.

– Opisz, jak to wyglądało – odparła po chwili, podpływając do jednego z kryształów.

– Cóż – Tenebrae wciąż był spięty przez obecność Przywódczyni. – Przepłynąłem obok tego kamienia – ogonem musnął jeden z kryształów – kiedy któryś z sąsiednich zaczął błyszczeć. Wtedy jeden z tych na suficie oderwał się i uderzył w ten migoczący. Po tym wszystkim zapadła cisza, a z resztek tego rozwalonego przestało wydobywać się światło.

Jitong chwilę obserwował kamienie, po czym wskazał dziurę, znajdującą się pomiędzy dwoma niebieskimi olbrzymami. Wahał się przez chwilę, nie chcąc się pomylić, jednak w końcu wypowiedział swoje przypuszczenie.

– Tutaj stał.

W jego wypowiedzi słychać było cień niepewności i obawę przed pomyłką, jednak Alfa fakt ten zignorowała. Trudno określić, co w tym momencie działo się w jej głowie.

– Myślę, że...

– Brae, tak? – spytała różowa samica, która właśnie podpłynęła do tej dwójki, widząc jedynie przedstawiciela płci przeciwnej.

– Tenebrae – ofuknął Bra-, Tenebrae, znaczy się. Nie przepadał, gdy niemal obce osoby zwracały się do niego skrótem. – Czego?

– Znalazłam tylko sześćdziesiąt pięć – z wyrzutem oznajmiła. W jej oczach widać było wesołe błyski, podczas gdy w Alfy zdezorientowanie. – Może być? Nie obrazi się?

– Nie. Odłóż je blisko-

– Powiedz, gdzie mieszkasz, to odstawię blisko wejścia – obca koi szybko wtrąciła.

– Nie lecę na różowe. Zostaw te błyskotki tutaj.

Samica, chociaż zawiedzona, odstawiła różnego rodzaju dziwadła tuż przed Brae'm.

– Och – zaraz westchnęła zdziwiona i odpłynęła kawałek w popłochu, widząc Alfę. – Pani Akhifer? Przepraszam, że wam przeszkadzam.

Jej oczy zrobiły się jeszcze większe ze zdziwienia, gdy w niewłaściwy sposób połączyła fakty. Rzuciła "Do widzenia" i uciekła w popłochu.

– Ee... – Akhifer nie wiedziała, co ma o tym sądzić.

– Nic takiego – bezstresowo rzucił Tenebrae. – Sprawy biznesowe. 

Swoją drogą, ciekawiło go, jakim cudem ta koi zebrała tyle ślicznych rzeczy w tak krótkim czasie. Pewnie zabrała je Zbieraczom, ale póki nikt o tym nie wiedział, Jitong nie musiał się martwić. 

<Akhifer?>